Dramat pod Polkowicami - pies pozostawiony w nagrzanym samochodzie zmarł mimo podjętej reanimacji. Sprawę bada policja, która po raz kolejny przypomina, jak niebezpieczne są auta podczas upałów. Wystarczy kilkadziesiąt minut, by doszło do tragedii.
Do zdarzenia doszło w czwartek, 25 czerwca, po południu na terenie powiatu polkowickiego. Jak ustalili policjanci, 27-letni mężczyzna zostawił psa rasy american bully w szczelnie zamkniętym samochodzie na około 30-60 minut. W tym czasie zajmował się wynoszeniem rzeczy z mieszkania swojej partnerki. - Mężczyzna tłumaczył się, iż stracił poczucie czasu - mówi mł. asp. Magdalena Wiaderek z policji w Polkowicach.
Po powrocie do auta zauważył, że zwierzę nie oddycha. Natychmiast wyciągnął psa i podjął próbę reanimacji. Na miejsce wezwano również służby ratunkowe, jednak życia czworonoga nie udało się uratować. Przybyły weterynarz stwierdził zgon.
Wstępne ustalenia wskazują, że przyczyną śmierci było uduszenie spowodowane wysoką temperaturą i brakiem odpowiedniej wentylacji w pojeździe. Policja prowadzi postępowanie, które ma wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia.
Funkcjonariusze podkreślają, że nawet przy umiarkowanej temperaturze powietrza wnętrze samochodu bardzo szybko nagrzewa się do poziomu zagrażającego życiu. - Pozostawienie w pojeździe dziecka lub zwierzęcia może doprowadzić do utraty przytomności, niewydolności organizmu, a nawet śmierci - przypominają policjanci.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze