Derby regionu połączone z powrotem do składu koszykarskiej legendy. Tak właśnie wyglądał piątkowy przegrany pojedynek Śląska Wrocław z Turowem Zgorzelec, w którym po długim okresie rehabilitacji po kontuzji wystąpił Adam Wójcik.
Wyjście Adama Wójcika w pierwszym składzie Śląska było wydarzeniem. W tym momencie chociaż na chwilę wynik stał się sprawą drugoplanową.
> ZOBACZ FOTOGALERIĘ Z MECZU ŚLĄSKA WROCŁAW Z TUROWEM ZGORZELEC
Ten sam Adam Wójcik z siódmej reprezentacji Mistrzostw Europy roku 1997, ten sam koszykarz, który grał w Eurolidze w barwach zespołów z Charleroi i Malagi i w końcu ten sam, który był najbardziej wartościowym zawodnikiem finałów w PLK.
Popularny "Oława" od pierwszego gwizdka na boisku - to było coś. Powrót z drugoligowej rzeczywistości do realiów Tauron Basket Ligi okazał się dla wrocławskiego weterana dośc łatwy. Owszem, Adam Wójcik nie jest motorycznie już tym samym koszykarzem, który pokazywał zwód na szóstym metrze od kosza, by później zdobyć punkty po penetracji. To 41 letni wyjadacz parkietów, który doskonale pokazuje, że dobre zawody na ekstraklasowym koszykarskim podwórku można zdobywać, nawet mając za pasem myśli o trzecim filarze.
Adam Wójcik dodawał od pierwszych minut swojemu zespołowi spokoju i opanowania, walcząc jak równy z równym z Dallasem Lauderdalem. Trener Miodrag Rajković od początku spotkania pozostawił na ławce rezerwowych Aleksandara Mladenovicia, by obserwować jak "Oława" spędza na parkiecie ciężkie, ale jakże solidne 7 minut.
Goście ze Zgorzelca rozpoczęli spotkanie od serii rzutów trzypunktowych, by po czwartej wreszcie próbie znaleźć drogę do kosza. Jednak wynik pierwszej kwarty przyniósł znikome, jednopunktowe prowadzenie zespołu ze Zgorzelca. Wraz z pojawieniem się na boisku w końcówce pierwszej części spotkania Aleksandara Mladenovicia, gra wrocławian znowu zaczęła przypominać stylem to, co do tej pory prezentował w rozegranych meczach Śląsk. Dwójkowe akcje serbskiego środkowego grane z Robertem Skibniewskim są tak proste i książkowe, że mogliby wykonać je nawet przy zgaszonym świetle.
"Skiba" bezwzględnie czuje grę na pick n roll"ach, a jak już kiedyś pisałem, Aleksandar Mladenović jest do bólu cierpliwy i dokładny, a to z kolei przekłada się na jego statystyki blisko 14 punktów na mecz. Druga kwarta spotkania przyniosła żywiołowe wejście Akselisa Vairogsa, który tuż po zameldowaniu się na parkiecie zanotował 2 punkty po penetracji, by po paru minutach popisać się celnym rzutem za 3 punkty z faulem.
Łotysz jest wulkanem energii, dobra iskrą w zespole Śląska - factorem X, który przy pomyślnych wiatrach może w pojedynkę wygrać, bądź też przegrać mecz. Obraz meczu cały czas wskazywał, że spotkanie w Hali Orbita będzie musiało zakończyć się po dogrywce. Po dwóch kwartach meczu na tablicy wyników widniał rezultat 37:39 dla zespołu PGE. Niestety od początkowego gwizdka, dobrych zawodów w szeregach zespołu Śląska nie notował Quarran Calhun, który choć zanotował na swoim koncie 9 punktów, to nie trafił ani jednego z 8 oddanych rzutów trzypunktowych.
Trzecia kwarta spotkania przyniosła zmiany taktyczne w szeregach Turowa, a na boisku pojawił się John Edwards, który w kilku akcjach łatwo radził sobie z Aleksandarem Mladenoviciem. Trener zespołu ze Zgorzelca, Jacek Winnicki uczulił swoich graczy w czasie przerwy na dwójkowe zagrania serbskiego środkowego z Robertem Skibniewskim, a to przełożyło się na agresywniejsze krycie playmakera Śląska przez Ronalda Moore"a. Tymczasem gdzieś po cichu swoje punkty, nawet nie na boczny kosz, zdobywał Daniel Kickert.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze