Porachunki, podpalenia, zabójstwa popełnione z uśmiechem na ustach... co je łączy? Do wszystkich doszło na Dolnym Śląsku, a część sprawców do dziś odsiaduje wyroki dożywocia, m.in. we wrocławskim więzieniu. Nie wszystkie sprawy udało się rozwiązać, ale każda z nich wstrząsnęła całą Polską.
Piotr G. od dawna był dobrze znany zgorzeleckiej policji i mieszkańcom, którzy wiedzieli o jego porywczym charakterze. Funkcjonariusze spodziewali się, że może dojść do tragedii, której będzie sprawcą. Wcześniej dostał wyrok ponad dwóch lat za rozbój, który odsiedział w więzieniu. Nikt jednak nie spodziewał się chyba, że 2015 roku mężczyzna (31 l.) pojawi się z kanistrem benzyny przy ul. Daszyńskiego i obleje nią dwie ofiary oraz podpali, po czym oddali się z miejsca zdarzenia. Świadkowie, którzy byli wówczas na miejscu mówili później, że Pascal (22 l.) oraz menadżer lokalu Tomek biegali po ulicy niczym żywe pochodnie. Nie udało się ich uratować. Piotr G. przed Sądem Okręgowym w Jeleniej Górze nie przyznał się do winy.
O współudział w zabójstwie oskarżono Mateusza K., który od lat ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości. To on miał podać Piotrowi G. kanister z benzyną. Wyrok jest prawomocny, ale w związku z tym, że organa ścigania nie są w stanie ustalić aktualnego miejsca pobytu mężczyzny, ten od lat skutecznie unika kary.
Krystian B. wyrzucił ciało swojej ofiary do Odry, a następnie opisał zbrodnię w powieści „Amok”. Gdyby nie ten fakt, sprawcy być może do dziś nie udałoby się ustalić. Jak wyglądała ta historia? W listopadzie 2000 roku wrocławski przedsiębiorca Dariusz J. opuścił swoje biuro, tłumacząc to koniecznością załatwienia pilnej sprawy. Nigdy już tam nie wrócił. Kilka dni później jego zwłoki odnaleziono w Odrze. Policja szybko zatrzymała Krystiana B., lokalnego pisarza, którego zaczęto podejrzewać o dokonanie morderstwa. Według śledczych, przyczyną zbrodni była chorobliwa zazdrość Krystiana B. o swoją żonę, Stanisławę B., mającą romans z Dariuszem J. W trakcie procesu prokurator przedstawił czternaście dowodów poszlakowych wskazujących na winę oskarżonego. Sąd uznał, że dziesięć z nich tworzy spójny i logiczny ciąg dowodzący sprawstwa Krystiana B. Jednym z kluczowych elementów procesu była jego książka „Amok”, w której autor opisał morderstwo w sposób niezwykle szczegółowy, przypominający rzeczywiste zdarzenia. Krystian B. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, jednak do dziś nie przyznał się do winy. Na podstawie tej historii nakręcono film „Amok”, za który pisarz otrzymał wynagrodzenie w wysokości 120 tysięcy złotych. Mężczyzna wyjdzie na wolność dopiero w lipcu 2032 roku.

Mężczyzna odsiaduje wyrok we wrocławskim więzieniu, fot. Wikipedia
W sierpniu 1996 roku na wrocławskich Maślicach doszło do prawdziwej tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. Zamordowana została wówczas 24-letnia Agnieszka Kotlarska, była Miss Polonia. Zabójcą okazał się Jerzy L., pracownik banku, u którego stwierdzono ograniczoną poczytalność wynikającą z chorobliwej fascynacji modelką.
Mężczyzna przez dłuższy czas nękał Agnieszkę, wysyłając jej listy i śledząc jej życie. W pewnym momencie jego obsesja spowodowała prawdziwy dramat. Jerzy L. zaatakował nożem męża Kotlarskiej. Kobieta próbowała stanąć w jego obronie i wtedy została śmiertelnie ugodzona. Nie udało się zrobić nic, żeby ją uratować.
Jerzy L. został skazany na karę więzienia i odbył ją w całości. Co ciekawe, po kilku latach ponownie trafił za kratki. Dlaczego? Użył noża wobec mężczyzny, który włamał się do jego mieszkania. Poszkodowany przeżył, a zabójca Kotlarskiej spędził w więzieniu dodatkowe półtora roku.

Tak wyglądała Miss Polonia, fot. Wikipedia
Dramatyczna akcja rozegrała się 2 lata temu, kiedy Maksymilian F. znajdował się w radiowozie razem z dwoma funkcjonariuszami. Oszust miał odbyć karę więzienia i wcześniej odgrażał się, że zrobi krzywdę każdemu policjantowi, który się do niego zbliży, ale nikt nie zaufał tym pogróżkom. Nie sprawdzono też, czy sprawca jest uzbrojony. Strzały zostały oddane na wysokości ul. Sudeckiej we Wrocławiu. Maksymilian F. ranił, a później zostawił w aucie dwóch funkcjonariuszy. Dzięki przytomności innego kierowcy, obaj zostali przewiezieni do szpitala, ale nie udało się ich uratować. Sprawdza z powodu stwierdzonej przez sąd niepoczytalności nie został skazany za przestępstwo, które popełnił.

Maksymilian F. ujęty przez policjantów, fot. CBŚP
Od tragicznych wydarzeń w których życie stracili studenci wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego minęło 28 lat. Ania i Robert uczestniczyli w obozie naukowym zorganizowanym w schronisku w Karłowie. Ostatni raz byli widziani 17 sierpnia. W tym dniu dziewczyna zadzwoniła do swojej matki z budki telefonicznej w Dusznikach-Zdroju. Po dziesięciu dniach ratownicy GOPR odnaleźli ciała młodych ludzi w stanie rozkładu. Oboje mieli opuszczone spodnie do kolan, a świadkowie zeznali później, że w dniu tragedii słyszeli trzy strzały oraz krzyk kobiety. Motyw zabójstwa do dziś nie został ustalony i nikt nie poniósł odpowiedzialności za ich śmierć. Po latach sprawą zajęli się funkcjonariusze z tzw. Archiwum X, lecz mimo ich wysiłków nie udało się im wskazać sprawcy.
Tomasz Komenda skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi, zmarł w wieku 46 lat po wyczerpującej walce z rakiem płuc. Na wolności spędził zaledwie sześć lat. Przez osiemnaście lat odbywał karę więzienia za zbrodnię, której nie popełnił. Na podstawie jego historii powstał pełnometrażowy film. Prawda o tym, co się stało w Miłoszycach wyszła dopiero po latach. W 2021 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał za winnych brutalnego gwałtu i morderstwa dwóch mężczyzn: Ireneusza M. i Norberta B. Ofiara została zaatakowana i zgwałcona w sylwestrową noc z 1996 na 1997 rok, a później pozostawiono ją na mrozie, gdzie zmarła z wychłodzenia. Obaj sprawcy usłyszeli wyroki 25 lat pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał decyzję sądu pierwszej instancji wobec Ireneusza M., ale zmniejszył karę Norbertowi B. do 15 lat. Według ustaleń śledczych mężczyźni działali wspólnie z trzecim, wciąż niezidentyfikowanym sprawcą.

Tomasz Komenda po odczytaniu wyroku, fot. archiwum tuwroclaw.com
Wrocławskie CBŚP uzyskało nowe dowody w sprawie brutalnego napadu rabunkowego, którego dokonano w styczniu 1992 roku w Zgorzelcu. Tragiczną ofiarą tamtego zdarzenia był Cezary Ł., pracownik kantoru, który zginął od kul. Jego kolega z pracy cudem uniknął śmierci. Do tragedii doszło 21 stycznia 1992 roku przy ulicy Okrzei. Dwóch zamaskowanych napastników otworzyło ogień, kiedy pracownicy ruszyli do samochodów z utargiem. Oddali kilka strzałów, po czym zabrali pieniądze i uciekli z miejsca zdarzenia. W środku znajdował się miliard starych złotych. Zbrodnia wstrząsnęła nie tylko Zgorzelcem, ale całą opinią publiczną. W sprawie przesłuchano setki osób i wyznaczono nagrodę za pomoc w ujęciu bandytów, a mimo to Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze musiała umorzyć śledztwo z uwagi na brak dowodów. Po ponad trzydziestu latach od dramatycznych wydarzeń wznowiono postępowanie i ponownie przeanalizowano akta, co ostatecznie doprowadziło do zatrzymania i skazania dwóch mężczyzn.
Krzysztof G. został uznany za winnego zamordowania pięciu osób. Wszystkie zginęły od strzałów z pistoletu maszynowego typu Skorpion, od którego wziął się jego pseudonim. Ofiar szukał w ogłoszeniach prasowych. Pierwszą z nich była 18-letnia prostytutka Sylwia L. z Poznania. Kolejne zbrodnie popełnił we Wrocławiu. Zastrzelił ukraińską prostytutkę Lesię H. oraz jej partnera Tomasza S., a w końcu małżeństwo, od którego wynajmował mieszkanie. Podczas procesu „Skorpion” bez emocji opowiadał o tym, co zrobił. Przyznał, że obserwowanie cierpienia ofiar sprawiało mu satysfakcję. Do każdej z nich oddawał kilka strzałów, a egzekucję kończył charakterystycznym strzałem w tył głowy. Na części ciał śledczy odnaleźli także rany zadane nożem. Za swoje zbrodnie Krzysztof G. został skazany na karę dożywotniego pozbawienie wolności. O warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po 2050 roku. Kilkukrotnie próbował uciekać z miejsc, w których odbywał i odbywa wyrok.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.