Wrocławska prokuratura wyjaśnia sprawę marcowej bójki z ul. św. Antoniego, gdzie trzej mężczyźni mieli dotkliwie pobić dwóch innych i zeznać, że powodem awantury była czerwona czapka, na głowie jednej z ofiar. Nieoficjalnie mówi się, że jednym z napastników był lekarz rezydent ze szpitala przy ul. Borowskiej. Medyk obecnie przebywa na urlopie i ma zakaz pozyskiwania informacji na temat stanu pobitego pacjenta.
– Do zdarzenia doszło w dniu 25 marca 2018 roku około godziny 00.35 przy ulicy św. Antoniego we Wrocławiu. Sprawcy uderzali i kopali pokrzywdzonych, a następnie uciekli z miejsca zdarzenia. Krzysztof M. po uderzeniu pięścią w głowę przez jednego z nich upadł na twarde podłoże, doznając obrażeń ciała w postaci krwiaka podczaszkowego wymagającego interwencji neurochirurgicznej ze względów życiowych. Obrażenia te stanowią ciężki uszczerbek na zdrowiu. Radosław P. z kolei doznał opuchlizny nosa – mówi prok. Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej.
Sprawców zdarzenia udało się zatrzymać 29 marca. Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im czynu, wyjaśniając, że ich zdaniem była to po prostu ogólna bójka i to oni się bronili.
Z wyjaśnień złożonych w prokuraturze wynika, że powodem całego zajścia była czerwona czapka, którą miał na głowie Krzysztof M. To mężczyzna, który do dziś przebywa na oddziale Intensywnej Terapii szpitala przy ul. Borowskiej.
– Działania Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu koncentrują się na ratowaniu życia Krzysztofa M., który obecnie przebywa w Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii gdzie jest otoczony profesjonalną opieką medyczną. Lekarze określają jego stan jako stabilny. Jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej – informuje Monika Kowalska, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
Władze szpitala wyjaśniają też, czy jednym z podejrzanych o pobicie faktycznie jest lekarz rezydent zatrudniony przy Borowskiej. – Jeśli zdarzenia dotyczące brutalnego pobicia Krzysztofa M. w nocy z 24 na 25 marca w centrum Wrocławia, w którym miał uczestniczyć jeden z lekarzy rezydentów się potwierdzą, wyciągniemy wszelkie możliwe konsekwencje w tej sprawie. Stanowczo potępiamy takie zachowanie, uznając ja za niegodne zawodu lekarza, którego misją jest ratowanie zdrowia i ludzkiego życia – zapewnia Monika Kowalska, która informuje, że szpital wystąpił już do policji, prokuratury oraz rzecznika odpowiedzialności zawodowej DIL o przekazanie oficjalnych informacji na temat tego zdarzenia.
– Obecnie nie mamy możliwości rozwiązania umowy z lekarzem rezydentem. Kodeks pracy ściśle reguluje, kiedy pracodawca może ją rozwiązać. Jednocześnie informujemy, że obecnie lekarz rezydent nie przebywa na terenie szpitala – jest na urlopie. Ma także zakaz wglądu w dokumentację medyczną pacjenta oraz zakaz pozyskiwania od lekarzy informacji na temat stanu jego zdrowia – dodaje rzeczniczka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze