Wrocławska Ekostraż interweniowała w Malczycach koło Środy Śląskiej. W jednym z gospodarstw pies konał w kojcu. Drugi pies, po otruciu, został zakopany w ziemi. Właściciele nie chcieli wskazać miejsca, w którym go pochowali. Pies, który przeżył, walczy o życie pod okiem lekarzy weterynarii.
- Zatruty pies, którego znaleźliśmy zziębniętego, cierpiącego i w konwulsjach padaczkowych w kojcu Malczycach nadal jest w dramatycznym stanie. Cierpiał - bez jakiejkolwiek reakcji właścicielki - przynajmniej 2 dni. Świadczą o tym jego stan oraz bolesne bruzdy w ziemi, wyżłobione w błocie jego konwulsjami. Do tego wszystkiego, gdy miał ciągłe, utrwalone, nieprzerwane napady padaczkowe uderzał głową w beton - czytamy na profilu na Facebooku Ekostraży.
Okazuje się, że już wcześniej zgłaszano niedopatrzenia w sposobie traktowania zwierząt przez tych właścicieli. Ekostraż pierwszy raz do tego domu w Malczycach pojechała w zeszłym roku. Wówczas jednak nie było do czego się przyczepić: kojce posprzątane, karma przygotowana. W ostatnim czasie, kilka dni temu, po ponownym zgłoszeniu tego samego domu doszło do kolejnej interwencji.
- Podobno dochodziło nie tylko do nadużyć wobec zwierząt, ale także wobec dzieci. Właściciele utrzymują, że to nie oni otruli psy. Wskazywali, że pies sąsiadki z góry również został otruty. Poszliśmy więc do tej sąsiadki. Okazało się, że miała tylko jednego psa, który w naszej ocenie był zdrowy i zadbany - mówi Katarzyna Szakowska, rzecznik prasowa Ekostraży. - Kontaktowaliśmy się z tamtejszym lekarzem weterynarii, który mówi, że walczyła o dobro psów z tego domu od 16 lat. Jednak gmina i policja nie reagowały. Weterynarz poinformowała nas także, że właściciele wykonali jeden telefon do lecznicy w sprawie psa. Dostali odpowiedź, że mają z psem przyjechać lub go przynieść. Do wizyty jednak nie doszło.
Wolontariuszom Ekostraży udało się uratować jednego psa. Drugi skonał w męczarniach, dopiero wczoraj udało się odkopać jego zwłoki. Nie wiadomo jednak, czy pies, który przeżył, wygra walkę o zdrowie. Rokowania lekarzy są ostrożne.
- Pies jest w śpiączce farmakologicznej, z której raz po raz jest wybudzany. Nie wiadomo jednak, w jakim stanie jest jego mózg i czy nie będzie potrzebna eutanazja. Pies miał gromadne ataki padaczkowe, które teraz się uspokoiły. Był również problem z regulacją temperatury i tętna - opisuje Szakowska. - Teraz wygląda lepiej, ale jest też umyty i wyczesany. Nie wiemy, czy przeżyje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze