Reklama

Śląsk Wrocław pokonał Polonię Warszawa 4:0 i utrzymał się na fotelu lidera ligi

02/10/2011 00:00

Fotel lidera T-Mobile Ekstraklasy obroniony. W meczu powrotów, w którym po kontuzjach wrócili pauzujący od kwietnia Jarosław Fojut i Łukasz Gikiewicz, Śląsk pokonał Polonię Warszawa 4:0. Fojut zagrał cały mecz i był pewnym punktem defensywy, a Gikiewicz zaliczył wejście smoka, strzelając gola chwilę po tym, gdy pojawił się na boisku. Poloniści próbowali w tym meczu podjąć walkę, ale zabrakło im argumentów, by sypnąć piach w tryby dobrze w niedzielę naoliwionej wrocławskiej maszynerii.

Dla piłkarzy Śląska Wrocław był to mecz o dużą stawkę. Zwycięstwo dawało im fotel samodzielnego lidera T-Mobile Ekstraklasy. Ale przed spotkaniem trudno było oczekiwać, że drużynę Oresta Lenczyka czeka łatwy pojedynek. Bo Polonia Warszawa to zespół, który co roku zgłasza medalowe aspiracje, a w składzie ma wielu ciekawych piłkarzy, którzy mogą pokusić się o niejedną niespodziankę. Ale przebieg meczu szybko zweryfikował wszelkie obawy. “Czarne Koszule” w niedzielę zaprezentowały się, przy całym szacunku dla rywala, jak wyblakłe trykoty. Wrocławianie rozmontowali rywala, perfekcyjnie wykonując stałe fragmenty gry, bo po nich padły aż trzy bramki dla Śląska, i umiejętnie neutralizując ofensywne poczynania rywali.


Pierwsze minuty niedzielnego meczu upłynęły pod znakiem dominacji gości z Warszawy. Poloniści częściej byli przy piłce, próbowali konstruować akcje, ale Śląsk mądrze radził sobie z atakami rywala. A że wrocławianie dość oszczędnie gospodarowali siłami, to na murawie działo się niewiele. Dopiero po 20 minutach gry poloniści pokusuli sie o groźniejszy atak. Wtedy strzał Łukasza Piątka zatrzymał się na słupku bramki Śląska. Wrocławianie nie dali sobie w kaszę dmuchać i na ich odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Pięć minut później Piotr Celeban najlepiej odnalazł się w tłoku pod bramką Polonii i pewnie pokonał zaskoczonego Sebastiana Przyrowskiego, otwierając wynik spotkania.



Po zdobyciu gola, wrocławianie skupili się na grze obronnej. Piłkarze Polonii próbowali narzucić im swój styl gry, ale nie mieli pomysłu na to, jak przedrzeć się pod wrocławską bramkę. I zagrozili jej tylko raz. W 33. minucie Edgar Cani dobrze strzelił głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale polonistom znów przeszkodził pech, a dokładniej - słupek bramki Śląska. Reakcja wrocławskiej jedenastki była błyskawiczna. Za obijanie słupka bramki Mariana Kelemena tym razem skarcił rywala Sebastian Mila, który popisał się przepięknym strzałem z rzutu wolnego, posyłając piłkę prosto w okienko bramki Polonii. To był typowy gol do szatni, a zwykle po takich ciosach rywal się nie podnosi.



W drugiej połowie trener “Czarnych Koszul” próbował nieco podkręcić grę ofensywną swojego zespołu. Wpuścił na boisko Pawła Wszołka i Daniela Sikorskiego. Te roszady na niewiele się jednak zdały. Polonia próbowała atakować, ale mur defensywny Śląska był dla nich barierą nie do przejścia. Dobrze spisywał się zwłaszcza duet stoperów Piotr Celeban - Jarosław Fojut. Ten drugi notował pierwszy mecz po kilkumiesięcznej przerwie na leczenie kontuzji kolana. A gdy już nawet znaleźli w nim luki, na posterunku stał Kelemen. Najbliżej szczęścia był w 50. minucie Cani, ale wtedy bramkarz Śląska w ostatniej chwili zabrał mu piłkę spod nóg. Śląsk zaś grał mądrze, nie dając sobie wbić gola i bezlitośnie punktując rywala za jego błędy. I nie omieszkał zadać mu kolejnych ciosów. Najpierw na listę strzelców wpisał się Łukasz Gikiewicz, który zwieńczył golem świetną dwójkową akcję Tadeusza Sochy i Łukasza Madeja. To był pierwszy mecz popularnego “Gikiego” po kilku miesiącach przerwy wymuszonych kontuzją. I młody napastnik zaliczył prawdziwe wejście smoka, bo zanim strzelił gola, na murawie gościł przez ledwie kilka minut.



A niedzielne dzieło zniszczenia warszawskiej Polonii dopełnił jej były piłkarz, ściągnięty w lecie do Wrocławia Dariusz Pietrasiak. Grający w niedzielę na pozycji defensywnego pomocnika Pietrasiak już w doliczonym czasie gry zamienił na gola dobre dośrodkowanie Sebastiana Mili. I można powiedzieć, że wykupił swoje winy z ostatnich dni, gdy po tym, jak spowodował stłuczkę autem prowadząc pod wpływem alkoholu, został zatrzymany przez policję i solidnie ukarany finansowo przez klub.



- Lidera mamy i już go nie oddamy! - śpiewali po meczu wrocławscy kibice. Śląsk, i to niezależnie od wyników pozostałych meczów w tej kolejce, pozostanie na czele stawki T-Mobile Ekstraklasy co najmniej do następnej serii spotkań. I trudno też oprzeć się wrażeniu, że wrocławska maszyneria dopiero wchodzi na wysokie obroty. Tydzień temu na Oporowskiej poległ Lech Poznań, przegrywając 1:3, teraz Śląsk wyraźnie rozbił warszawską Polonię. A teraz przed drużyną Oresta Lenczyka mecze z dość przeciętnymi rywalami - GKS Bełchatów, Podbeskidziem Bielsko-Biała i Lechią Gdańsk. Ten ostatni pojedynek zostanie rozegrany już na nowym Stadionie Miejskim we Wrocławiu i kto wie, czy wrocławianie nie rozpoczną przygody z tym imponującym obiektem siedząc wygodnie na fotelu lidera.



Śląsk Wrocław - Polonia Warszawa 4:0 (2:0)


Bramki: Piotr Celeban (24.), Sebastian Mila (45.), Łukasz Gikiewicz (76.), Dariusz Pietrasiak (90.)



Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Pawelec - Sobota (87. Cetnarski), Elsner, Dudek (85. Pietrasiak), Mila, Madej - Cristian Diaz (72. Ł. Gikiewicz).


Polonia: Przyrowski - Todorovski, Jodłowiec, Kokoszka, Sadlok - Bonin (46. Wszołek), Trałka, Piątek (66. Sikorski), Jeż, Sultes (82. Przybecki) - Cani.



Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz).


Żółte kartki: Kokoszka.


Widzów:ok. 8000.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości