Reklama

Rywal odprawiony z kwitkiem. Śląsk Wrocław - Lech Poznań 3:1

24/09/2011 00:00

To był mecz godny wicemistrzów Polski. Piłkarze Śląska Wrocław bez większych problemów odprawili z kwitkiem Lecha Poznań, wygrywając 3:1. I awansowali na fotel lidera T-Mobile Ekstraklasy.

To był dla Śląska mecz prestiżowy. Wrocławianie bronią tytułu wicemistrzów Polski, a kto wie, czy nie pokuszą się o to, by sięgnąć po ligowe trofeum. Lech zaś, po kiepskim poprzednim sezonie, chce wrócić do czołówki - najlepiej na sam jej szczyt. Na dodatek poznaniacy w tym sezonie spisują się całkiem nieźle, szczególnie ich etatowy snajper Artjom Rudnev. Łotysz we Wrocławiu pokazał się z dobrej strony, strzelił też swojego dwunastego gola w tym sezonie. O “Kolejorzu” trudno jednak powiedzieć, że zagrał tak, jak od niego oczekiwano. Za to wrocławianie zaprezentowali w tym meczu futbol mądry, przemyślany, dobrze zorganizowany, a co najważniejsze - skuteczny.


Piłkarze Śląska dobrze ułożyli sobie ten pojedynek. Od pierwszych minut przeważali, szanując piłkę i próbując grać do przodu. I ich wysiłki szybko przyniosły profity. W 11 minucie Piotr Celeban był tam, gdzie być powinien w polu karnym i... brzuchem posłał piłkę do bramki Krzysztofa Kotorowskiego, zamieniając na gola dobre podanie Sebastiana Mili. Drugi raz szczęście uśmiechnęło się do wrocławian kilka minut później, gdy Rudnev z kilku metrów potężnie uderzył, ale trafił tylko w poprzeczkę. Później Śląsk grał mądrze, umiejętnie rozbijając ataki rywala i nie dając sobie narzucić sposobu gry Lecha. Podopieczni Jose Mari Bakero szukali swoich szans, atakując skrzydłami, szukali w ataku pozycyjnym, ale obronna maszyneria Śląska działała na najwyższych obrotach. A w 39. minucie dobrze zadziałała także ofensywna machina wrocławian. Wtedy doskonałym podaniem popisał się Dariusz Pietrasiak, po jego zagraniu piłkę z linii końcowej zgarnął Waldemar Sobota i dobrze podał do nadbiegającego w pole karne Łukasza Madeja. Ten zaś uderzył sprytnie po ziemi i posłał piłkę do bramki Lecha. A poznaniacy mogli tylko pluć sobie w brodę, bo mogli bez większych problemów uchronić się przed stratą gola. Marcin Kamiński przeszkodził jednak Kotorowskiemu w interwencji, co kosztowało Lecha utratę kolejnego gola. I poznańska lokomotywa wjeżdżała coraz dalej na ciemną bocznicę. Zawrócić ją tuż przed przerwą znów probówał Rudnev, ale jego sprytny strzał z woleja minimalnie minął wrocławską bramkę.



Po przerwie sytuacja na boisku nie zmieniła się. Lech od pierwszych minut drugiej połowy próbował przejąć inicjatywę na murawie i wypracował sobie nawet doskonałą okazję, by zdobyć kontaktową bramkę. W 57. minucie doskonałym strzałem popisał się Rafał Murawski, ale świetnie interweniował Kelemen, który sparował piłkę, a ta odbiła się jeszcze od poprzeczki i wyszła w pole. Co tu dużo mówić, Słowakowi wyszła obrona z Ligi Mistrzów rodem.



Dobra okazja bramkowa Lecha była tylko wyjątkiem, który potwierdził regułę. Poznaniacy nie bardzo mieli pomysł na to, jak dostać się pod bramkę Śląska. Zmuszeni do ataku pozycyjnego, często musieli zagrywać piłkę do stoperów, by znów z mozołem tkać swoje akcje, które zresztą i tak nie przynosiły efektów. Piłkarze z Poznania postarali się za to, by... sprezentować gola Śląskowi. W 72. minucie Waldemar Sobota wygrał pojedynek sprinterski z Luisem Henriquezem, sytuację próbował ratować odważnym wyjściem Kotorowski, ale wybił piłkę wprost pod nogi Cristiana Diaza. A ten, jak na rasowego napastnika przystało, nie mógł zmarnować prezentu. I technicznym strzałem tuż sprzed linii bocznej boiska posłał piłkę do pustej bramki Lecha. A trzeci stracony gol ostatecznie dobił poznańską ekipę. Udało się jej co prawda strzelić honorowego gola, gdy w 82. minucie Rudnev skorzystał z błędu Kelemena i posłał piłkę do pustej bramki. Ale na więcej wrocławianie rywalom nie pozwolili. Skupili się na defensywie, zachowali koncentrację i utrzymali korzystny rezultat.



Wygrana z Lechem Poznań dała Śląskowi Wrocław awans na pozycję lidera T-Mobile Ekstraklasy. Ale nie tylko miejsce na ligowym szczycie jest ważne. Cieszy też, że wrocławianie - po chwilowym miejmy nadzieję kryzysie - wracają do dobrej formy. W potyczce z “Kolejorzem” grali pewnie, byli dobrze zorganizowani, przez większą część meczu dyktowali rywalowi warunki, a także dobrze bronili. Szczególne pochwały należą się, oprócz strzelców bramek, wrocławskim skrzydłowym: Łukaszowi Madejowi i Waldemarowi Sobocie, którzy przez całe spotkanie ciężko pracowali na skrzydłach i nie dali o sobie zapomnieć obrońcom rywala. Cieszy też powrót do dobrej dyspozycji Piotra Celebana i Mariusza Pawelca. Ale w ten piątkowy wieczór każdy zawodnik Śląska zrobił to, co do niego należało. I Lech Poznań wrócił do stolicy Wielkopolski z niczym.



Śląsk Wrocław - Lech Poznań 3:1 (2:0)


Bramki: Celeban (10.), Madej (38.), Cristian Diaz (72.) - Rudnev (82.)



Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Pietrasiak, Pawelec - Madej, Sztylka (46. Dudek), Elsner, Mila (80. Cetnarski), Sobota - Voskamp (68. Cristian Diaz)


Lech: Kotorowski - Wojtkowiak, Kamiński, Wołąkiewicz, Henriquez - Kriwiec, Murawski (78. Możdżeń), Stilić, Injać (82. Drygas), Tonev (57. Wilk) - Rudnev.



Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).


Żółte kartki:


Widzów: 8500.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości