Do niesłychanej tragedii doszło we wtorkowy poranek w jednym z bloków przy ulicy Ślicznej we Wrocławiu. W mieszkaniu na parterze znaleziono zwłoki czterech osób. Najprawdopodobniej wszyscy nie żyją w wyniku rodzinnej awantury.
Policjanci we wtorek rano otrzymali zgłoszenie od zaniepokojonych sąsiadów, o tym, że w jednym z bloków przy ulicy Ślicznej jest bardzo głośno i toczy się tam rodzinna awantura. Funkcjonariusze przy pomocy straży pożarnej, która wyważyła drzwi, weszli do mieszkania. W lokalu znaleziono ciała czterech osób – relacjonuje Krzysztof Zaporowski z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.
Wiadomo, że śmierć poniosły dwie nastoletnie dziewczynki i kobieta. Jedna z osób - mężczyzna, ojciec rodziny popełnił samobójstwo poprzez powieszenie.
Na miejscu przez wiele godzin pracowała policyjna grupa dochodzeniowo-śledcza oraz prokurator, a cały teren był oddzielony taśmą. Śledczy wspólnie będą wyjaśniać dokładne okoliczności tragedii i przebieg zdarzeń, które doprowadziły do dramatu. Z pewnością pomoże w tym zaplanowana we wrocławskim Zakładzie Medycyny Sądowej sekcja zwłok.
Z pierwszych ustaleń wynika, że awantura rodzinna mogła toczyć się już od poniedziałkowego wieczora. Sąsiedzi wezwali jednak policję dopiero nad ranem, gdy grała głośna muzyka. Gdy mundurowi dotarli na miejsce nie mogli dostać się do mieszkania, dlatego o pomoc poprosili strażaków. Gdy udało się wejść im do środka na pomoc było już za późno.
Wiadomo, że nie żyją dwie nastoletnie dziewczynki - w wieku 15 i 17 lat, ich ojciec, który się powiesił oraz jego żona, matka nastolatek. Wszystkie kobiety zginęły najpewniej z rąk mężczyzny. Policjanci nie chcą na razie mówić o szczegółach. – Nasza grupa dochodzeniowo-śledcza cały czas pracuje – ucina Krzysztof Zaporowski.
Sąsiedzi z bloku przy ulicy Ślicznej 26, który usytuowany jest niedaleko ulicy Borowskiej i alei Armii Krajowej, są zszokowani tym, co się stało. – W głowie się nie mieści, jak mogło dojść do tak niewyobrażalnej tragedii, tym bardziej, że to nie była patologiczna rodzina – zaznaczają.
Zarówno mężczyzna, jak i kobieta pracowali, a dziewczynki chodziły do szkoły. Sąsiedzi nie mieli z nimi nigdy problemów. Krąży jednak plotka, że głowa rodziny - Adam - mógł mieć problemy zawodowe i to doprowadziło go do tak drastycznego kroku. Był pracownikiem firmy transportowej. Niektórzy sąsiedzi widzieli ponoć jednak, że w ostatnim czasie był nieco zaniedbany i jakby nieobecny.
Żona Barbara, pracowała w kuchni jednego z wrocławskich przedszkoli. Zdaniem sąsiadów, to była spokojna katolicka rodzina, która wychowywała córki, tak aby pomagały innym ludziom. Całe otoczenie jest w szoku, że familia mogła mieć tak poważne problemy, które doprowadziły do dramatu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze