Jeszcze tylko chwila, jeszcze tylko moment. Karty kroniki piłkarskiego Wrocławia już nerwowo szeleszczą, by otworzyć nowy rozdział. W piątkowy wieczór Śląsk Wrocław zagra swój pierwszy mecz na nowym Stadionie Miejskim na Pilczycach, w ten właśnie sposób rozpoczynając nowy etap w klubowych dziejach. I to od razu z wysokiego C, bo dziś rano na mecz z Lechią Gdańsk sprzedano ostatni bilet.
Przez kilka miesięcy przekaz informacyjny o tym, kiedy wreszcie Śląsk oficjalnie rozpocznie swoją przygodę ze Stadionem Miejskim, wyglądał jak przypadkowa zgadywanka miesięcy z kalendarza. Sierpień? A może wrzesień? Nie, październik. A może wcale, czyli dopiero na wiosnę 2012 r.? Zamieszania z przeprowadzką na Pilczyce było sporo, ba - jeszcze kilkanaście dni temu inauguracyjny mecz na tym stadionie stanął pod małym, bo małym, ale jednak znakiem zapytania. Bo dolnośląska policja miała sporo uwag do systemu zabezpieczeń obiektu. Ale koniec końców usterki udało się usunąć i w miasto oraz Dolny Śląsk poszła dobra wiadomość - gramy!Kto był na wrześniowym pokazowym treningu wrocławskiej ekipy na Pilczycach ten wie, że obiekt ten robi piorunujące wrażenie. Akustyka, bliskość murawy w rzędach położonych tuż przy niej, dobra widoczność z każdego sektora, nowoczesność tego zbudowanego za prawie mld zł obiektu - to wszystko działało na wyobraźnię.
Kto nie był, ten przekona się teraz. Wiadomo już, że w czwartek Śląsk sprzedał ok. 30 tys. biletów na ten pojedynek. Jeśli choć połowa widzów zacznie aktywnie kibicować czy śpiewać klubowe pieśni, doping rozniesie się co najmniej na pół Wrocławia. I będzie to zestaw emocji sportowych we Wrocławiu wcześniej niemal nieznanych. No, chyba że ktoś bywał na Camp Nou w Barcelonie czy San Siro w Mediolanie.
Można powiedzieć, że ligowy terminarz na swój sposób “puścił oczko” do wrocławskiego Śląska. Bo dzięki korzystnemu rozkładowi kolejek, akurat na inaugurację stadionu na Pilczycach przyjedzie Lechia Gdańsk. To zespół bardzo bliski kibicom Śląska, fani obu ekip darzą się przyjaźnią od lat, tworząc jedną z najmocniejszych zgód w polskim światku futbolowym. I na pewno podczas meczu zgotują doskonały doping, który powinien uskrzydlić piłkarzy, choć istnieje ryzyko, że wrocławianom to jednak trochę spęta nogi, bo to dawka zupełnie nowych doznań i presji.
Pewne jest więc, że kibicom na trybunach będzie dobrze, a kto wie, czy nie doskonale. To będzie ich mecz przyjaźni. Na boisku przyjaźni jednak być absolutnie nie powinno. Bo przecież w piłce nożnej punktów nie dostaje się za dzięki temu, że kibice danej drużyny głośniej śpiewają czy ładnie wyglądają wspierając oba zespoły jednocześnie, bo się przyjaźnią. Punkty trzeba wywalczyć i oprawa meczu czy jego wyjątkowość nie mają tu żadnego znaczenia. A w piątkowy wieczór obie ekipy będą miały o co grać. Śląsk o utrzymanie na fotelu lidera T-Mobile Ekstraklasy, na który wskoczył w poprzedniej kolejce ligowej. Na szczytach ligi obecnie wieje jednak solidnie i równowagę utrzymać trudno, bo Lech Poznań, coraz lepiej grająca Legia Warszawa i Wisła Kraków o prymat w ekstraklasie walczą twardo i wrocławianom bez wątpienia nie odpuszczą. A Lechia, która zdobyła tylko 13 pkt. i plasuje się na dziesiątym miejscu, musi ciułać punkty, by nie utknąć w ligowej szarzyznie i nie stracić szans na ugranie czegokolwiek w tym sezonie. Tym bardziej, że gdański klub budowany jest na podobnym modelu biznesowym, jak Śląsk, a włodzarzem Lechii jest biznesmen Andrzej Kuchar, który niegdyś blisko współpracował z właścicielem wrocławskiej drużyny Zygmuntem Solorzem, a dziś wieść gminna niesie, że relacje obu panów to co najwyżej szorstka przyjaźń.
W Śląsku na zdrowie nikt nie narzeka, a do formy wraca leczący długo uraz kolana Przemysław Kaźmierczak. I trener Orest Lenczyk będzie mógł skorzystać ze swojej pełnej talii. Wrocławskie asy czeka ciężkie starcie z Lechią, o której sile stanowią tacy piłkarze, jak rewelacyjny ostatnio bramkarz Wojciech Pawłowski, pomocnicy Abou Razack Traore, Paweł Nowak czy Łukasz Surma, a także pozyskany w lecie Fred Benson, który jeszcze nie “wypalił”, ale w każdej chwili może wskoczyć na wysokie obroty. Póki co, gdańska ekipa nie zachwyca i raczej rozczarowuje niemocą, a posada trenera Tomasza Kafarskiego do najpewniejszych w lidze nie należy. I wypada wierzyć, że akurat podczas wielkiego święta wrocławskiej piłki rywal znad Bałtyku nie postanowi się w końcu przełamać, a nawet jeśli na Pilczycach będzie szło mu nieźle, to uskrzydleni grą na nowym stadionie wrocławianie pokażą, że Twierdza Wrocław - mimo zmiany adresu - jest ciągle nie do zdobycia.
Przeczytaj też o tym, jak w piątek dotrzeć na mecz Śląska Wrocław na Pilczycach
12. kolejka T-Mobile Ekstraklasy, Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk, piątek (28 października), godz. 20:30, nowy Stadion Miejski we Wrocławiu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze