Reklama

Kibic to nie bandyta, bandyta to nie kibic

10/04/2011 00:00

Słyszysz “kibic piłkarski”, myślisz - bandyta i chuligan? Sympatycy Śląska Wrocław na stadionie przy Oporowskiej pokazują, że ich ten stereotyp nie dotyczy.

W ostatnich dniach o polskich kibicach piłkarskich można było przeczytać i usłyszeć tylko złe wiadomości. I trudno się dziwić, pamiętając o wydarzeniach w Kownie w trakcie meczu reprezentacji Polski z Litwą, a także o niedawnej przepychance w Warszawie, gdzie piłkarz Legii po spotkaniu oberwał w twarz od jednego ze stadionowych stałych bywalców. Dlatego jednym z najczęściej zadawanych teraz pytań jest: czy prestiżowa impreza, jaką będzie Euro 2012, będzie dla Polski źródłem wstydu, który przyniosą chuligani?





Teoretycznie odpowiedź na to pytanie powinna martwić również wrocławian, bo nasze miasto będzie jednym z gospodarzy turnieju o mistrzostwo Starego Kontynentu. A przecież niedawno wrocławskie media szeroko opisywały bijatykę, do której doszło na Nowym Dworze. Kilka tygodni temu pobito tam dwójkę ojców młodych piłkarzy Lecha Poznań grających turniej we Wrocławiu. Sprawę cały czas bada policja. Nowodworska historia nie jest wcale tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać. Ot, źli kibole z Wrocławia zaatakowali statecznych obywateli z Poznania w imię klubowej nienawiści. Ale warto pamiętać, że poznaniacy byli pijani, oddawali też mocz na graffiti Śląska Wrocław. A tym, którzy schowali szaliki Lecha, nic się nie stało. Awantur, podczas których w obronie barw klubowych w ruch idą pięści, nie da się poprzeć. Ale mądre przysłowie mówi, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Trudno też oczekiwać, by za ekscesy grupki ludzi o bandyckich skłonnościach i noszących klubowe barwy odpowiedzialność mieli ponosić wszyscy fani drużyny.



We Wrocławiu obawy o zachowanie piłkarskich fanów można uznać za przysłowiowe strachy na lachy. Dlaczego? Bo rozgrywane na stadionie przy ul. Oporowskiej mecze Śląska to już od kilku lat sportowe święta. Takie, gdzie doping jest głośny, oprawy bywają rewelacyjne (zwłaszcza, gdy trzymają się z daleka od polityki), a atmosfera sprawia, że chce się tam wracać co mecz. Efekt? Jesienią ubiegłego roku Śląsk odebrał nagrodę za najbezpieczniejszy stadion w Ekstraklasie, przyznaną przez inne ligowe kluby



- Od wielu lat najgorsze, czego można się obawiać na stadionie Śląska, to brodzenia w błocie za trybuną odkrytą w deszczowy dzień - śmieje się Joanna Łaska ze stowarzyszenia kibiców drużyny “Wielki Śląsk”. - Na mecze przychodzi coraz więcej kobiet czy rodziców z dziećmi. To najlepszy dowód na to, że na meczach można bezpiecznie się bawić, i to w świetnej atmosferze - dodaje.



Także wrocławska policja potwierdza, że na stadionie przy Oporowskiej jest coraz bezpieczniej.

- Obiekt Śląska Wrocław jest bezpieczniejszy niż inne stadiony w Polsce i od dłuższego czasu nie dochodzi do nim do żadnych poważniejszych incydentów - potwierdza aspirant Paweł Petrykowski, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.



Kibice wrocławskiej jedenastki przez wiele lat pracowali na to, by pozbyć się odium stadionowych chuliganów. Nieprzewidywalnych i zawsze gotowych do bijatyki, jak to na rzekomych pseudokibiców przystało. Kilka lat temu połączyli siły. Założyli stowarzyszenie “Wielki Śląsk” i pracują na rzecz zarówno wrocławskiej, jak i dolnośląskiej społeczności.



- Dawno zrozumieliśmy, że abyśmy mogli tworzyć niezapomniane oprawy oraz pracować nad porywającym dopingiem, musi być nas jak najwięcej na stadionie. Zostaliśmy obdarzeni przez władze klubu zaufaniem i od dawna nie go zawodzimy - tłumaczy Joanna Łaska.



Piotr Waśniewski, prezes piłkarskiego Śląska, jest bardzo zadowolony ze współpracy na linii klub-kibice.


- Bardzo rygorystycznie przestrzegamy zapisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, bo nasz stadion przez lata był uważany za niebezpieczny. Ale nie tylko ustawa sprawiła, że dokonaliśmy ogromnego postępu. Ten sukces nie byłby możliwy bez doskonałej współpracy Śląska ze stowarzyszeniem naszych kibiców - przekonuje Waśniewski.



Fani wrocławskiej ekipy uczą się też od kibiców z innych państw. Wszystko za sprawą ośrodka prowadzonego w ramach projektu “Kibice Razem”. Partnerem fanów Śląska Wrocław są w nim sympatycy Dynama Drezno. A to tylko część inicjatyw, w które angażowało się stowarzyszenie fanów wrocławskiej ekipy.



- Prowadziliśmy m.in. zbiórkę na rzecz powodzian czy akcje zbierania krwi, współpracujemy ze świetlicami środowiskowymi. Wspieramy projekty malowania przez kibiców Śląska graffitti poświęconego drużynie na murach Wrocławia, organizujemy też spotkania z najmłodszymi fanami - wylicza Joanna Łaska. - Jesteśmy tacy sami jak inni wrocławianie, a nie tymi “złymi”, jak czasami jesteśmy pokazywani w mediach. Mieszkamy w tym regionie, mamy rodziny, uczymy się, pracujemy. Ale mamy też wyjątkową pasję, która nas łączy i pozwala zrobić coś dobrego dla innych - dodaje.



Na trybunach wrocławskiego stadionu można kibicować spokojnie. Nikomu włos mu z głowy nie spadnie. I to niezależnie od tego, czy rozgrywany jest jeden z meczów przyjaźni, czy też “zwykłe” ligowe spotkanie.

- Mecze przyjaźni mają to do siebie, że panuje na nich zupełnie inna atmosfera, kibice obu drużyn siedzą razem i wspólnie dopingują swoje drużyny. Nie znaczy to jednak, że podczas innych spotkań jest gorzej. Zawsze dbamy o to, by doping na meczach Śląska był na najwyższym poziomie - kończy Joanna Łaska.
Łukasz Maślanka, bk

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości