Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze wszczęła śledztwo w sprawie nieprawidłowości podczas drugiej tury wyborów prezydenckich 1 czerwca. - Podstawą wszczęcia tego postępowania było uzyskanie informacji, że podczas oględzin kart do głosowania w pakiecie zawierającym głosy oddane na Karola Nawrockiego, znajdowały się ważne głosy, oddane na Rafała Trzaskowskiego - przekazała we wtorek w oficjalnym komunikacie prokuratura. Śledztwo dotyczy "użycia podstępu" i "dopuszczenia do nadużyć".
Chodzi o Obwodową Komisję Wyborczą nr 6 z Kamiennej Górze - jedną z tych, która już wcześniej znalazła się na liście kilkunastu komisji wyborczych w Polsce, gdzie głosy przypisano nie temu kandydatowi, któremu należało. Zlecone przez Sąd Najwyższy ponowne liczenie głosów w kamiennogórskiej komisji potwierdziło, że wybory wygrał tam nie Karol Nawrocki, a Rafał Trzaskowski. Prokuratura twierdzi, że chodzi o złamanie art. 248 pkt 2 i 4 Kodeksu Karnego.
Co mówią te przepisy? "Kto w związku z wyborami do Sejmu, do Senatu, wyborem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wyborami do Parlamentu Europejskiego, wyborami organów samorządu terytorialnego lub referendum używa podstępu celem nieprawidłowego sporządzenia listy kandydujących lub głosujących, protokołów lub innych dokumentów wyborczych albo referendalnych (...) oraz (...) dopuszcza się nadużycia lub dopuszcza do nadużycia przy przyjmowaniu lub obliczaniu głosów podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".
W pierwszej turze wyborów w komisji nr 6 w Kamiennej Górze na Rafała Trzaskowskiego głosowało 321 wyborców, na Karola Nawrockiego - 174. W drugiej turze okazało się, że Nawrocki niespodziewanie zebrał aż 368 głosów, a Trzaskowski - tylko 368. By było to możliwe, na Nawrockiego musieliby głosować nie tylko wszyscy wyborcy Sławomira Mentzena, Grzegorza Brauna, Krzysztofa Stanowskiego, Marka Jakubiaka, Artura Bartoszewicza i Macieja Maciaka, ale i większość tych, którzy w pierwszej turze poparli Szymona Hołownię, Magdalenę Biejat, Adriana Zandberga i Joannę Senyszyn.
Dziś wiadomo już, że wspomnianego poparcia Nawrocki wcale nie zdobył. Po prostu część głosów oddanych w drugiej turze na Rafała Trzaskowskiego komisja z Kamiennej Góry zaliczyła na konto Karola Nawrockiego. Jak to możliwe? Marcin Rybak z "Gazety Wyborczej" dotarł do świadków liczenia głosów w tej komisji. Według jego relacji, członkowie komisji mieli wysypać wszystkie karty z urny na stół. "Karty z ważnymi głosami były układane w dwa stosy: jeden to głosy na Trzaskowskiego, a drugi na Nawrockiego" - mówi anonimowy informator dziennikarza. To wtedy część kart z głosami na Trzaskowskiego ktoś dołączył do zestawu z głosami na jego rywala. Potem przeliczono liczbę kart w obu stosach, ale nikt już nie sprawdzał nazwisk. Wynik trafił do protokołu, a komisja rozeszła się do domów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze