Piątkowy mecz finałowy pomiędzy Betard Spartą Wrocław a Fogo Unią Leszno może być jednym z ostatnich występów Vaclava Milika w zespole ze stolicy Dolnego Śląska. Czech znalazł się w awizowanym składzie, jednak już wcześniej otrzymał wolną ręką w poszukiwaniu klubu i z jednym z nich się wstępnie porozumiał.
W awizowanych składach na piątkowy mecz nie ma zmian w porównaniu z półfinałowym zestawieniem. Oznacza to, że Gleb Czugunow znów będzie rezerwowym (i najpewniej raz jeszcze otrzyma szanse jako "joker" w talii Dariusza Śledzia), a pod jedenastką szkoleniowiec WTS-u desygnował Vaclava Milika.
Miejsce w składzie Czech zawdzięcza dobremu występowi w Zielonej Górze podczas pierwszego meczu półfinałowego. Milik na wyjeździe zdobył siedem "oczek", punktując w ważnych momentach i gdyby nie jego postawa, Sparta przegrałaby z Falubazem zdecydowanie wyżej. I choć w rewanżu na Stadionie Olimpijskim już nie błyszczał, to w składzie wrocławskiej ekipy na najważniejsze mecze pozostał.
- O co jadę? Przede wszystkim o to, żeby w tej ekstralidze się jeszcze pokazać. Dostałem szansę i bardzo za to dziękuję trenerowi - mówił Czech po meczu z Falubazem. Nie jest tajemnicą, że już wcześniej Vaclav Milik otrzymał wolną rękę w poszukiwaniu klubu i wstępnie porozumiał się ze spadkowiczem z PGE Ekstraligi - Get Well Toruń. Zanim jednak oficjalnie stanie się toruńskim Aniołem, czeka go rywalizacja o złoto Drużynowych Mistrzostw Polski. A może w starciu z Unią Leszno błyśnie i wywalczy sobie kontrakt na nowy sezon?
Pierwsze spotkanie finałowe w piątek (13 września) o godzinie 20 na Stadionie Olimpijskim.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze