Chwile grozy na jednej z dróg wojewódzkich pod Wrocławiem. W pobliżu Długołęki kierowca tira chciał urozmaicić sobie podróż i pędził... pod prąd! Na szczęście został zatrzymany przez policjantów zanim zrobił komuś krzywdę, a po interwencji mundurowych miał pretensje o - jego zdaniem - nieuzasadnione zatrzymanie. Twierdził bowiem, że przecież nic się nie stało, bo nikt nie zginął.
Do mrożących krew w żyłach doszło w porze nocnej. Widoczność była mocno ograniczona, ale w żaden sposób nie usprawiedliwia to kierowcy, bowiem przeciwległe pasy ruchu dzielą bariery energochłonne. Prowadzący samochód ciężarowy wymuszał na innych uczestnikach ruchu osobliwe pierwszeństwo i chyba tylko cudem nic nikomu się nie stało.
Pojazd zatrzymali dopiero policjanci. - Podczas przeprowadzania kontroli drogowej 48-letni kierowca tira był oburzony całą sytuacją. Oświadczył funkcjonariuszom, że według niego przecież nic się w sumie nie stało, bo nikogo nie zabił. Miał również pretensje o to, że funkcjonariusze go zatrzymali niepotrzebnie i przeszkadzają mu w pracy, obarczając kosztami postoju - informuje sierż. Monika Perec z wrocławskiej policji.
Mężczyzna stracił już prawo jazdy, a teraz grozi mu wysoka grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze