Wrocławianie, którzy w poniedziałek rano chcieli wejść na Rynek, nie zostali tam wpuszczeni. Potem podobnie było na Alei Wielkiej Wyspy. Tym, którzy chcieli robić zdjęcia, ochrona siła zasłaniała telefony komórkowe i grozia półmilonowymi karami. A wszystko dlatego, że swoją reklamę kręcił w tych miejscach Red Bull. Główną rolę grał w niej bolid Formuły 1. A wrocławianie pytali nas - ile miasto na tym zarobiło i czy każdy może sobie zamknąć ulicę, by kręcić na niej co mu się podoba. Sprawdziliśmy.
Odpowiedzi na pierwsze pytanie nie poznamy. Bo choć wrocławscy urzędnicy mają usta pełne frazesów o transparentności i przejrzystości, nie chcą odpowiedzieć, ile firma Red Bull zapłaciła Wrocławiowi za zamknięcie Rynku i Alei Wielkiej Wyspy. - Ale nie są to standardowe stawki - ucina Bartłomiej Nowak z Wrocławskich Inwestycji, zasłaniając się tajemnica handlową. Gdyby stawki były standardowe, zajęcia na cały dzień drogi krajowej lub wojewódzkiej w obrębie Wrocławia kosztuje 5 złotych za każdy metr kwadratowy, a powiatowej lub gminnej - 4,50 zł.
BOLID ZAGRAŁ W REKLAMIE WE WROCŁAWIU - KLIKNIJ I ZOBACZ ZDJĘCIA
Czy każdy może wynająć sobie ulicę we Wrocławiu, by nagrywać tam film, albo... rolkę na instagram? Okazuje się, że tak. - Zgodnie z prawem, każdy może zająć pas drogowy (na wyłączność, pod organizację ogródka, reklamę, roboty drogowe, ustawienie rusztowania lub innego urządzenia) pod warunkiem, że złoży stosowny wniosek i organ zarządzający ruchem drogowym wyrazi na to zgodę, zatwierdzając projekt organizacji ruchu zastępczego - tłumaczy Tomasz Sikora z Urzędu Miejskiego Wrocławia.
Czy to oznacza, że drogę można zamknąć nawet na kilka dni? Nie do końca. - Ulica jest zajmowana na czas ustalony z zajmującym. Miasto często ingeruje w te terminy, np. nie zgadzajac się na zajęcie pasa w czasie szczytów komunikacyjnych albo ustalając takie zajęcie, by był możliwy przejazd tymczasowy, by były zapewnione parkingi dla mieszkańców - wyjaśnia Tomasz Sikora.
Do kogo trafiają pieniądze za zajęcie pasa? - Pieniądze za zajęcie pasa drogowego standardowo trafiają do Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta, choć czasem też producent filmu pyta radnych osiedlowych, co może zaoferować lokalnej wspólnocie, by zrekompensować utrudnienia - mówi nam urzędnik.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze