W wieku 79 lat zmarł Ludwik Denderys, olimpijczyk z Monachium w 1972 roku oraz dwukrotny brązowy medalista mistrzostw Europy w boksie. W wadze ciężkiej sześciokrotnie stawał na podium mistrzostw Polski.
Ludwik Denderys walczył w Gwardii Wrocław, z którą w 1966 roku zdobył drużynowe mistrzostwo Polski. Po zakończeniu kariery został trenerem bokserskich grup w macierzystym klubie.
Ludwik Denderys urodził się 26 kwietnia 1944 roku w Młyńsku koło Trembowli, które obecnie jest miastem rejonowym na zachodniej Ukrainie w obwodzie tarnopolskim. "Repatriant ze wschodnich terenów Rzeczypospolitej osiadł po zakończeniu wojny wraz z matką w Strzelinie koło Wrocławia. Bezpośrednią inspiracją do uprawiania boksu były echa pomyślnych dla Polaków mistrzostw Europy w Warszawie w 1953 roku" - czytamy na olimpijski.pl.
Trzykrotnie wystąpił w Mistrzostwach Europy. W Berlinie w 1965 roku odpadł w ćwierćfinale, za to w 1969 i 1971 zdobył brązowe medale. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium już w pierwszej walce trafił na późniejszego mistrza Teófilo Stevensona z Kuby i przegrał.
Zdobył tytuł mistrza Polski w 1969, w 1968 i 1970 był wicemistrzem kraju, a w 1964, 1966, 1967 roku wywalczył brązowe medale. Sześć razy wystąpił w reprezentacji Polski, odnosząc 3 zwycięstwa i 3 pojedynki przegrywając. W swojej karierze rozegrał 243 walki, z czego 186 wygrał, 11 zremisował i 46 przegrał. Mierzył 188 cm wzrostu i ważył 94 kg. Jego głównym rywalem w kraju był Lucjan Trela.
Jak podaje interia.pl, po zakończeniu czynnej kariery pozostał cenionym szkoleniowcem, któremu wiele zawdzięczają ostatni polski medalista olimpijski Wojciech Bartnik, były mistrz Europy w wadze ciężkiej Przemysław Saleta, jak również m.in. Mariusz Cieśliński, wielokrotny medalista oraz mistrz świata w kick-boxingu, a także pierwszy polski zawodowy mistrz świata w boksie tajskim.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze