Niedawno przeczytałem artykuł na temat parkowania na wrocławskich trawnikach. Moim zdaniem jest to poważny problem. Wiele trawników we Wrocławiu zostało bowiem całkowicie lub częściowo zniszczonych. Zamiast trawy są goła ziemia, koleiny, doły, kałuże i błoto – pisze w liście przesłanym do naszej redakcji wrocławianin, który jest oburzony parkowaniem aut na trawnikach i skwerach.
Sądzę, że w tej sytuacji może pomóc jedynie zmiana absurdalnych przepisów. Obecnie kierowcę, który zaparkował swój samochód na trawniku, można ukarać tylko wtedy, gdy udowodni się, że to on przyczynił się do zniszczenia roślinności. A to jest trudne, często niewykonalne.
Nie można kierowcy wypisać mandatu tylko za to, że prowadzone przez niego auto wjechało na trawnik. Tymczasem pieszy traktowany jest w zupełnie inny sposób.
Prawo pozwala na ukaranie pieszego mandatem za samo wejście na trawnik. W przypadku pieszego w ogóle nie jest wymagane wskazanie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy chodzeniem po trawniku a zniszczeniem roślinności.
A zatem dopóki jeżdżenie po trawniku nie będzie przez prawo traktowane tak samo surowo jak chodzenie po nim, dopóty kierowcy dewastujący miejską zieleń pozostaną bezkarni.
Z poważaniem,
Dominik Niszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze