Rudy Dante spał na „Boskiej Komedii”, Nutka preferuje „Anatomię dla artysty”. Koty w Antykwariacie Naukowym przy ul. Szewskiej we Wrocławiu stały się równie rozpoznawalne jak regały pełne białych kruków.
– Pracował z nami Michał Franek, któremu mama kategorycznie zabroniła hodowania kotów w domu – wspomina Małgorzata Chabińska-Piątek, właścicielka Antykwariatu Naukowego przy ul. Szewskiej we Wrocławiu. – Powiedziałam wtedy: „Panie Michale, skoro mama nie chce się zgodzić, będzie pan miał własnego kota w pracy”. I tak trafił do nas malutki, rudy kocur. Imię wzięło się stąd, że mieliśmy akurat piękne wydanie „Boskiej Komedii”. Zeskakując z krzesła na wystawę, kot notorycznie kładł się właśnie na dziele Dantego.
Rudzielec przeżył w antykwariacie 16 lat, stając się najsłynniejszym kotem we Wrocławiu. O jego ogromnej popularności najlepiej świadczy fakt, że sam jego profil na Facebooku śledziło aż 10 tysięcy osób, a dziś Wrocławianie mogą podziwiać pomnik zwierzęcia, który stanął tuż przed wejściem do antykwariatu. Był nie tylko piękny, ale i dał początek prawdziwej dynastii, będąc synem Izabelli, osobistej kotki pani Małgorzaty. – Raz do roku rodziło nam się osiem, czasem siedem rudych kociątek. Gdy tylko wywieszaliśmy kartkę z informacją, że mamy maluchy po Dantem i Izabeli, te koty potrafiły się rozjeżdżać po całej Polsce, od Katowic po Gdańsk – dodaje właścicielka.

Kolejne lata przynosiły nowe mioty. Nie trzeba pić z nimi bruderszaftu, by od razu się zaprzyjaźnić, choć to literackie salony. Kocie imiona nawiązywały do sztuki, literatury lub filozofii. Rudego Dantego zastąpił Tycjan, który pewnego wieczora przepadł bez wieści. Okazało się, że ktoś go ukradł z przystanku przy ulicy Wita Stwosza. Do właścicieli dotarły później smutne wieści o jego tragicznym wypadku.
Wielką sympatię klientów zyskały bliźnięta – Dolcio (imię otrzymał po równie charakternym Adolfie Dymszy) oraz Molly (zwierzę ostatecznie zamieszkało w Łodzi).
– Dolcio był rozrabiaką. Któregoś dnia się rozchorował. Nasz pracownik, pan Piotr, zabrał go do weterynarza. Żeby kot miał ciepło podczas rekonwalescencji, wziął go do swojego mieszkania. I tak Dolcio – czarny kocur z eleganckim białym krawacikiem – całkowicie się zadomowił. Później i kot terapeutycznie leczył Piotra. I faktycznie, leczy go do dziś – opowiada pani Małgorzata.
Dziś antykwariackich włości strzeże urocza Nutka – pierwsza kocia dama w antykwariacie. Kiedyś dzika, teraz absolutna pieszczoszka. Jej imię nie jest przypadkowe: jako malutka kuleczka miała na białym grzbiecie łatkę w kształcie nuty, co pasowało do miejsca, które zajmuje się również skupem arkuszy muzycznych.

Co ciekawe, w codziennych obowiązkach wspiera ją... pies. Ten sam, którego wizerunek widnieje na papierowych torbach z antykwariatu. – Mamy 12-letniego Kokosa, rasy american eskimo dog. To nasza puszysta kulka i prawdziwy „prezes firmy”, który bacznie pilnuje ulicy. I dowód na to, że wszelkie antagonizmy psie-kocie to nieprawda! Koty uwielbiają psy, a psy koty – zaznacza szefowa antykwariatu. – Niunia to bardzo mądry kot. Gdy rano przychodzę z Kokosem, zwierzaki najpierw się ze sobą witają. Potem kotka idzie sprawdzić pogodę: dwie łapy wystawia na dwór, dwie trzyma w antykwariacie. Dopiero po tym rytuale idzie na śniadanie.
Nutka (nazywana też Niunią) dba o porządek nie tylko u boku Kokosa. Zgodnie z kocią tradycją – łapie myszy i szczury. Jej ulubioną pozycją książkową, na której wyleguje się na witrynie, jest monumentalna „Anatomia dla artysty”.
Koty odpoczywające na wystawie wywołują mnóstwo sytuacji zebranych w anegdoty. – To, że kot wylewa się na witrynie, to jego własna, prywatna inicjatywa – śmieje się pani Małgorzata. – Zdarzyło się, że starsza pani pukała w szybę (czego kategorycznie robić nie wolno!) i zdziwiona pytała, czy to jest zabaweczka i gdzie w ogóle wkłada się do niej baterie. Albo dzieje się sytuacja, gdy w antykwariacie obudzi się stara mucha. Koty skaczą pod sam sufit, tłuką muchę, a my musimy potem odkurzać całą wystawę.
Antykwariat stał się wręcz lokalną atrakcją turystyczną. Przewodnicy miejscy przyprowadzają tu wycieczki na tzw. kocie głaskanie pomnika Dantego.
– Koci ceremoniał miziania to coś bardzo miłego. Sama powtarzam dzieciom: „Chcesz mieć szczęśliwy dzień? Pogłaskaj tego kotka: uszka, nosek, policzek, grzbiecik i zrób ping-pong w ogonek”. Martwi mnie tylko to, że tak wiele osób przychodzi wykrzykując „O, jaki kotek!”, zupełnie nie patrząc na to, jakie książki mamy na wystawie – mówi właścicielka.

Chciałaby, żeby ludzie na nowo przypomnieli sobie o literaturze drukowanej na papierze. – Cieszę się, gdy rodzice przychodzą do nas z dziećmi, bo choć nazywamy się Antykwariatem Naukowym, mamy masę literatury dla najmłodszych i dla każdego czytelnika. Zatem zapraszamy do nas wszystkich! Koty czekają, ale czekają też wspaniałe książki – podsumowuje Małgorzata Chabińska-Piątek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze