Reklama

Zygmunt Solorz kpi sobie z włodarzy Wrocławia. Śląsk będzie zwalniał piłkarzy?

19/12/2012 00:00

Nadal nie jest jasna przyszłość piłkarskiego Śląska. Przedstawiciele miasta zabiegają o spotkanie z Zygmuntem Solorzem-Żakiem, ale ten zwyczajnie... nie ma dla nich czasu.

O spotkaniu właścicieli piłkarskiego Ślaska, czyli gminy Wrocław i Zygmunta Solorza-Żaka, mówi się już od dawna. Klub znalazł się w trudnej sytuacji finansowej i przedstawiciele miasta chcieli porozmawiać z właścicielem, między innymi telewizji Polsat, o dalszym finansowaniu zespołu mistrzów Polski. Tygodnie mijały, a spotkania jak nie było, tak nie ma.


 


- Do takiego spotkania powinno jednak dojść najpóźniej na początku grudnia. Konkretne sytuacje powinny, a nawet muszą zapaść do końca roku. Aktualna sytuacja jest zła i nie służy klubowi. Nie może być tak dalej, że co kilka miesięcy wybucha pożar i trzeba go gasić. Teraz pieniądze są do końca roku, ale to nie rozwiązuje problemu, bo w styczniu znowu pojawią się problemy. Czas najwyższy podjąć konkretne i ostateczne decyzje, aby co kilka miesięcy nie zastanawiać się, co dalej - mówił w wywiadzie dla naszego portalu Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta oraz członek rady nadzorczej Śląska.

Problem w tym, że mamy już drugą połowę grudnia, a rządzący Śląskiem nadal nie wiedzą nic konkretnego.

Reklama


Zygmunt Solorz-Żak wyraźnie unika spotkania z przedstawicielami miasta. Podobnie jak Józef Birka przewodniczący rady nadzorczej Śląska i zarazem prawa ręka biznesmena, który nie odbiera telefonów od dziennikarzy. Sytuacja jest patowa, bo to miliarder jest większościowym udziałowcem klubu i bez jego zgody nie może zapaść żadna wiążąca decyzja. Co więc czeka piłkarski Śląsk?


 


Klub ma zapewnione środki na 2013 rok (10 milionów z miasta i pieniądze z reklam, transmisji telewizyjnych oraz sponsorów), ale nie są to pieniądze na tyle duże, aby utrzymać drużynę w takim kształcie jak teraz. Stąd też kierownictwo klubu szuka oszczędności, gdzie tylko może.

Reklama

 


"Afera alkoholowa" z Patrikiem Mrazem spadła im z nieba, bo mogli ją wykorzystać, aby rozwiązać kontrakt z piłkarzem i tym samym zmniejszyć obciążenie budżetu płacowego. Śląsk też bardzo chętnie by się pozbył Dalibora Stevanovicia i Johana Voskampa, którzy razem zarabiają około stu tysięcy miesięcznie. W kolejce jest Marek Wasiluk oraz bracia Łukasz i Rafał Gikiewiczowie.


 


Zmiany kadrowe w zespole to jedno, a sprawy właścicielskie to drugie. Włodarze miasta twierdzą, że nadal chcą współpracować z Solorzem, ale w kuluarach mówi się, że byliby szczęśliwi, gdyby Solorz odsprzedał swoje udziały. Ten nie mówi „nie", ale z transakcji chciałby mieć ponad 30 mln zł. Tylko kto da tyle za klub w dobie kryzysu? Tylko jakiś fanatyk piłki nożnej lub... miasto. Warto jeszcze wspomnieć, że biznesmen czeka na zwrot kosztów, które poniósł przy przygotowaniu działki pod budowę nieistniejącej galerii. Miasto ma mu zapłacić około 10 milionów złotych.

Reklama

 


W Śląsku nadal więc bez zmian, czyli klub wisi w próżni i nikt nie jest w stanie powiedzieć, co będzie za miesiąc. Chyba, że nagle zdarzy się cud i Solorz zdecyduje się dofinansować klub. Takiego scenariusza też nie można definitywnie wykluczyć.


mw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości