W kiczowatym motelu niedaleko Disnelandu, zamieszkiwanym przez ludzi klepiących biedę, mała dziewczynka rozrabia i przeżywa przygody. „The Florida Project” to film wyjątkowy i ocierający się o arcydzieło. W piątek wchodzi do kin.
O reżyserze tej produkcji, Seanie Bakerze, zrobiło się głośno za sprawą komediodramatu „Mandarynka”, który został nakręcony IPhonem. Jego bohaterkami są dwie transseksualne prostytutki, a akcja tej historii rozgrywa się w Los Angeles w Boże Narodzenie. Ten film zrobił równie wielkie zamieszanie, jak jej bohaterki. Reżyser świetnie poprowadził aktorów, a sposób realizacji „Mandarynki” okazał się strzałem w dziesiątkę.
Akcja „The Florida Project” rozgrywa się w motelu Magic Castle znajdującym się niedaleko Disneylandu. Mieszkają tam osoby z marginesu społecznego, w tym mała niesforna dziewczynka, która wraz z matką ledwie wiążą koniec z końcem. Nie przeszkadza to jednak dziewczynce w dobrej zabawie i harcach, dzięki którym próbuje uciekać od ponurej rzeczywistości.
Sean Baker znów udowodnił, że ma w sobie dużo empatii i wrażliwości. Pokazał też, jak bacznym i świetnym jest obserwatorem i opowiadaczem historii. Rewelacyjnie pracuje z aktorami, zarówno tymi profesjonalnymi (znakomity Willem Dafoe), jak i z naturszczykami.
Końcowy efekt jest intrygujący. „The Florida Project” to gorzka i tragikomiczna polemika z amerykańskim snem, ale jednocześnie przepiękna opowieść o magii dzieciństwa i dostrzeganiu piękna tam, gdzie pozornie go nie ma. Cytując pisarza Davida Mitchella, może magia jest po prostu normalnością, do której ludzie jeszcze nie przywykli.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze