Policja ma już wstępne ustalenia po poważnym wypadku tramwaju i autobusu, do którego we wtorek 6 maja doszło na skrzyżowaniu al. Kochanowskiego i al. Różyckiego we Wrocławiu. Okazuje się, że winę ponosi motorniczy, który przejechał tramwajem na czerwonym świetle. Ciąży na nim zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.
Ze wstępnych informacji przekazanych dzisiaj przez wrocławską policję wynika, że motorniczy nie zastosował się do sygnalizacji świetlnej i przejechał przez skrzyżowanie na czerwonym świetle, w wyniku czego autobus miejski linii D uderzył w pojazd. - Mężczyźnie grozi zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym - powiedział dzisiaj Tuwroclaw.com Wojciech Jabłoński z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.
Spowodowanie katastrofy komunikacyjnej to czyn z art. 173 kodeksu karnego. Paragraf 1 mówi, że "Kto sprowadza katastrofę w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym zagrażającą życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10".
Przypomnijmy - w wypadku ucierpiało aż trzynaście osób, sześcioro z nich zostało przewiezionych do szpitala, w tym jedno dziecko. Ranne osoby nadal przebywają w placówce, ich obrażenia nie zagrażają ich życiu. - Motorniczy to młody, około 30-letni mężczyzna. Jego staż pracy jest bardzo krótki, pracę w MPK rozpoczął w 2025 roku - słyszymy od Daniela Miśka, rzecznika prasowego MPK. Spółka póki co nie odnosi się do zarzutów, jakie ciążą na pracowniku. - Spółka podejmie adekwatne decyzje - ucina rzecznik Daniel Misiek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze