Policja nie dopuściła do startu nocnego półmaratonu, który w sobotni wieczór miał się odbyć w stolicy Dolnego Śląska. Funkcjonariusze mieli poważne zastrzeżenia co do zabezpieczenia i oznakowania trasy przez organizatorów. Biegacze nie kryli swojego rozgoryczenia. - Blamaż miasta i wstyd na całą Polskę - mówili. Część z nich, mimo odwołania zawodów, spontanicznie ruszyła w trasę i przebiegła ulicami Wrocławia. Prezydent Rafał Dutkiewicz zdymisjonował już dyrektora imprezy, niewykluczone, że stanowisko straci też szef departamentu spraw społecznych w magistracie.
Na starcie I Nocnego Półmaratonu na wrocławskim Stadionie Olimpijskim stanęło w sobotni wieczór ponad 4 tysiące biegaczy. Zawodnicy mieli ruszyć o godzinie 20, ale nie dopuściła do tego policja - zdaniem funkcjonariuszy trasa biegu była źle zabezpieczona i istniało zagrożenie zarówno dla samych uczestników, jak i samochodów. Zastrzeżenia policjantów budziło oznakowanie m.in. mostu Grunwaldzkiego i al. Brucknera.
Organizatorzy przez półtorej godziny próbowali poprawić, zgodnie ze wskazówkami policjantów, niedociągnięcia. Bezskutecznie. O godzinie 21.30 zapadła decyzja o odwołaniu biegu.
Wielu biegaczy zignorowało ten fakt i spontanicznie ruszyło w trasę. Rozdzielili się na mniejsze grupy i biegli przez miasto. Mimo próśb policjantów, by biec chodnikami, większość maratończyków poruszyła się jednak ulicami, lawirując między samochodami. Policja starała się ich zabezpieczać i asekurować.
Tuż po odwołaniu biegu na oficjalnym profilu miasta na Facebooku poinformowano, że prezydent Rafał Dutkiewicz wyciągnie konsekwencje w stosunku do organizatorów, którymi były należące do miasta Wrocławskie Centrum Sportu, Hippiki i Rekreacji i Wrocławskie Centrum Treningowe Spartan.
Tak też się stało. W niedzielę rano prezydent Wrocławia zdymisjonował dyrektora WCSHiR, a jednocześnie dyrektora półmaratonu Waldemara Biskupa. Niewykluczone, że wkrótce stanowiska stracą kolejni urzędnicy.
- Nadzór nad pracą przy półmaratonie sprawował dyrektor departamentu spraw społecznych Jacek Sutryk, który jest w tej chwili na urlopie. Przed wyjazdem złożył informację, że wszystko jest jak należy. Poprosiłem go o przerwanie urlopu, w przyszłym tygodniu zjawi się we Wrocławiu i złoży odpowiednie wyjaśnienia - zapowiada Rafał Dutkiewicz.
Do szczegółowego zbadania przyczyn odwołania maratonu w magistracie powołano specjalną komisję, na czele której stanęła wiceprezydent miasta Anna Szarycz.
- Decyzja policji, która nie zgodziła się na przeprowadzenie biegu była prawidłowa. Krakowska firma TM-VIA, którą wyłoniliśmy w przetargu nie stanęła na wysokości zadania. Ustalimy dlaczego, mimo szczegółowego projektu, trasa nie została odpowiednio zabezpieczona - mówi Rafał Dutkiewicz.
Prezydent przeprosił wszystkich uczestników i zapowiedział, że miasto zwróci im pieniądze za opłaty startowe.
- To bardzo duża wpadka ze strony organizatorów. Wszyscy, którzy ponoszą za to odpowiedzialność, będą bardzo skrupulatnie rozliczeni - dodaje Dutkiewicz.
Jak podkreśla wiceprezydent Wrocławia, miasto nie zapłaciło firmie, która miała zabezpieczyć bieg ani złotówki.
- Faktura nie została wystawiona, żadne publiczne środki nie zostały wypłacone firmie, która jak się wydaje, nie wykonała swojego zadania - mówi Anna Szarycz.
Urzędnicy dodają, że w tym roku miasto na pewno nie podejmie się powtórnej organizacji półmaratonu. Być może spróbuje jeszcze raz w przyszłym roku.
Wśród biegaczy w sobotni wieczór krążyło mnóstwo spekulacji na temat przyczyn odwołania zawodów. Pojawiały się pogłoski, że w mieście trwają zamieszki z udziałem narodowców (którzy wcześniej zakłócili wykład prof. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim) i dlatego policja wstrzymała bieg. Mówiono też, że to firma , która przegrała przetarg na zabezpieczenie trasy półmaratonu, sabotowała działania zwycięzcy postępowania.
W jednym maratończycy byli zgodni - wszyscy podkreślali, że to blamaż miasta i wstyd na całą Polskę. Skandal - to jedno z łagodniejszych słów, jakie można było usłyszeć.
- Mniej więcej połowę uczestników stanowili biegacze, którzy przyjechali do Wrocławia z różnych stron kraju, a także z zagranicy. Wieść o tym, jak Wrocław nieudolnie przygotował tę imprezę, pójdzie więc w świat - podkreśla wrocławianin Mateusz Wojtowicz, który miał pobiec w półmaratonie razem ze swoim bratem i ojcem.
Wielu z biegaczy, którzy przyjechali na półmaraton z różnych stron Polski zapowiadała, że już do Wrocławia nie wróci.
- Zrobimy wszystko, aby temu zapobiec. Jednocześnie zwracamy uwagę, że 30 maratonów już się we Wrocławiu odbyło. Ten jeden nam się nie udał - pokażemy dlaczego i zapewnimy, że taka sytuacja już się w naszym mieście nie wydarzy - dodaje Anna Szarycz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze