O tej sprawie było głośno w całej Polsce. Teraz znajdzie finał w sądzie. Na ławie oskarżonych zasiądzie trójka wychowawców z Okręgowego Ośrodka Wychowawczego w Jerzmanicach-Zdroju na Dolnym Śląsku. Zostali oskarżeni o agresywne zachowania wobec kilku podopiecznych. Śledczy twierdzą, że zachowanie jednego z nauczycieli sprawiło, że trzynastoletni chłopiec próbował powiesić się pod prysznicem.
- O najpoważniejsze przestępstwo oskarżono 61-letniego Jacka T. - informuje prokurator Liliana Łukasiewicz. Był wychowawcą grupy czwarte. Według śledczych, znęcał się fizycznie i psychicznie nad 13-letnim wychowankiem. Chłopiec przebywał w ośrodku, bo jego mama nie żyje, a tato jest w więzieniu.
Jak twierdzi prokuratura, Jacek T., w czterech różnych zdarzeniach, uderzył nastolatka otwartą ręką i pięścią po głowie oraz po klatce piersiowej, kopał po głowie i klatce piersiowej, szarpał za ubranie i ciągnął po podłodze. - Poniżył go też w ten sposób, że nakazał mu siedzieć na podłodze korytarza, z którego korzystali w tym czasie inni wychowankowie ośrodka, skutkiem czego małoletni targnął się na życie - opisuje prokurator.
Chłopiec powiesił się pod prysznicem. Szczęśliwie, już po 5 minutach go odnaleziono i wezwano pogotowie. Przytomność odzyskał w szpitalu dopiero po około 30 dniach śpiączki. Rozpoznano u niego uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego oraz zespół psychoorganiczny. Po pobycie w szpitalach w Legnicy i Wrocławiu czuje się już lepiej. Pół roku temu został umieszczony w domu pomocy społecznej, gdzie nadal się znajduje i poddawany jest rehabilitacji.
- Jacek T. przesłuchany w toku śledztwa nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia. Podał, że zadając małoletniemu uderzenia otwartą ręką stosował środki przymusu bezpośredniego, w celu opanowania agresywnego i niebezpiecznego zachowania nastolatka - ujawnia Liliana Łukasiewicz.
Powołany przez prokuraturę biegły stwierdził, że zachowanie wychowawcy wobec 13-latka miało decydujący wpływ na podjęcie przez chłopca próby samobójczej.
- Biegły wskazał, że u nastolatka, który całe życie był odrzucany przez osoby ważne, zaniedbywany i krzywdzony fizycznie i u którego doszło do ataku ze strony osoby, której rolą jest obrona i ochrona, nastąpiła bardzo silna reakcja emocjonalna, która pchnęła go do tak dramatycznego kroku - mówi prokurator.
Prokuratorzy nie przesłuchiwali chłopca. Chcieli w ten sposób ochronić go przed traumą.
Jacek T. przez prawie dwa miesiące był w areszcie. Wyszedł z niego za kaucją, ma też dozór policji i zakaz pracy w ośrodku wychowawczym. Grozi mu od 2 do 15 lat więzienia..
Przed sądem stanie też 43-letni Krzysztof S. On także miał być agresywny wobec tego samego chłopca. - Wszedł do jego sypialni, a następnie szarpiąc go za rękę i nogę, wyciągnął go z łóżka i zadał mu uderzenie otwartą dłonią w okolice głowy, po czym rzucił pokrzywdzonego na łóżko - opisuje prokurator. Zachowanie to wyszło na jaw, gd policja przeglądała kilkaset godzin nagrań z monitoringu placówki. Krzysztof S. nie przyznał się do popełnienia zarzuconego mu czynu i złożył wyjaśnienia, w których opisał naganne zachowanie małoletniego jako przyczynę swojego postępowania.
Trzeci oskarżony w tej sprawie to 59-letni wychowawca Mirosław W. On z kolei w trakcie grupowych zajęć własnych wychowanków, reagując na prowokacyjne zachowanie innego nastolatka, uderzył go otwartą dłonią w tył głowy, a następnie zrzucił z fotela, na którym siedział, po czym uderzył go pięściami w głowę i tułów oraz szarpał za ubranie, powodując upadek pokrzywdzonego na podłogę. Wychowawca przyznał się do winy. Zeznał, że zachowanie z jego strony było jednorazowe, spowodowane niewłaściwym zachowaniem podopiecznego, a także dużym stresem z powodu obciążenia pracą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.