Władysław N., były bokser, stanął dziś przed wrocławskim sądem. Mężczyźnie zarzuca się dwa pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Jego ofiary to konkubina oraz zięć.
Był kwiecień 2018 roku. Władysław N. wyszedł z mieszkania przy ul. Pereca po alkohol. Kupił wódkę, pod sklepem wypił piwo i wrócił do domu. Tam wywiązała się awantura. Nie wiadomo, o co poszło. Faktem jest, że w wyniku sprzeczki doszło do szamotaniny. W efekcie, jak chce prokuratura, Władysław N. uderzył Krystynę M. tak, że ta wpadła przez drzwi do spiżarni. Były bokser okładał też ciosami swojego zięcia, który z nimi mieszkał.
Po tym, jak ich pobił, wyszedł z domu, a kobieta i mężczyzna zmarli od odniesionych obrażeń.
W sądzie Władysław N. próbował tłumaczyć, że tylko się bronił, bo był atakowany i że jego ofiary miały nóż. Podkreślał, że nie chciał nikogo zabić, a teraz sam chce umrzeć.
Przyznawał przy tym, że - bijąc zięcia - wyprowadzał bokserskie ciosy. Władysław N. uprawiał tę dyscyplinę w latach 80. Być może to dlatego, że umiał odpowiednio uderzać, obrażenia były na tyle poważne, że konkubina i zięć zmarli.
Jednocześnie stwierdzono, że Władysław N. nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co robi. Powód: wypity alkohol, ale też… urazy głowy oskarżonego, których nabawił się podczas uprawiania boksu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze