Kozanów został zalany w 1997 roku. Po 13 latach woda ponownie wdarła się na wrocławskie osiedle. Czemu? Każdy może spróbować odpowiedź sobie na to pytanie sam. Poniżej przeczytać można komentarz dziennikarza tuWroclaw.com, który w sobotę na bieżąco informował o sytuacji na Kozanowie. Zapraszamy do dyskusji.
W piątek przed południem woda zaczęła zalewać działki od strony ul. Celtyckiej. Z minuty na minutę pokrywała coraz większą przestrzeń i zbliżała się do wałów. Ówczesne działania w tamtej okolicy opierały się jedynie na zakazie wejścia gapiów na ten teren (nieskutecznym zresztą). W okolicy nie było worków ani piasku.
Natomiast na Ignuta... rozstawiono sztuczne zapory przeciwpowodziowe (folia, która je pokrywała do ziemi przytwierdzona była... położonym na niej łańcuchem...), a wojsko wraz z mieszkańcami ustawiało wał z worków (na oko 1-1,5 m). To miało powstrzymać napierającą rzekę.
Jak się okazało następnego dnia - jakie zabezpieczenia, taka ochrona. Woda przeszła i zalała budynki przy Ignuta. Mimo szybkiej akcji mieszkańców (przenosili zalane worki i budowali prowizoryczny wał), rwący potok zaczął wlewać się w Kozanów. Najbliżej stojące bloki przy Dokerskiej zostały zalane prawie do wysokości wejścia na klatkę schodową (prowadzą na nią kilkunastostopniowe schody). Woda sięgała, w zależności od miejsca, od kolan aż po pachy. Brak nowego piasku i worków (przyjechały może dwa busy z workami z piaskiem) spowodował, że w przeciągu chwili Dokerska stała się korytem dla płynącego potoku. Dopiero około godziny 17.00 na skrzyżowaniu Ignuta z Kozanowską wysypano dwie wywrotki piasku i przywieziono worki. Walka trwała dalej, ale było już za późno...
Władze miasta zawiodły. Już w piątek wieczorem widać było, jaki poziom ma Odra we Wrocławiu. Już wtedy Kozanów zaczął być podmywany. Czy nie lepiej było zawczasu zmobilizować wojsko (w trakcie zalewania osiedla dojeżdżały dodatkowe siły żołnierzy), bo mieszkańcy (nie licząc tych piwkujących i grillujących) spisali się wzorowo.
Czy nie lepiej było od razu przywieźć, nawet na wszelki wypadek (jak to w Polsce mówimy - strzeżonego Pan Bóg strzeże), kilku wywrotek z piaskiem? Zapewnić wystarczającą ilość worków? Udrożnić studzienki? Ustawić odpowiednio więcej zapór, wałów itp? Wszystko to zostało zrobione, ale po tym, jak woda wdarła się na Kozanów, a wtedy było już za późno.
Postawa Pana Prezydenta Rafała Dutkiewicza? Niech za jej opis posłuży odpowiedź udzielona na zadane podczas spotkania z dziennikarzami w Centrum Zarządzania Kryzysowego pytanie "ile piasku przywieziono do Wrocławia?", która brzmiała – "Pół Sahary". Interesujące podejście. Ciekawe czy na żarty zbierało się również zalewanym mieszkańcom Kozanowa...
Autor tekstu, Maciek Raińczuk, był na Kozanowie przed, w trakcie i po przerwaniu wału.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze