Reklama

Olog-hai, MPK, Muminki i inne takie trolle

03/03/2022 21:31

Nigdy nie przepadałem za twórczością Tolkiena. Może z tego powodu, że od zawsze wiedziałem, iż świat polityków i urzędników to najlepsze fantasy jakie ktokolwiek zdołał stworzyć. Wielu mnie nie zawiodło, ich kreatywność nawet w tak trudnym czasie jak obecny, to wycieczka w najkoszmarniejsze mroki tego świata.

Będąc jeszcze młodym trollem myślałem, że to najczarniejsze fantasy przydarzyło mi się gdy upadał PRL. O ja naiwny! Dopiero XXI wiek pokazał możliwości tego zjawiska. Może dlatego, że podobnie jak i we wrocławskim ratuszu, do władzy co rusz dobierają się polityczne dzieci aktywistów czasu Polski Ludowej i umiłowanego przez tych aktywistów Związku Radzieckiego. A te „dzieci” działają sobie w Lewicy, która zastąpiła SLD, który zastąpił SDRP, która zastąpiła PZPR. Znaczy: Lenin wiecznie żywy i jego metody też.


Tyle tytułem historycznego wstępu, bo czas zdradzić, co ja dziś tak z tym trollem. Otóż wrocławski magistrat przyjął zasadę, by tak nazywać teraz każdego, kto skrytykuje jakiekolwiek jego działania. Więcej, nazywa nieprawomyślnych rosyjskimi trollami. I tu się robi niebezpiecznie, ale wiadomo, w tym urzędzie takiego myślenia nie ma.

Reklama

Najświeższy przypadek takiego epitetu pojawił się, gdy opisaliśmy kuriozalny sposób, w jaki ratusz zarządził zwolnienie z opłat za przejazd MPK obywateli Ukrainy. Cel szlachetny, wykonanie wrocławskie. Jak wiadomo Wrocław powoli staje się miastem „prywatnym” dwóch panów: prezydenta Jacka Sutryka i jego faworyta w randze prezesa MPK Krzysztofa Balawejdera.


Pomijając wszelkie reguły demokratycznego samorządu, jeden wziął chorągiewkę z flagą ukraińską, drugi przywdział szalik w takich barwach i nakręcili sobie filmik. Stojąc na tle tramwaju ogłosili, że komunikacja dla obywateli napadniętego państwa za darmo!

Reklama

Jak to się dzieje w normalnych gminach? W tym samym czasie doświadczony samorządowiec, prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, rzeczowo ogłosił: „Jutro na sesji Rady Miasta zaproponuję przyjęcie uchwały, która umożliwi uchodźcom z Ukrainy darmowe przejazdy komunikacją miejską w Białymstoku przez rok”. Boże, tak normalnie? Bo nasi po chwili refleksji plątali się: że to nie za darmo, ale kontrolerzy będą przymykać oko (jakoś do nich nie dotarło), a to prezydent wydał zarządzenie powołując się na stan wojenny... na Ukrainie i wreszcie propozycja dotarła do rady miasta. I jak to napisaliśmy, prezes MPK się zdenerwował i puściły mu, powiedzmy hamulce. I zaczęło się wyzywanie od rosyjskich trolli i podobne „miłe” uwagi.


Jeśli idzie o mnie, to mi to bardzo wafel. Ale obelga trafiła w moich byłych i obecnych współpracowników, którzy czasami wykonują już kompletnie inne zawody. W takich czasach mówienie o nich „rosyjscy trolle” może ściągnąć na nich po prostu niebezpieczeństwo. Poza tym, gdyby nadal stosowano „Polski kodeks honorowy” Władysława Boziewicza, to mielibyśmy do czynienia z trzecią kategorią obrazy: „obraza bardzo ciężka - rękoczyn, hańbiące posądzenie uwłaczające czci danej osoby, obraza narodu, kobiety lub rodziny”. No i zaraz po takiej klasyfikacji despektu jest mowa o wyborze broni... Ale to już nie te czasy, poza tym autor obelg co najmniej z kilku powodów, Boziewicz wylicza bodajże 29, znalazłby się w gronie ludzi, wobec których te zapisy nie mają zastosowania.

Reklama

Więc proszę bardzo, ja chętnie, mogę być trollem, bo tak naprawdę to zawsze uważałem te stwory Tolkiena za nawet sympatyczne, a już zupełnie i bez problemu mógłbym być trollem podgatunku Olog-hai, który w  przeciwieństwie do zwykłych trolli nie bał się słońca i odznaczał się inteligencją. A i pamiętajmy - trollami były również Muminki.


Oczywiście nie muszę dodawać, że prezesowi MPK w tych niemiłych słowach mocno sekundowali jego podwładni i przyjaciele z ratusza. Na czele z jednym z największych inspiratorów przeróżnych fal hejtowania, czyli doradcą społecznym prezydenta Wrocławia ds. tolerancji i przeciwdziałania ksenofobii Bartłomiejem Ciążyńskim, czego kilkukrotnie doświadczyłem.

Reklama

To w ratuszu. A w Sejmiku, gdzie wydawało się, że na czas wojny zapanowała pełna zgoda i radni z różnych opcji skupili się na koordynowaniu pomocy, też nastąpiło jakieś ożywienie. Ulubiony harcownik z grona opozycji, szef klubu KO Marek Łapiński, jeszcze w czwartek do południa cieszył się, że taka piękna współpraca. Było cacy, ale po południu, nagle się ocknął niczym Zagłoba po drzemce po sporej ilości miodu i wszczął larum: „Obserwujemy skoordynowany atak na polskich samorządowców, którzy są na pierwszym froncie pomocy dla Ukrainy i uchodźców. Stosowane metody są wzięte żywcem z ruskiej propagandy. Dobrze, że PAD spotyka się dziś z @trzaskowski_i samorządowcami. Trzeba przeciwdziałać”. P


onieważ w tym momencie tarzam się ze śmiechu, to tym razem nietypowo prawo do puenty oddam redaktorowi Marcinowi Torzowi z „Super Ekspressu”. Jak wynika z poufałej formy wypowiedzi zna trochę pana radnego i Markowi Łapińskiemu odpowiedział: „Atak na samorządowców? Co masz na myśli? W każdym razie nie pisz proszę, że samorządowcy są na pierwszej linii frontu, bo to nie jest prawda. Pomagają, to piękne, ale na pierwszej linii to są polskie służby i wolontariusze, którzy są na granicy, a nie na żałosnych fotkach na FB”.

Reklama

Myślę, że odpowiedział nie tylko panu Łapińskiemu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości