George Reese robi różnicę. George Reese nic nie robił sobie z wrocławskich obrońców. George Reese wie jak być efektywnym nie forsując jednocześnie tempa gry. Śląsk Wrocław nie ma w swoim składzie zawodnika pokroju George"a Reese"a i przegrywa z AZS-em Koszalin 76:85.
Porażka numer trzy stała się faktem. Wrocławskiemu Śląskowi nie pomogła magia Hali Ludowej, nie pomógł doping kibiców - oraz koszykarze nie pomogli sobie sami. Na tle zespołu z Koszalina Śląsk momentami prezentował się jak zbiór chłopców do bicia. Początkowe dwie kwarty nie zwiastowały jednak kolejnej porażki.
Wrocławianie rozpoczęli dobrze - dobrze jest tutaj jednak pojęciem względnym. Bardziej chodzi tu o trzymanie wyniku oscylującego wokół remisu. Z drugiej strony swój popis już w pierwszej kwarcie rozpoczął George Reese.
> ZOBACZ FOTOGALERIĘ ZE SPOTKANIA Z AZS-em KOSZALIN
Były MVP Tauron Basket Ligi wywoływał "do odpowiedzi" z gry defensywnej kolejnych obrońców Śląsk by po chwili odsyłać ich ze spuszczonymi głowami. Reese dziurawił siatkę kosza bronionego przez graczy Śląska lecz w żadnym wypadku nie można stwierdzić, że był to dla niego "dzień konia".
Amerykanin zwyczajnie podejmował doskonałe decyzje rzutowe wykorzystując przewagę fizyczną nad Bogavacem i dobra grę na koźle gdy tylko do obrony przeciwko niemu desygnowany był Buczak. Wrocławianie nie potrafili wykorzystać faktu, iż juz w drugiej kwarcie 4 przewinienie popełnił najwyższy z akademików - Rafał Bigus.
Ze strony AZS-u dużo szkód wyrządził zespołowi z Wrocławia również Igor Milicić, który do początku trzeciej kwarty legitymował się 100% skutecznością mając na swoim koncie 16 punktów w tym 4/4 za 3 punkty. To co różni wrocławskich graczy zza Oceanu od tych broniących barw AZS-u to fakt podejmowania dobrych decyzji rzutowych.
Akademicy z paszportem US nie forsowali tempa, grali konsekwentnie i nadzwyczaj "europejsko" jak na swoje korzenie. Podczas gdy Reese w dalszym ciągu kontynuował szkolenie z gry obronnej dla graczy Śląska po drugiej stronie parkietu obudził się Paul Graham.
Amerykanin, którego nagle ktoś wybudził ze śpiaczki trwającej mniej więcej od czasu lądowania na lotnisku Kopernika zaprezentował kilka akcji, po których piłka w ekwilibrystyczny sposób lądowała w koszu. Jednak najczęściej były to rzuty z pozycji nieprzygotowanych poprzedzonych kilkunastosekundowym nie przynoszącym efektu kozłowaniem.
Niespodziewanie odpowiedzą na grę Reese"a, który trafiał z zamkniętymi oczami stał się Paweł Buczak i Slavisa Bogavac, którzy w czwartej kwarcie spotkania trafiali rzuty za trzy - rzuty, które jednak nie mogły już zdecydować o przebiegu meczu. Na wyróżnienie we Wrocławskim zespole najbardziej zasłużył jednak Robert Skibniewski, który jest najjaśniejszą postacia Śląską we wszystkich rozegranych do tej pory spotkaniach w TBL.
Dla Śląska był to już kolejny mecz, w którym o wyniku decyduje skuteczność na lini rzutów wolnych - wrocławianie trafili tylko 14 z 24 rzutów za 1 pkt.
Kolejnym rywalem Śląska Wrocław będzie drużyna Siarki Jezioro Tarnobrzeg. Mecz ten podopieczni trenera Rajkovicia rozegrają na wyjeździe już w najbliższą sobotę o godzinie 19.00
Śląsk Wrocław - AZS Koszalin 76:85 (18:23, 14:18, 17:23, 27:21)
Śląsk: Buczak 16, Bogavac 16, Graham 15, Skibniewski 13, Mladenović 9, Calhoun 4, Vairogs 3, Niedźwiedzki 0, Bochno 0, Koelner 0
AZS: Reese 23, Milicić 19, Montgomery 13, Lekić 12, Bigus 9, Strickland 6, Bartosz 3, Łączyński 0, Dutkiewicz 0
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze