Piłkarski Śląsk Wrocław można porównać do tłustego kota. W ostatnich sezonach ów kot obrastał w tłuszczyk, aż nagle zalecono mu surową terapię odchudzającą. Po trwającej od kilku miesięcy kuracji zwierzak wygląda coraz lepiej i w przyszłym sezonie znowu może być łowczym, a nie rozleniwionym kanapowcem.
Po trzech z rzędu sezonach kończonych na podium i grze w europejskich pucharach, miejsce nr dziewięć na zakończenie tegorocznych rozgrywek Ekstraklasy można skwitować tylko jednym słowem: porażka. Śląsk miał znów walczyć o medale ligi i umocnić się w gronie zespołów, które tworzą śmietankę rodzimej Ekstraklasy. Zależało na tym zwłaszcza miastu Wrocław, które w ostatnich latach wpompowało (i zamierza robić to nadal) w Śląsk grube pieniądze, nie mówiąc o budowie nowoczesnego stadionu. Piłkarski Śląsk to zresztą kluczowy - obok spłaty kredytu, rzecz jasna - element układanki pt. “Nowy stadion we Wrocławiu”.Ten obiekt musi tętnić życiem, zwłaszcza podczas meczów wrocławskich piłkarzy. Nie będzie wyników, nie będzie sukcesów - wtedy nie będzie też frekwencji. A obiekt za prawie miliard złotych, po trybunach którego hula wiatr lub dzieci podczas Dnia Przedszkolaka - to nie tak ma wyglądać.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze