Reklama

Na Dolnym Śląsku wiosenna orka zakończyła się odkryciem bardzo cennego skarbu

15/03/2026 08:18

Na jednym z portali internetowych ktoś wystawił do wyceny starożytne monety. Okazało się, że to rolnik z Warmątowic Sienkiewiczowskich. Wykopał na swoim polu 28 monet i 22 medaliony. Pochodziły one z kolekcji, którą pod koniec wojny w tamtejszym pałacu ukryli Niemcy chroniąc przez rabunkiem i zniszczeniem najcenniejsze skarby Wrocławia.

Warmątowice Sienkiewiczowskie to niewielka miejscowość pod Legnicą. Ten drugi człon w nazwie to żaden przypadek, choć pojawił się dopiero w 1998 roku. Skąd się wziął? Właściciel majątku w tej miejscowości Alfred von Olszewski na początku XX wieku w testamencie zapragnął, by jego rodzina wróciła do polskich korzeni, w tym nauczyła się języka przodków. Jeśli tak się nie stanie, dobra mają przypaść Henrykowi Sienkiewiczowi, w którego dziełach się zaczytywał. Choć tylko w przekładzie niemieckim. Na szczęście dla tej rodziny, Sienkiewicz zrzekł się daru.

28 monet i 22 medaliony

Kolejny raz głośno o tej miejscowości zrobiło się w 2007 roku, gdy na jednym z portali internetowych ktoś wystawił do wyceny starożytne monety. Było to rolnik z Warmątowic, który kilka miesięcy wcześniej wykopał na polu 28 monet i 22 medaliony. Medaliony oddał do legnickiego Muzeum Miedzi, a pieniądze chciał chyba sprzedać, co jest jednak nielegalne. Do wsi zjechali archeolodzy, którzy przeszukali tamtejsze pola i znaleźli tylko jeszcze cztery monety.

Reklama

Specjaliści od zabytków poinformowali znalazcę, że to co posiada są to przedmioty klasyfikowane jako strata wojenna i zaproponowali mu pomoc w przekazaniu ich konserwatorowi zabytków i muzeum. Mógł otrzymać za swoje znalezisko nagrodę. Ale odrzucił propozycje, więc… rolnika aresztowano.

Z listy Grundmanna 

Co to za „strata wojenna”? Otóż w Warmątowicach znalazła się jedna z ważniejszych skrytek z tak zwanej listy Grundmanna przygotowanej przez dolnośląskiego konserwatora zabytków, który zajął się ochroną cennych kolekcji przed zniszczeniami wojennych.

Reklama

Jak zapisał polski historyk sztuki Józef Gębczak, który odszyfrował ową listę, w zamku w Warmątowicach znalazły się: „przede wszystkim zbiory numizmatyczne z Miejskich Zbiorów Sztuki z Wrocławia, największy zbiór na Śląsku: 6 szaf dębowych zawierało kilkadziesiąt medali ze złota i srebra liczył 2180 sztuk”.

Ale na pewno nie tylko. Natomiast już w czasie wojny podobno zatopiono  całą kolekcję monet w stawie w pobliżu zamku. Rzekomo dysponent składnicy przestraszył się szybko zbliżającego się frontu. Jakoś wyglądało to wszystko dziwnie. Bo po spuszczeniu wody ze stawu nic nie znaleziono. Ale przecież nie jest tajemnicą, że jako pierwsi w Warmątowicach, pod koniec wojny, pojawili się czerwonoarmiści. I to po ich wizycie najcenniejsze okazy ze złota zniknęły bezpowrotnie. Pozostałe, które wydawały im się bezwartościowe, wrzucili do fosy.

Reklama

Budowali domy za odkryte skarby

Podczas jej czyszczenia, kilkanaście lat po wojnie, ludzie zaczęli wydobywać skarby. Krążyły legendy, że ludzie pobudowali sobie domy za znalezione rzeczy. Wiele monet leżących w fosie zmieszało się z mułem. W tamtych czasach  służył on do użyźniania ziemi na polach. I właśnie w ten sposób znalazły się na ziemi rolnika, który je odkopał.

Czy są jeszcze na innych polach? Archeolodzy uważają, że jest  to mało prawdopodobne, co wcale nie przekonuje poszukiwaczy skarbów, który co pewien czas pojawiają się w tej okolicy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości