Reklama

Siedem rowerowych grzechów głównych - zestawienie mocno subiektywne [LIST]

04/07/2013 00:00

W środę na łamach naszego portalu ukazał się tekst szefa Wrocławskiej Inicjatywy Rowerowej na temat nieprzyzwoitego zachowania kierowców wobec uczestników wrocławskiego święta rowerzysty, jakie miało miejsce w czerwcu. Dziś przedstawiamy list naszego czytelnika, który prezentuje błędy popełniane przez rowerzystów i wskazuje dlaczego jeszcze długo relacje między kierowcami a cyklistami nie będą poprawne.

Na stronach TuWrocław.com pojawiła się wypowiedź Radosława Lesisza – Szefa Wrocławskiej Inicjatywy Rowerowej – dotycząca agresji, z jaką ze strony kierowców spotkały się osoby pomagające przeprowadzić Wrocławskie Święto Rowerowe. W wypowiedzi tej pojawił się następujący fragment: „Skąd się to bierze? (mowa oczywiście o negatywnym nastawieniu kierowców względem rowerzystów) Jak temu można zapobiec? Co wydarzy się podczas kolejnej imprezy? Niestety, po raz kolejny kierowcy udowadniają, że posiadanie auta należałoby traktować jak noszenie broni.” Poniżej pozwolę się odnieść do postawionego pytania.


 

Reklama

 

 


Od kilkunastu lat systematycznie jeżdżę do pracy rowerem. W międzyczasie obserwowałem i obserwuję zmiany jakie zachodzą na wrocławskich ulicach, w tym m.in. zwiększenie się natężenia ruchu rowerowego, w szczególności w miesiącach wiosenno-letnich. Samo zjawisko wypadałoby oceniać pozytywnie, tym bardziej, że wzrost ruchu rowerowego powoduje (wymusza) systematyczne poprawianie rowerowej infrastruktury drogowej, gdyby nie to, iż wraz z rowerzystami na ulice wylała się cała masa problemów. Inaczej bowiem wygląda udział w ruchu drogowym rowerzystów, gdy po ścieżce rowerowej, jezdni lub choćby chodniku przemieszcza się przeciętnie jeden rowerzysta na godzinę, a inaczej jak jest ich kilka setek.

Reklama

 


Wzrost ruchu rowerowego spowodował, bo musiał spowodować, powstanie konkurencji dostępu do drogi z innymi uczestnikami ruchu drogowego – kierowcami i pieszymi. A ponieważ to my, rowerzyści, jesteśmy w tym układzie nowi i to my ograniczamy przestrzeń zagospodarowaną dotychczas przez innych – budzimy głęboki i naturalny odruch sprzeciwu. Chcąc wywalczyć sobie trochę więcej miejsca, którego tak naprawdę jeszcze nie ma, nie możemy sami prowokować własnym zachowaniem uzasadnionych żądań usunięcia nas z drogi. A jeździmy koszmarnie. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat miałem tylko jeden „wypadek” i to spowodowany przez brata-rowerzystę, a właściwie jego brak wyobraźni.

Reklama

 


Pomijając kwestię bezpieczeństwa, która publicznie wielokrotnie była omawiana w mediach, chciałbym zwrócić braci rowerowej uwagę na kilka aspektów naszych własnych, niespecjalnie inteligentnych zachowań drogowych.


 


Siedem Rowerowych Grzechów Głównych (zestawienie mocno subiektywne):


 


1. Niestosowanie się do reguł ruchu drogowego.


 


Można powiedzieć – standard. Czy ktoś widział rowerzystę jadącego zgodnie z przepisami ruchu drogowego? Zjawisko równie rzadkie co jednorożec. Co prawda jazda taka przy istniejącej infrastrukturze jest po prostu niemożliwa, lecz nie o taki aspekt tego zagadnienia mi chodzi. A chodzi o: lekceważenie świateł drogowych, potrącanie pieszych (obrazek z dzisiaj), ścinanie zakrętów, nieustępowanie pierwszeństwa albo jego wymuszanie (na samochodzie - również obrazek z dzisiejszej drogi do pracy), niedostosowywanie się do znaków, jazda pod prąd ulicami jednokierunkowymi czy zwykłe zajeżdżanie drogi (to obrazki z ulic), urządzanie sobie z chodników torów wyścigowych, a choćby i „zwykłe” wymuszanie pierwszeństwa na pieszych na chodnikach.

Reklama

 


Cholera człowieka bierze jak na to patrzy, bo potem sam rykoszetem obrywa, gdyż przecież „wszystkiemu są winni cykliści”. Niestety są. Nie wszyscy (nawet nie większość), nie wszystkiemu, ale są. Nie dziwi zatem późniejsza nadgorliwość policji i straży miejskiej karającej mandatami rowerzystów w sytuacjach, w których wystarczyłoby zwykłe pouczenie. Niestety obrywa się najczęściej nie tym, którzy naprawdę nabroili (zdążą uciec), ale tym, którzy mieli pecha znaleźć się na tym samym skrzyżowaniu czy chodniku co patrol.

Reklama

 


2. Wieloczynnościowość.


 


Inwazja urządzeń mobilnych trwa. Opanowują one każdy aspekt naszej rzeczywistości, opanowują także rowerzystów. Wrocław, chociaż każde dziecko wie, że „poddaje się ostatni”, tym razem za bardzo się nie opiera. Słuchawki w uszy i w drogę, hulaj dusza piekła nie ma. I niech mnie chronią wszyscy świeci, przed taki współużytkownikami ścieżek rowerowych. Taki osobnik nic nie widzi, nic nie słyszy, podejmuje opóźnione decyzje. Jedno wielkie zagrożenie. Najgorzej mają wtedy kierowcy, bo muszą myśleć za takiego rowerzystę. Wjedzie pod koła, czy nie wjedzie? Zmieni kierunek ruchu, czy nie? Zahamuje bez przyczyny czy nie? Oto są pytania. Hamlet to przy tym „wysiada”….

Reklama

 


Dodajmy do tego komórki. W terenie zabudowanym kierowcy rozmawiać prze telefon komórkowy nie wolno. I tak rozmawiają, ale to ma marginesie. A rowerzyście? Z reguły jesteśmy praworęczni, przy rowerach po prawej stronie jest tylny hamulec. Co zrobi przeciętny gadający rowerzysta, jak „nagle” (o ile w ogóle zwróci, zajęty rozmowa, na to coś uwagę) coś mu się pojawi na drodze („nagle” to w tym momencie określenie dalece umowne)? Pewnie zahamuje lewym hamulcem. Skutki? On zaliczy „dzwona” (jak będzie jechał szybko) albo po prostu się wywróci, a inni przy okazji też ucierpią. Sprawny pieszy może i uskoczy ale inny rowerzysta jadący za takim delikwentem (płeć nieważna) albo i naprzeciwko, ma równie gwarantowany upadek. Kierowca ma natomiast prokuratora na karku bo takiego rowerzystę po prostu rozjedzie. Abstrahuję już od faktu, że człowiek zajęty rozmowa przestaje zwracać uwagę na to, co się dookoła niego dzieje.

Reklama

 


3. Prędkość.


 


Jaki zarzut stawia policja, gdy coś przeskrobiemy jako kierowcy: zarzuci nas na zakręcie, poślizgamy się na „szklance”, stukniemy komuś w „kuper” bo wykonywał dziwne manewry na drodze itp. A nie było w tym za grosz naszej winy? „Niedostosowanie prędkości do warunków jazdy” – znamy? Znamy. Samograj. Każdy może usłyszeć taki zarzut, bo przecież mógł w ogóle nie ruszać tym samochodem.


 


A co na to rowerzyści. Nic. I w tym problem. Bo niedostosować prędkości do warunków jazdy, i to mówiąc poważnie, może także rowerzysta. Poślizgi na zjazdach do podziemnych przejazdów (plac Społeczny), hamowanie na pasach dla pieszych, bo wcześniej się nie udało, niezwalnianie w miejscach ograniczonej widoczności (to niestety ja), „popędzanie” pieszych na chodnikach bo łażą za wolno itp. Jeździmy na różnych nawierzchniach i w różnych warunkach. Jeździmy tam gdzie powinnyśmy (ścieżki) jak i tam gdzie nam nie wolno (chodniki), bo inaczej się nie da. Za każdym razem trzeba uważać na innych użytkowników drogi. Nie da się wszędzie jeździć tak samo. Niektórzy próbują. A wizerunkowo tracimy wszyscy. Byłem świadkiem zderzenia (prawie że czołowego) dwojga rowerzystów przy Odwachu na Świdnickiej. Jedna jechała w kierunku wschodnim (wzdłuż fosy, do ścieżki, jak należy), drugi pruł od strony ul. Widok. W kierunku na DH „Centrum” mimo ostrego hamowania oboje nieco poturbowało. A widoczność była dobra. Jaki zarzut postawiła by Policja, gdy tylko znalazł się tam wtedy jakiś funkcjonariusz?

Reklama

 


4. Oświetlenie.


 


Jest lepiej, naprawdę, ale nie dość dobrze. Nie mieliśmy obowiązku posiadania oświetlenia na rowerach, więc mało kto tym się przejmował. Sytuacja uległa zmianie. Teraz taki obowiązek istnieje. Na mocy rozporządzenia z dnia 3 sierpnia 2012 r. Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia (Dz.U. poz. 997) znowelizowano § 53 rozporządzenia z dnia 31 grudnia 2002 r. Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia, który regulował obowiązkowe wyposażenie roweru (Dz.U. z 2003 r., nr 32, poz. 262 ze zm.). Zmiana nastąpiła z dniem 1 stycznia br.

Reklama

 


Aktualnie przepis ten stanowi, że rower oraz wózek rowerowy powinny być wyposażone:


1) z przodu - co najmniej w jedno światło pozycyjne barwy białej lub żółtej selektywnej;


2) z tyłu - co najmniej w jedno światło odblaskowe barwy czerwonej o kształcie innym niż trójkąt oraz co najmniej w jedno światło pozycyjne barwy czerwonej;


3)   w światła, o których mowa w ust. 3 pkt 3 (migacze), jeżeli konstrukcja roweru lub wózka rowerowego uniemożliwia kierującemu sygnalizowanie przez wyciągnięcie ręki zamiaru zmiany kierunku jazdy lub pasa ruchu.

Reklama

 


To już nie jest nasza dobra wola, tylko obowiązek. Do wyegzekwowania przez policję. Obowiązek jednak czy nie, spróbujcie pojeździć sobie wieczorem i nocą po mieście, a przekonacie się o konieczności posiadania sprawnego oświetlenia. Nas w ciemności po prostu nie widać. Nie widać ani z samochodu, ani z innego roweru. Miałem tą nieprzyjemność kilkunastokrotnie o mało nie wpakować się na nie oświetlonego idiotę prującego, ile „fabryka dała” nocą po parku. Nieoświetlone rowery to też nagminny przypadek wałów przeciwpowodziowych (wielka wyspa się kłania). Zainwestujmy w światła, to wydatek rzędu kilkunastu złotych. A można uratować zdrowie, albo i majątek. Po co od razu kupować kolejny rower?


 


5. Brak sygnalizacji zamiaru wykonania manewru na drodze.


 


Czasem udaję wariata, tzn. wiatrak i macham łapami, to z lewej strony, to z prawej. Jak raz skręcałem na lewoskręcie przy przystanku tramwajowym, to mi „odmachała” z tego przystanku prawie cała szkolna wycieczka. Ale „machać” będę. Bo cenię sobie własne życie. I zdrowie. I nerwy kierowców, którzy nie wiedzą „co ta cholerna zawalidroga znowu wyprawiać będzie”. I innych rowerzystów, którzy chcieli by mnie wyprzedzić, a ja właśnie zajeżdżam im drogę hamując i skręcając.


 


Sygnalizujmy, proszę, w ramach naszych możliwości zamiar wykonania manewru na drodze. Różnice prędkości rowerów i samochodów a także samych rowerów względem siebie są na tyle duże, że może dojść do wypadku. To, że teraz, nic za mną nie jedzie, nie znaczy, że zaraz jechać nie będzie. Hamowań awaryjnych też parę zaliczyłem, bo komuś się ręki wystawić nie chciało.


 


6. Brak wyobraźni.


 


Zanim cokolwiek zrobisz, pomyśl. Najlepiej pomyśl, zanim wsiądziesz na rower. Zajeżdżanie drogi, blokowanie przejść i przejazdów, nagłe zmiany kierunku ruchu, manewry wykonywane w niewłaściwym czasie lub kolejności, generalne utrudnianie życie innym. Standard. Klasyczny obrazek, którym już jestem po prostu zmęczony. Skrzyżowanie, światła, na przejeździe z obu stron ulicy rowerzyści zastawiają całą wolna przestrzeń, nie pozostawiając miejsca dla tych, którzy będą zaraz na zielonym jechali z naprzeciwka.


 


Skutek? Wielka improwizacja (żeby nie powiedzieć Dziady) z mijaniem się na środku skrzyżowania, wyjeżdżanie na pas ruchu dla samochodów, zajeżdżanie drogi pieszym. Totalny bałagan. I zmniejszenie przepustowości przejazdu, bo zamiast jechać wszyscy wszystkich omijają. A będzie gorzej, bo na popularnych kierunkach w pogodne dni już zaczynają się robić korki rowerowe.


 


7. Arogancja. I brak kultury.


 


„Mnie się należy, bo ja rowerzysta, nie tworzę korków, nie zapycham komunikacji miejskiej, śmigam, gdy inni się wloką. Mieszczę się wszędzie, więc po co będę czekał! A co!” Jeździmy ulicami, nie stosując standardów ruchu dotyczących samochodów; jeździmy chodnikami, nie stosując się do standardów poruszania się pieszych. Obserwując niektórych rowerzystów mam wrażenia, że chcą być traktowani na specjalnych warunkach, a najlepiej jak pojazdy uprzywilejowane. Tylko „koguta” im brakuje.


 


Przypadłość nas wszystkich, którzy nauczyliśmy się już porządnie korzystać z naszego jednośladu. Patrzymy na innych użytkowników dróg niejako „z góry”. Pisząc ten tekst też, w zasadzie, to właśnie robię. Ochrzaniam innych, którzy nie nabyli jeszcze moich umiejętności (jakie by one „duże” nie były”), wyprzedzam, przepycham się. Wszystko zgodnie z zasadami. Zapominam jednak, że mój sposób jazdy, oddziaływuje na innych i mimowolnie, nieświadomie, mogę innym przeszkadzać, bądź nawet spowodować zagrożenie na drodze.


 


Czasami warto ustąpić. I taki mały przykład na koniec. Możemy już zgodnie z prawem wyprzedzać samochody z prawej strony. Przydaje się to na światłach – nie musimy już oficjalnie sterczeć w korkach. Oni stoją my jedziemy. Fajnie. Ale co dalej. Wyprzedzimy całą kolumnę, a za skrzyżowaniem zwężka. Brak miejsca by na pasie zmieścili się razem i rowerzysta i kierowca w samochodzie. Wtedy taki rowerzysta skutecznie zatrzyma całą kolumnę samochodów. I co sobie o tym rowerzyście, który przecież zachował się zgodnie z przepisami, pomyślą wszyscy (lub prawie wszyscy) kierowcy? Osobiście miałbym ochotę takiego klienta rozjechać.


 


Co zaś się tyczy kultury, to, hmm, dłuuuuga opowieść. Nie na ramy powyższego zestawienia. Zanim zaczniemy zatem narzekać na innych za ich sposób jeżdżenia/chodzenia nauczmy się właściwie korzystać z posiadanych pojazdów. Wszystkim nam to wyjdzie na zdrowie. A może i zmaleje poziom agresji kierowców względem rowerzystów.


 


Grzegorz Ninard


 


Też rowerzysta. Czasami kierowca. Najczęściej pieszy.


Grzegorz Ninard

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości