Umiejętność ułożenia wypowiedzi przekonującej, a zarazem barwnej i różnorodnej pod kątem słownictwa słabnie z każdym rokiem. Coraz uboższe są nie tylko zdania zasłyszane na ulicy, ale również wygłaszane podczas wystąpień najważniejszych osobistości w państwie.
Nie chodzi tu nawet o umiejętność wygłaszania płomiennych przemów, od których cierpnie skóra lub pojawiają się łzy w oczach. Okazuje się, że trudnością jest już ułożenie na poczekaniu poprawnego gramatycznie zdania złożonego. Co sprawia, że nasze słownictwo jest uboższe i jak temu zaradzić?
Za niedostatki w zasobie słownictwa przeciętnego Polaka obwinia się technologię. Jeszcze zanim młodzieżowym słowem roku zostało „XD”, rozpoczęło się wielkie „skracanie” języka polskiego. Pierwszym powodem takiego stanu rzeczy są SMS-y. Krótkie wiadomości początkowo miały znacznie ograniczoną pojemność znaków, w dodatku wraz z ich długością rósł rachunek. Dlatego zaczęliśmy unikać wymyślnych form na rzecz krótkich i konkretnych. Potem nastało panowanie Internetu, gdzie również prym wiodły niezbyt długie komunikaty. Popularność mediów społecznościowych także nie sprzyja rozwojowi świadomości językowej. Wystarczy zerknąć na Twittera, gdzie dopiero niedawno „łaskawie” umożliwiono tworzenie tekstów o długości 280 znaków. W mediach społecznościowych pojawiają się coraz nowe znaki graficzne (emotki) służące wyrażaniu emocji. Zatem nie dość, że zaprzestaliśmy dłuższych wypowiedzi, to dodatkowo zamiast wyrazić swój zachwyt na piśmie, wstawiamy symbol serduszka.
Internetowy styl komunikacji przedostał się na ulice. Wszystko kwitujemy krótkim „ok” albo „spoko”, zaś oceniając film, ograniczamy się do wskazania oceny w skali 1–10. Osoby wypowiadające się publicznie częściej myślą o tym, czy łatwo trafią do odbiorców oraz czy ich słowa zmieszczą się podczas wieczornego wydania serwisu informacyjnego; w związku z tym nie skupiają się już na kwiecistej mowie, która chwytałaby za serca. Na szczęście nie wszystkim zależy jedynie na skracaniu.
Ostoją dla osób mających na uwadze dobro ojczystej mowy są konkursy krasomówstwa. Ich celem jest propagowanie wypowiedzi różnorodnych, a jednocześnie bogatych w treść i zrozumiałych dla słuchaczy. Instytucjami, gdzie najczęściej można obserwować najlepszych mówców, są uniwersytety. Uczelnie wyższe nie tylko pielęgnują skuteczne przekazywanie wiedzy, ale też jakość samego komunikatu. Właśnie dlatego to tam najczęściej organizowane są konkursy krasomówcze, nierzadko dotyczące konkretnej dziedziny. Na przykład na Uniwersytecie Wrocławskim regularnie potykają się ze sobą najlepsi mówcy, którzy potem rywalizują na etapie ogólnopolskim.
Taką drogę przebył w tym roku Alex Miśko, który najpierw okazał się najlepszy na etapie lokalnym, prezentując płomienną mowę jako prokurator w zaaranżowanym na potrzeby konkursu procesie. Dziesięciominutowa mowa końcowa musiała być jak najbardziej efektywna, ale także efektowna. Zwycięska passa pozostała z Alexem na etapie ogólnopolskim. W Białymstoku student V roku prawa na Uniwersytecie Wrocławskim pokonał rywala ze Szczecina. Kluczem okazało się użycie właściwych zabiegów retorskich, które wzmocnią wartość merytoryczną. Sukces zapewniły także umiejętności aktorskie, które miały na celu wzbudzić konkretne emocje publiczności oraz jury. Jak podkreśla laureat, możliwości jakie otworzył przed nim uniwersytet, pozwalają mu z optymizmem patrzeć w przyszłość.
– W przyszłym roku wyjeżdżam na tzw. „gap year”, w czasie którego planuję zwiedzić jak największą część Azji, bo jak nie teraz – to kiedy? Jednak zaraz potem chcę wrócić na studia doktoranckie. Nie będzie mi łatwo rozstać się z Uniwersytetem Wrocławskim, więc przyszłość planuję właśnie tutaj – twierdzi zwycięzca konkursu, dla którego wybór UWr okazał się wyjątkowo szczęśliwą decyzją.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze