Reklama

Piłka nożna: We Wrocławiu bez bramek

05/03/2011 00:00

Gdy Wojciech Kaczmarek był piłkarzem Śląska Wrocław, przeważnie siedział na ławce rezerwowych. Ale gdy przyjechał do Wrocławia w barwach Cracovii, zaliczył doskonałe zawody i zatrzymał swój były klub. Dzięki jego doskonałym interwencjom, “Pasy” wywalczyły ze Śląskiem bezbramkowy remis.

Sędzia Marcin Borski niecierpliwie zerkał już na zegarek. Mijała bowiem trzecia minuta doliczonego czasu gry - ostatnia, którą przewidział arbiter z Warszawy. Na stadionie przy Oporowskiej przez cały mecz kibice goli nie oglądali. Ale piłkarze Śląska do ostatniej chwili walczyli o zwycięską bramkę. Po rzucie wolnym potężnie strzelił Przemysław Kaźmierczak. Piłkę trącił jeszcze Łukasz Madej, przejął ją Piotr Celeban i potężnie uderzył z pięciu metrów. Sęk w tym, że stoper Śląska mógł zrobić z piłką wszystko, a strzelił w sam środek bramki. Wojciech Kaczmarek błysnął niezłym refleksem i odbił piłkę, choć przyznać trzeba, że gdyby Celeban strzelił płasko po ziemi, bramkarz Cracovii nie miałby wielkich szans. To była najlepsza okazja piłkarzy Śląska w piątkowym meczu. Niestety, podobnie jak wiele innych, niewykorzystana.



Cracovia jest w trudnej sytuacji i każdy wywalczony punkt ma dla niej wielkie znaczenie. Nawet remis może być na wagę złota. I, szczególnie w pierwszej połowie meczu, widać było, że “Pasy” przyjechały do Wrocławia po to, by przede wszystkim nie przegrać. Podopieczni Jurija Szatałowa grali dość pewnie w obronie, mogła też się podobać ich organizacja gry i postawa środkowych pomocników, szczególnie duetu Arkadiusz Radomski - Mateusz Klich.



Mimo to, od pierwszych minut gry inicjatywa należała do Śląska Wrocław. Zaraz na początku meczu wrocławianie mogli się pokusić o gola, ale potężny strzał Piotra Ćwielonga obronił Kaczmarek, a dobitka Waldemara Soboty była już bardzo niecelna. Swoje okazje mieli też Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila i Łukasz Gikiewicz. Ich strzałom brakowało jednak albo mocy, albo precyzji, albo - najczęściej - jednego i drugiego. Gdy było trzeba, na posterunku czujny był też Kaczmarek. Krakowianie zaś do ataków na bramkę Mariana Kelemena się nie kwapili, bywali pod nią rzadko i trudno było oprzeć się wrażeniu, że raczej przypadkowo niż dzięki przemyślanym akcjom.



W pierwszej połowie nie zabrakło też kontrowersji wokół decyzji sędziego. W 25.minucie w polu karnym Cracovii padł atakowany Piotr Ćwielong, ale sędzia Borski kazał grać dalej. Tuż przed końcem pierwszej odsłony meczu Marian Jarabica ostro zaatakował Łukasza Gikiewicza w polu karnym. Gdyby piłkarz “Pasów” został ukarany kartką, a Śląsk zyskałby rzut karny, nikt by się nie zdziwił. Arbiter ocenił jednak tę sytuację według sobie chyba tylko znanych kryteriów i “jedenastki” dla Śląska znów nie podyktował.



Druga odsłona piątkowego meczu poziomem też nie porwała. Śląsk nadal dyktował warunki gry, a Cracovia skupiła się na przeszkadzaniu i utrudnianiu wrocławianom życia. Piłkarze trenera Oresta Lenczyka strzelali na bramkę rywala całkiem ochoczo, ale efekty tych prób były dość wątpliwe. Dalej brakowało skuteczności.



“Pasy” w drugiej połowie wypracowały trzy groźne sytuacje bramkowe. W 61. z rzutu wolnego doskonale uderzył Alexandru Suvorov, a jego strzał o milimetry minął bramkę Kelemena. Chwilę później mocnym strzałem popisał się Klich, ale bramkarz Śląska był na posterunku. Z kolei w 76. minucie Saidi Ntibazonkiza przejął piłkę po stracie Soboty, pognał na bramkę Śląska i zanosiło się na jego pojedynek z Kelemenem. Skrzydłowy “Pasów” wystraszył się chyba jednak atakującego go Jarosława Fojuta i strzelił tak, jakby przepraszał, że w ogóle odważył się zaatakować.



O bramki dla wrocławskiej ekipy kilka razy starał się Mila. Próbował uderzać i mocno,
i technicznie, ale Kaczmarek ani razu nie dał się zaskoczyć. W sytuacji sam na sam znalazł się zaś Ćwielong i Cracovię od straty gola uratowała chyba tylko decyzja sędziego, że piłkarz Śląska był na spalonym. O tym, jaką cudowną okazję zmarnował Śląsk zmarnował
w doliczonym czasie gry, pisaliśmy Wam na początku tekstu. I w piątek na Oporowskiej obyło się bez bramek, a Śląsk podzielił się punktami z Cracovią.



W swoim wiosennym debiucie Śląsk zasłużył, trzymając się szkolnej skali ocen, na solidną czwórkę. Pewnie grała wrocławska defensywa, swoją robotę wykonali defensywni pomocnicy. Również skrzydłowi zapracowali na dobre noty. Podobać się mógł zwłaszcza Waldemar Sobota, który szukał gry, nie bał się akcji indywidualnych i kilka razy solidnie “zakręcił” obrońcami Cracovii. W poczynaniach Śląska widoczna była jednak luka “na szpicy”. Zespół pilnie potrzebuje rasowego snajpera i wypada wierzyć, że Cristian Diaz szybko wróci do zdrowia. Bo w piątek akcji, których nie było komu kończyć, było sporo.



Teraz przed piłkarzami Śląska dwa mecze wyjazdowe - 8 marca w Białymstoku z Jagiellonią i 11 marca z Legią w Warszawie. We Wrocławiu zagrają ponownie 19 marca i będzie to mecz przyjaźni - na Oporowską przyjedzie Lechia Gdańsk.



Śląsk Wrocław - Cracovia 0:0



Śląsk:
Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Spahić - Sobota, Sztylka, Kaźmierczak, Mila, Ćwielong (72. Madej) - Ł. Gikewicz (72. Jezierski).

Cracovia: Kaczmarek - Jarabica, Nawotczyński, Trivunović (19. Puzigaca), Struna - Ntibazonkiza, Klich, Radomski, Giza (61. Bartczak), Suvorov (80. Krzywicki) - Dudzic.



Żółte kartki: Sobota, Socha, Spahić - Radomski, Dudzic.

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).

Widzów: ok. 7500.

Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości