Reklama

Kto zabił studentów z Wrocławia? Faszyści, przemytnicy, bezdomny Czech…

02/11/2025 08:51

Anna i Robert, para studentów wrocławskiej uczelni, postanowili wyruszyć niebieskim szlakiem do Karłowa. Przed południem dziewczyna zadzwoniła jeszcze do rodziców z informacją, że właśnie wybierają się na obóz Studenckiego Koła Naukowego, ale do celu nie dotarli. Poinformowani przez rodzinę o braku informacji od Anny i Roberta, ratownicy grupy GOPR, 10 dni później, znaleźli ich ciała pod szczytem Narożnika na terenie Parku Narodowego Gór Stołowych. Ciała były częściowo obnażone.


To była egzekucja?

Zanim do akcji przystąpili ratownicy, dyrekcja Parku Narodowego Gór Stołowych, poinformowana o zaginięciu młodych ludzi, organizuje własną grupę poszukiwawczą. Strażnicy leśni przypuszczają, że studenci mogli spaść z tarasu widokowego na szczycie. Przeczesują więc teren u podnóża Narożnika. Na miejscu pojawiają się rodzice Anny i Roberta. Też biorą udział w poszukiwaniach. Bezskutecznie. Do działań wkraczają ratownicy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Już drugiego dnia jedna z grup, 70 metrów od niebieskiego szlaku, natrafia na zwłoki w znacznym stanie rozkładu. Ciała leżą kilkanaście metrów od siebie. Są częściowo obnażone i posiniaczone. Przy studentach nie ma plecaków i butów.

Buty Roberta znaleziono kawałek od miejsca zbrodni. Buty Anny były wciśnięte pod skałę. Kilometr od ciał natrafiono na plecaki. Są rozcięte. Wśród porozrzucanych rzeczy studentów jest ich brązowy namiot i ubrania.

Reklama

Śledztwo zaczyna prowadzić Janusz Bartkiewicz, ówczesny naczelnik wydziału kryminalnego policji w Wałbrzychu.  Gdy usłyszał, że pies tropiący dość szybko zgubił trop nie jest zdzwiony. Jego zdaniem, nie wiadomo nawet za jakim śladem szedł: ofiar, sprawcy czy tych, którzy szukali zaginionych lub pojawili się jeszcze później. Dość szybko ustalono, że Anna i Robert zginęli od strzałów w tył głowy oraz między oczy 17 sierpnia 1997 około godziny 17. Działanie sprawcy wskazywało na egzekucję. Znaleziono również świadków, którzy słyszeli strzały i krzyk kobiety w okolicach szczytu Narożnik. Między innymi dzięki ich zeznaniom było wiadomo, że najpierw zginął chłopak, a potem dziewczyna, która najprawdopodobniej próbowała uciekać. Robert dostał dwa strzały, Anna jeden.

Hess był idolem współczesnych neonazistów

Policjantom udało się zdjąć linie papilarne sprawców. Zdaniem śledczych sprawców było dwóch lub trzech. Zabezpieczono też dowody w postaci pocisków oraz łusek. Spore nadzieje wiązano z poszukiwaniem aparatu fotograficznego, który został ofiarom zrabowany, a jego numery zostały podane do publicznej wiadomości. Jak się po kilkunastu latach okazało – błędnie.

Reklama

W sprawie badano najróżniejsze wątki. Mimo że ciała były obnażone, po sekcji upada motyw seksualny. Anna i Robert nie zostali wykorzystani. Potem podejrzenia padły na włóczęgę z Czech o pseudonimie "Rumun". W sprawie poszukiwany był także tajemniczy blondyn, z którym widziana była para, ale bez rezultatu.

Sprawdzani byli m.in. neonaziści, którzy w okolicach organizowali zloty i obozy przetrwania.

Kilka lat po morderstwie, gdy sprawa jest już umorzona, Bartkiewicz wpada na jeden z najpoważniejszych tropów.

Reklama

– Jeden z moich kolegów z grupy śledczej dotarł do informacji, która nie była wtedy upubliczniana, że 17 sierpnia 1987 r. – 10 lat przed zastrzeleniem studentów – w więzieniu w Spandau powiesił się Rudolf Hess  - mówi w rozmowie z portalem onet.pl policjant. -  Hess był i do tej pory jest idolem współczesnych neonazistów. Tymczasem na terenie Dusznik rok po zabójstwie studentów odbył się pierwszy zlot neonazistów z Europy. Musiał być przygotowany wcześniej. Zakładaliśmy, że już wtedy ktoś tam był, żeby wybadać teren. Ale nie mieliśmy na to dowodów. Fakt, że na miejsce zlotu wybrano właśnie Duszniki, świadczy o tym, że właśnie tam grupka neonazistów była najsilniejsza. 

Jego zdaniem to dość silna poszlaka, że akurat 17 sierpnia giną ludzie, którzy swoim wyglądem, przynajmniej Robert, przypominają hipisów, którzy dla neonazistów są jak śmieci.

Reklama

Sprawa w 98 % do wykrycia

Trzeba tu dodać, że prowadzący śledztwo Janusz Bartkiewicz w 2004 przeszedł na emeryturę, ale od kilkunastu lat stara się amatorsko rozwiązać zagadkę zbrodni na Narożniku i wciąż bada sprawę.

Tylko, że przez wiele lat nic nowego w sprawie się nie wydarzyło. Aż do 2020 roku. Temat ponownie podjęli śledczy z Prokuratury Krajowej i krakowskiego Archiwum X. Wówczas służby z Kłodzka zatrzymały dwóch mężczyzn podejrzewanych o handel narkotykami. Podczas policyjnego nalotu odkryto wielki arsenał broni. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że z jednego z pistoletów zabito studentów. Śledczy nie zdementowali tych doniesień, ale ich późniejsze działania wskazują, że był to fałszywy trop.

Reklama

Czy jest jeszcze szansa na znalezienie morderców studentów?

Janusz Bartkiewicz nadal uważa, że ta sprawa jest jeszcze w 98 % do wykrycia.

- Tak, dlatego, że udało nam się zebrać dowody, zabezpieczyć je – tłumaczy z rozmowie z portalem doba.pl. - Nie chcę o nich mówić, bo nawet mi nie wolno. Jeżeli policja wpadnie na trop sprawców, to w momencie ich zatrzymania są pewne dowody, które pozwolą ich z tą sprawą powiązać. Nieraz jest tak, że jak się ma jakieś dowody, to na ich podstawie szuka się sprawców. W tej sytuacji dowody są, ale trudno na ich podstawie sprawców wytypować. W momencie kiedy z innych powodów będzie się miało osoby, to do tych dowodów będzie można je dopasować.

Reklama

W lutym 2021 roku ukazała się powieść kryminalna inspirowana zabójstwem pod Narożnikiem „Wenus umiera” autorstwa Aleksandra Sowy

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/11/2025 08:54
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości