Magistrat zamierza na dobre uporać się z wandalami, regularnie mażącymi sprayami po ścianach. W tym celu wygospodaruje dodatkowe środki na zakup przenośnego monitoringu dla policji czy wynajęcie ekip malarskich, które błyskawicznie będą zamalowywać bohomazy. - Ale najważniejsze jest wytworzenie atmosfery dezaprobaty dla działań grafficiarzy - podkreśla wiceprezydent Adamski.
Wiceprezydent Wrocławia Wojciech Adamski chce, by miasto skuteczniej niż do tej pory walczyło z grafficiarzami.
Policja wytypowała około 40 osób, które regularnie malują po budynkach, a w 20 przypadkach udało się dopasować nazwiska do konkretnych tagów (charakterystycznego podpisu każdego malującego po murach).
- Samo łapanie tych, którzy mażą po ścianach, nie wystarczy. Trzeba dodatkowych rozwiązań - mówi Wojciech Adamski.
Adamski tłumaczy, że najskuteczniejszym sposobem na zniechęcenie grafficiarzy jest błyskawiczne usuwanie ich "dzieł", tak, aby rano już ich nie było.
- Tagi to taki dziwny sposób na zaznaczenie terenu, pochwalenie się. Jeśli rano ich nie będzie i nikt ich nie zobaczy, to motywacja grafficiarzy spadnie - podkreśla wiceprezydent naszego miasta.
Magistrat już powołał specjalne komórki w Zarządzie Zasobu Komunalnego i spółce Wrocławskie Mieszkania, które mają zająć się kompleksowym zwalczaniem graffiti. Mają one współpracować z policją czy strażą miejską i wskazywać miejsca szczególnie narażone na ataki wandali.
- Trzeba to zrobić bez względu na koszty - zaznacza Wojciech Adamski.
Wiceprezydent tłumaczy, że skuteczne czyszczenie miasta z bohomazów często utrudnia fakt, że z publicznych pieniędzy nie można sfinansować np. usunięcia graffiti z budynków nie należących do miasta.
- Rozmawiamy już na ten temat z właścicielami zwłaszcza tych wyremontowanych budynków. Liczymy, że uda się wypracować rozwiązanie - dodaje Adamski.
Magistrat rozważa m.in. utworzenie specjalnego funduszu antygraffiti, z którego mogłyby być pokrywane koszty usuwania malunków ze ścian prywatnych budynków.
- Na razie trwa analiza prawna, czy można to zrobić z publicznych środków - podkreśla Wojciech Adamski.
To nie koniec. Urzędnicy deklarują, że sfinansują zakup dodatkowego sprzętu dla policji i straży miejskiej, który ma wspomóc walkę z grafficiarzami. Chodzi o mobilny monitoring, który miałby być instalowany w okolicy odnowionych obiektów.
Miasto wynajmie też dodatkowe ekipy malarskie, które będą odpowiedzialne za błyskawiczne zamalowywanie graffiti z miejsc zgłoszonych przez ZZK czy WM.
- Większe restrykcje dla wandali też są niezbędne, ale to już zadanie policji. Najważniejsze jest jednak stworzenie atmosfery dezaprobaty dla takich działań. Tak poradzili sobie z grafficiarzami w Wiedniu i holenderskiej Bredzie - dodaje Wojciech Adamski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze