Gdy blisko pół roku temu bladym świtem w weekend zrównano z ziemią zabytkową willę na Karłowicach we Wrocławiu, władze miasta i konserwator zabytków mówili o przestępstwie, a politycy od lewa do prawa - o niewyobrażalnym skandalu. Rozbiórka dokonana została bez zgody konserwatora. Ale do dziś nikt nie usłyszał w tej sprawie żadnych zarzutów. Prokuratura twierdzi, że wciąż zbiera dowody.
Zabytkowa willa z przełomu XIX i XX wieku stojąca przy al. Kasprowicza we Wrocławiu w kilka godzin zamieniła się w górę gruzu. Zgody na rozbiórkę nie wydał ani konserwator zabytków, ani nadzór budowlany. Gdy na miejscu pojawiła się policja, robotnicy właśnie kończyli pracę. Nie było już czego ratować.
- Nie może być zgody na rabunkowe metody zagospodarowywania obiektów, które zostały wyraźnie wskazane jako podlegające ochronie - grzmiał wtedy przedstawiciel ratusza. O rozbiórce zawiadomiono prokuraturę.
Ta pięć dni po rozbiórce wszczęła śledztwo w sprawie zniszczenia zabytku. Był 7 marca. Choć za nielegalną rozbiórkę zabytku grozi nawet 8 lat więzienia, do dziś w tej sprawie nikt nie usłyszał zarzutów. - Zlecono policji przeprowadzenie stosownych czynności w sprawie - mówi nam prokurator Karolina Stocka-Mycek z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. - Dalsze decyzje w sprawie będą podejmowane po uzyskaniu pełnego materiału dowodowego, w tym opinii biegłego z zakresu budownictwa - dodaje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze