Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 50-letniemu Robertowi M., który zabił swoją 73-letnią matkę. Mężczyzna przyznał się do winy, twierdząc, że „chciał ulżyć jej w cierpieniu” i uniknąć konieczności dalszej opieki.
Do makabrycznego zdarzenia doszło we wrześniu 2024 roku w jednym z mieszkań w Głogowie. W nocy, po godzinie 2.30. Robert M. zaatakował śpiącą matkę, używając młotka i noża. Kobieta doznała rozległych obrażeń czaszkowo-mózgowych, licznych złamań czaszki oraz ran kłutych klatki piersiowej z uszkodzeniem aorty i płuca. Na policję zadzwonił dopiero około ósmej rano – wcześniej umył narzędzia zbrodni, wyprał ubranie, a następnie... położył się spać.
- Oskarżony zachowywał się bez jakichkolwiek emocji, nie płakał i nie przejawiał widocznych oznak zdenerwowania - relacjonuje Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Wrócił z zagranicy, by opiekować się matką
Robert M. przez 18 lat mieszkał i pracował za granicą. Do Polski przyjechał w grudniu 2024 roku, po śmierci ojca, który zmarł dwa miesiące wcześniej. Miał zająć się matką chorującą na nowotwór.
- Pokrzywdzona była osobą schorowaną, od dłuższego czasu cierpiącą na przewlekłą chorobę. Jej stan nie był jednak ciężki. Radziła sobie bez problemu ze sprawami życia codziennego - wyjaśnia prokurator Łukasiewicz.
Mężczyzna nigdzie nie pracował, mieszkał z matką. Wśród sąsiadów miał bardzo dobrą opinię.
"Myślałem o tym od jakiegoś czasu"
Podczas przesłuchania 50-latek przyznał się do zarzutów. Jak zeznał, myślał o zabójstwie matki "od jakiegoś czasu". - Chciał jej ulżyć w cierpieniu i także uniknąć konieczności opiekowania się nią w przyszłości. Jednocześnie wskazał, że bardzo kochał matkę i nie wie, czemu ją zabił - relacjonuje rzeczniczka prokuratury.
Oskarżony twierdził również, że sam planował popełnić samobójstwo, ale bał się, że matka nie poradzi sobie z jego śmiercią.
Biegli nie mieli wątpliwości co do poczytalności
Z uwagi na zachowanie mężczyzny oraz treść jego zeznań powołano biegłych psychiatrów i psychologów. Po obserwacji psychiatrycznej jednoznacznie stwierdzili, że w chwili popełnienia zbrodni Robert M. miał pełną świadomość swoich czynów i mógł pokierować swoim postępowaniem. Rozpoznane u niego zaburzenie osobowości nie stanowi podstawy do podważenia poczytalności.
- Motywacja podejrzanego nie znajduje żadnego racjonalnego usprawiedliwienia, stanowiąc wyraz skrajnego egoizmu oraz całkowitej obojętności wobec osoby najbliższej, która wymagała wsparcia i pomocy - podkreśla prokurator Łukasiewicz.
Robert M., kawaler z wyższym wykształceniem, niekarany wcześniej, przebywa w areszcie od dnia zatrzymania. Grozi mu kara od 15 lat więzienia do dożywocia. Sprawę rozpozna Sąd Okręgowy w Legnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze