Na jednym z portali aukcyjnych ktoś próbował sprzedać znaczek pochodzący z wrocławskiego Muzeum Poczty i Telekomunikacji. To tylko potwierdza, że w placówce faktycznie mogło dochodzić do nieprawidłowości. Sprawa „znikających” eksponatów wypłynęła na jaw już prawie dwa miesiące temu.
- To nie jest nowa sprawa. Już w lipcu informowaliśmy, że w muzeum jest jakiś problem. Wtedy okazało się, że w zbiorach brakuje kilku eksponatów. Nie wykluczaliśmy też, że zniknęły znaczki – mówi w rozmowie z tuWroclaw.com Jarosław Perduta, rzecznik prasowy urzędu marszałkowskiego. - Efektem podjętych przez nas działań było zwolnienie z pracy ówczesnej pani dyrektor i powołanie nowej kadry zarządzającej, która miałaby opanować sytuację w muzeum – dodaje Perduta.
W toku śledztwa niektórzy pracownicy zeznawali, że była dyrektor nakłaniała ich do poświadczania nieprawdy w dokumentach inwentaryzacyjnych, które wskazywały nieprawidłowości. Cała sprawa na jaw wypłynęła w okolicach marca bieżącego roku. O zniknięciu eksponatów policję poinformowali pracownicy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którzy z anonimowych źródeł dowiedzieli się o tym, że z wrocławskiego muzeum zniknęła część eksponatów.
Przeprowadzona kontrola faktycznie wykazała, że w muzeum brakuje kilku zabytkowych aparatów telefonicznych i centralek. Pojawiły się też podejrzenia, że poza muzealne mury mogły zostać wyniesione także unikatowe znaczki pocztowe, jednak na tym etapie ciężko było wskazać, o które egzemplarze chodzi. W zbiorach Muzeum Poczty i Telekomunikacji przechowywanych jest około 10 mln znaczków i tylko bardzo szczegółowa kontrola mogłaby wykazać, o które egzemplarze chodzi. Na taką się jednak nie zdecydowano, bo ciągnęłaby się miesiącami.
Sprawa nabrała tempa, gdy okazało się, że jeden ze znaczków, którego miejsce jest w zbiorach muzeum, został wystawiony na aukcji internetowej. - To, co wydarzyło się dziś, potwierdza tylko nasze wcześniejsze podejrzenia, że znaczki z kolekcji muzeum trafiły do obrotu prywatnego – zauważa Jarosław Perduta. Z racji tego, że są to przedmioty unikalne ciężko określić skalę strat materialnych, jakie mogło ponieść muzeum. - Te znaczki mają wartość kolekcjonerską trudną do oszacowania – dodaje rzecznik prasowy marszałka.
Na razie nie wiadomo kiedy dokładnie eksponaty zaczęły znikać z muzeum, ani kto stoi za tym procederem. Sprawą badają odpowiednie służby.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze