Cztery miesiące po tym, gdy w domu jednorodzinnym w podwrocławskich Prusiach strażnik więzienny zastrzelił dwójkę swoich małych dzieci i teściową, prokuratorom wciąż nie udało się przesłuchać sprawcy tego dramatu. Adam Sz. jest w więziennym szpitalu. - Z uwagi na jego stan zdrowia nie jest aktualnie możliwe przeprowadzenie czynności procesowych - tłumaczy portalowi TuWroclaw.com prokuratura.
Do potrójnego zabójstwa w rodzinie z Prusic doszło 28 marca wieczorem po domowej awanturze. Jej sprawcą był 51-letni Adam Sz., strażnik więzienny z Wrocławia, dowódca specjalnej jednostki zajmującej się tłumieniem buntów więźniów. Justyna, żona Adama, po sprzeczce wyszła z pokoju, poszła do dzieci. 51-latek został sam z teściową. Chwycił za broń. Strzelił kobiecie prosto w głowę. Nie miała szans na przeżycie. Zabójca pobiegł do pokoju dziecinnego. Na oczach żony strzelił do pięcioletniej córeczki - Kingi i dziewięcioletniego synka - Juliana. Dziewczynka zmarła na miejscu. Chłopiec po długiej reanimacji trafił na oddział intensywnej terapii szpitala. Zmarł trzy dni później.
51-letni napastnik próbował popełnić samobójstwo. Lekarze go uratowali. Do dziś nie udało się go jednak przesłuchać. Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle stanie przed sądem.
- Wobec podejrzanego nadal stosowany jest środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania - powiedziała dziś portalowi TuWroclaw.com Karolina Stocka-Mycek z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Adam Sz. cały czas leży w więziennym szpitalu. Niedawno przeniesiono go z Poznania do Łodzi. - Z uwagi na jego stan zdrowia nie jest aktualnie możliwe przeprowadzenie czynności procesowych - mówi Karolina Stocka-Mycek. Dodaje, że prokuratura cały czas przesłuchuje w tej sprawie świadków, czeka także na opinie biegłych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.