Reklama

Wrocław: Koszmar na Szczęśliwej. Anna wierzyła, że Kamil się zmieni. A on skatował ją na śmierć


Anna miała 38 lat. Na Szczęśliwej mieszkała od stycznia. Kamil wrócił do domu miesiąc temu, gdy wyszedł z więzienia. Sąsiedzi musieli słyszeć, że w mieszkaniu na ostatnim piętrze wciąż są awantury. Widzieli, że Anna ma podbite oko. Nikt nie wezwał policji. - On się zmieni - przekonywała ich kobieta. W czwartek mężczyzna pobił Annę tak brutalnie, że ta zmarła.


Byli razem od 11 lat. Bez ślubu, nie mieli dzieci. Kamil często bywał agresywny. Nie tylko wobec Anny. Czterdziestolatek skończył właśnie odsiadywać wyrok za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu oraz mieniu, a także za ucieczkę z więzienia. 

W kamienicy przy Szczęśliwej na Gajowicach Anna mieszkała od stycznia razem z mamą, choć ta akurat teraz wyjechała do pracy do Niemiec. Trafić tu nie jest łatwo. Na klatkę schodową nie ma wejścia bezpośrednio z ulicy. Trzeba przejść przez bramę innego budynku, potem przez podwórko. Mieszkanie jest na ostatnim piętrze. 

Reklama

Kamil przyjechał tu 15 maja, prosto z więzienia. - Praktycznie od tego momentu zaczął znęcać się nad swoją partnerką - mówi prokurator Karolina Stocka-Mycek. I opowiada, jak bił kobietę po głowie i innych częściach ciała, podduszał, wyzywał. Kontrolował też każdy jej krok, ograniczał kontakty, nie wpuszczał do mieszkania.

W czwartek, 5 czerwca, stało się najgorsze. Kamil K. tak skatował kobietę, że ta zmarła. Mężczyzna nie wezwał nawet pomocy. Dopiero następnego dnia rano zadzwonił na pogotowie z informacją, że jego partnerka "straciła przytomność".

Reklama

Sąsiedzi twierdzą, że nie słyszeli, by w mieszkaniu działo się coś złego. Trudno w to uwierzyć, bo Kamil był wyjątkowo agresywny. - W każdym związku zdarzają się kłótnie - słyszymy dziś od mieszkańców Szczęśliwej.  - Raz Anna przyszła z podbitym okiem, to makijaż poprawiała pod schodami na strychu, żeby nikt nie widział - przypomina sobie jedna z sąsiadek. - Za każdym razem tłumaczyła, że on się zmieni, i że będzie dobrze. Nie zwróciła się do nikogo po pomoc, do żadnej organizacji czy na policję - dziwi się. Ale sąsiadka sama też nikomu nie dała znać, że w mieszkaniu dzieje się coś złego. Inni, choć przekonują że niczego nie słyszeli, o parze sporo wiedzą. A to, że Anna często odwiedzała Kamila w więzieniu, a to że mieszkanie było zapisane na niego, a rachunki płaciła jej matka, a to  że Kamil był chorobliwie zazdrosny. 

Po tragedii sąsiedzi przed wejściem do klatki schodowej zapalili znicze.

Reklama

Kamilowi K. grozi dożywocie. Nie przyznaje się do winy, tłumaczy, że niczego z tamtego dnia nie pamięta. Prokuratura przesłuchuje świadków i przygotowuje się do wizji lokalnej w mieszkaniu, w którym doszło do dramatu. Ma w niej uczestniczyć Kamil K.

Miejsce zdarzenia mapa Wrocław

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/06/2025 14:43
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości