Reklama

Wybuch reaktora na Dolnym Śląsku. Nie żyje Ukrainiec. Zawinił prezes?

22/04/2025 20:37

Prezes sam zamontował nowy reaktor do recyklingu opon. Twierdził, że się na tym zna. Urządzenie eksplodowało. Jego pokrywa została odrzucona na 8 metrów. Wybuchł pożar. Pracujący w hali 51-letni Ukrainiec z oparzeniami głowy, tułowia, nóg i dróg oddechowych w krytycznym stanie trafił do szpitala. Lekarze musieli amputować mu nogę. Sześć dni później zmarł. Po roku w tej samej firmie znów wybuchł pożar. Strażacy walczyli z ogniem przez dwa tygodnie. Przyczyną było podpalenie. Sprawcy do dziś nie znaleziono.

Prezesowi firmy recyklingowej z Wilkowa pod Złotoryją grozi więzienie. Prokuratura kilka dni temu skierowała do sądu akt oskarżenia w jego sprawie. Chodzi o pożar z 2022 roku oraz to, w jaki sposób w firmie przechowywano toksyczne substancje. - Mogło to stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi, spowodować obniżenie jakości wody, albo zniszczenia w świecie roślinnym lub zwierzęcym - twierdzi prokuratura. 

POŻARY W ZAKŁADZIE UTYLIZACJI W WILKOWIE - KLIKNIJ I ZOBACZ ZDJĘCIA

Jak ustalili śledczy, wszystko zaczęło się od wybuchu, do którego doszło podczas recyklingu opon 3 stycznia 2020 r. Uszkodzony został wtedy jeden z reaktorów. Trzeba było go wymienić. - Firma zakupiła urządzenie do samodzielnego montażu. Prezes oświadczył, że dysponuje niezbędną wiedzą, doświadczeniem oraz uprawnieniami do należytego montażu instalacji oraz zobowiązał się wykonać ją ze szczególną starannością - informuje Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
- Nie było to prawdą. Linię wykonano niestarannie, a do jej obsługi skierowano pracownika, który nie miał do tego odpowiednich kwalifikacji i nie został przeszkolony w zakresie bhp. Zatrudniono go jedynie do segregacji odpadów gumowych na placu magazynowym - twierdzą śledczy.

Reklama

6 maja 2022 r. reaktor wybuchł. - Jego pokrywa została odrzucona na około 8 metrów. Następnie bardzo szybko rozprzestrzenił się pożar. W chwili wybuchu na terenie hali produkcyjnej obecni byli dwaj pracownicy, w tym pokrzywdzony 51-letni obywatel Ukrainy. Poza terenem hali, na terenie zakładu pracowało również dwóch innych pracowników - relacjonuje Liliana Łukasiewicz. 

Ukrainiec z oparzeniami głowy, tułowia, nóg i dróg oddechowych w krytycznym stanie został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Poznaniu. - Z uwagi na ostre niedokrwienie dokonano amputacji prawej nogi. Pomimo intensywnego leczenia, mężczyzna zmarł w szpitalu po 6 dniach - informuje prokuratura.

Reklama

Badając przyczyny tego tragicznego zdarzenia, śledczy poprosili o opinie biegłych. To na ich podstawie przedstawili prezesowi Mariuszowi M. zarzuty. Według śledczych, nie dopełnił obowiązków i naraził pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i "sprowadził zdarzenie zagrażające mieniu w wielkich rozmiarach". Mężczyźnie grozi 8 lat więzienia.

- Prokurator w akcie oskarżenia podniósł, że skala nieprawidłowości w zakładzie, zarówno w konstrukcji urządzeń wchodzących w skład linii do pirolizy, jak i przebiegu procesu technologicznego – była tak rażąca, że prowadzenie produkcji przez osoby kierujące pracownikami musiało wiązać się ze świadomością zagrożeń, jakie wywoływało użytkowanie tej linii. W zakładzie tym w latach 2014-2020 doszło do dziewięciu wypadków przy pracy, w tym sześciu w związku z obsługą linii do pirolizy opon. Kolejne wypadki były spowodowane niejednokrotnie tą samą przyczyną, wynikającą z wadliwości linii do pirolizy i brakiem odpowiedniej reakcji ze strony osób zarządzających spółką - podkreśla Liliana Łukasiewicz.

Reklama

Rok po tragedii straż pożarna znów odebrała telefon o pożarze w Wilkowie. Płonęło składowisko opon. - Przybyłe na miejsce jednostki straży nie były w stanie opanować ognia i ugasić pożaru, z powodu jego rozmiaru i ilości energii powstającej przy spalaniu opon. W akcji ratunkowej brało udział ponad 25 zastępów straży oraz samolot gaśniczy - relacjonuje prokurator. Walka z pożarem trwała od 17 czerwca do 3 lipca.

Śledczy ustalili, że przyczyną pożaru było podpalenie. Sprawcy nie zdołano ustalić. Śledztwo umorzono. 

Reklama

Ale prokuratorzy natknęli się na inne przestępstwo. - Podczas oględzin na terenie bezpośrednio przyległym do zakładu ujawniono kilkadziesiąt plastikowych pojemników z nieustaloną cieczą o intensywnym zapachu ropopochodnym. Część pojemników była rozszczelniona. Z opinii biegłego z zakresu ochrony środowiska wynika, że w pojemnikach znajdowały się produkty pirolizy opon, tj. sadza odpadowa oraz oleje z pirolizy. Sadza zawiera związki węglowodorowe o potencjalnie toksycznym działaniu. Z kolei oleje z pirolizy zawierają węglowodory aromatyczne, które mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia i środowiska, szczególnie w przypadku niewłaściwego składowania. Biegły wskazał, że odpady tego rodzaju powinny być składowane selektywnie na utwardzonych i zabezpieczonych terenach, aby minimalizować ryzyko wycieków i skażenia, czego na składowisku w Wilkowie nie przestrzegano. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi prezes Mariusz M. - mówi Liliana Łukasiewicz. Prezes odpowie przed sądem także za to. Tu kara może sięgać 10 lat więzienia.

Mariusz M. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/04/2025 21:43
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości