Reklama

Tragiczny finał gali bicia się po twarzy. Zawodnik w ciężkim stanie w szpitalu [WIDEO]

24/10/2021 10:13

W trakcie mistrzostw slap fightingu, zorganizowanych w sobotę, 22 października we Wrocławiu, jeden z zawodników doznał poważnych obrażeń. Przebywa w szpitalu, a lekarze oceniają jego stan na bardzo ciężki.

Artur „Waluś” Walczak, znany strongman, trafił do szpitala po nokaucie ze strony rywala Dawida "Zalesia" Zalewskiego, zwycięzcy tegorocznej edycji zawodów, w trakcie wrocławskiej gali PunchDown. Oświadczenie w tej sprawie zamieścili organizatorzy mistrzostw slap fightingu (policzkowania się) na Facebooku. 


"Jest to bardzo nieszczęśliwe zdarzenie, jedno z tych, których nikt sobie nie życzy, jakkolwiek jest ono wpisane w ryzyko związane z tą dyscypliną sportu. Podczas nieszczęśliwego zdarzenia z wczorajszego wieczoru natychmiastowo zareagowali obecni na miejscu ratownicy medyczni, którzy przenieśli Artura w bezpieczne miejsce, w którym otrzymał pomoc doraźną i zostać poddany dalszej ocenie medycznej. Zawodnik zachowywał przytomność, ale zaobserwowane przez ratowników niepokojące symptomy neurologiczne skłoniły ich do wezwania na miejsce pogotowia ratunkowego, co niezwłocznie uczyniono. Następnie pogotowie przetransportowało Artura do jednego z wrocławskich szpitali w celu udzielenia mu dalszej specjalistycznej pomocy. Na początku przyszłego tygodnia zostanie przygotowany szczegółowy raport medyczny z przebiegu zdarzenia" - czytamy w oświadczeniu.
 
 
 
Stan zawodnika relacjonował w sobotni wieczór w mediach społecznościowych Piotr Witczak, zawodnik MMA, znany jako Bonus BGC. Poinformował m. in. o tym, że oczekiwanie na karetkę po nokaucie w Studio P1 The Next Level przy Szewskiej trwało 30 minut.
 
"Artur jest obecnie w stanie krytycznym. Odciągnęli mu krew z połowy półkuli, reszty nie dali rady. Po uderzeniu wytworzył się ogromny krwiak. To czekanie na karetkę mogło zdecydować o jego zdrowiu. Artur ma ciężkie uszkodzenie mózgu. Niestety nie rokuje to dobrze. Jest malutka szansa na przeżycie. Świat się kończy" - pisał Witczak na Instagramie. 

Incydent komentuje lekarz


- W tej dyscyplinie każdy z zawodników ma przyjąć cios, który normalnie w boksie prowadzi do nokautu zawodnika. Nie może się przed nim bronić, nie ma też żadnej amortyzacji takiego uderzenia. W teorii uderzenia mają następować palcami, ale w praktyce są wykonywane środkiem dłoni, co powoduje zupełnie inne przekazywanie sił na czaszkę. Wstrząs mózgu jest wtedy niemalże gwarantowany - mówi Szymon Manasterski, wrocławski ortopeda.
 
I dodaje: - U zawodnika doszło prawdopodobnie do krwawienia do mózgowia, czyli pęknięcia naczynia krwionośnego, które wypompowało krew do głowy. Takie zdarzenie bywa śmiertelne, niezależnie od tempa przyjazdu karetki. Do takiego samego efektu może dojść w sytuacji, gdy pieszy na pasach, potrącony przez samochód, uderza głową w maskę. Oczywiście czas przyjazdu karetki sprzyja pacjentowi, ponieważ trzeba zrobić mu pilną tomografię oraz pilnie odbarczyć chirurgicznie rosnące ciśnienie w mózgu. Natomiast nawet natychmiastowa interwencja nie daje gwarancji uniknięcia trwałych, ciężkich deficytów neurologicznych, ponieważ krew działa bardzo uszkadzająco na neurony.
 
Felerny pojedynek można zobaczyć od 18. do 44. sekundy wideo z gali.


 
Artur „Waluś” Walczak ma 46 lat i pochodzi z Gniezna. - Moje dzieciństwo nie było łatwe. Miałem wybór: albo zostać podwórkowym łobuziakiem albo wziąć się za sport. Wybrałem sport. Moje otoczenie mnie przekreślało, ale udowodniłem im, że będę kimś i będą mnie miło wspominać - mówi.
 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości