Reklama

Popis gry biało-czerwonych na Stadionie Wrocław! Polska - Finlandia 5:0 [RELACJA]

26/03/2016 00:00

To miało być święto reprezentacji Polski na Stadionie Wrocław i okazja do sprawdzenia, jak prezentuje się polska kadra na kilka miesięcy przed Euro 2016 we Francji. Przegląd wojska Adama Nawałki wypadł lepiej niż dobrze. Polska rozgromiła Finlandię 5:0.

Gdyby to były zawody kulinarne, napisalibyśmy, że Finowie we Wrocławiu zostali zgrillowani po równo z każdej strony. Wydarzenia na boisku toczyły się pod dyktando Polaków, a drużyna Finlandii nawet swoją najlepszą okazję bramkową dostała od gospodarzy - niejako w prezencie. Poza tym skandynawski rywal grał praktycznie bez ładu i składu, a do podliczenia jego lepszych momentów w tym meczu wystarczyłoby kilku palców jednej ręki. Tak na dobrą sprawę, to w koszulki narodowej drużyny można było ubrać np. któregoś z polskich pierwszoligowców. Różnica w poziomie gry nie byłaby odczuwalna zbyt często. Inaczej sprawa ma się z biało-czerwonymi. Oni we Wrocławiu zagrali z naprawdę dużym luzem, pokazali też, że ten zespół z miesiąca na miesiąc ciągle staje się lepszy. I kto do niego nie wejdzie, ten praktycznie od razu wskakuje na wysokie obroty.


 

Reklama

>Zobacz więcej zdjęć z meczu Polska-Finlandia


 

Rzecz jasna, żeby nie było za słodko, w grze Polaków nawet na tle mizernej Finlandii było widać mankamenty. To np. grający jako jedyny napastnik Arkadiusz Milik, któremu zdecydowanie bardziej służy współpraca z Robertem Lewandowskim. Są też kanty do oszlifowania w obronie. Przeciwko Finlandii cały mecz na prawej flance defensywy zagrał Artur Jędrzęjczyk, który w ataku dał z siebie bardzo dużo (zaliczył asystę przy golu nr 1), ale w obronie bywał niepewny. To po jego błędzie Finowie mieli najlepszą okazję bramkową w tym meczu. W 40. minucie Jędrzejczyk źle podał do Artura Boruca, ten musiał ratować się wyjściem daleko na przedpole i piłkę wybił, ale wprost pod nogi Romana Eremenki. Ten zdecydował się na strzał z ponad 30 m, ale w pustej bramce stał Michał Pazdan i zablokował to uderzenie.



Odłóżmy jednak na bok mankamenty, bo jest za co chwalić naszą reprezentację. Polacy zlali Finów bez litości, wykorzystując każdy ich błąd. A co najważniejsze, bramki dla naszej reprezentacji padły nie dlatego, że sprezentowali je Finowie. To sami Polacy potrafili zrobić z rywala wiatrak, pakując mu coraz to ładniejsze gole.



Strzelanie zaczęło się w 18. minucie. Wtedy w pole karne dośrodkował Jędrzejczyk, a tam dobrze odnalazł się Kamil Grosicki, który sprytnym strzałem w długi róg zaskoczył bramkarza Finów. Kibice zerwali się do oklasków i jeszcze nie zdążyli usiąść, a było 2:0. W 20. minucie na listę strzelców wpisał się Paweł Wszołek. Akcję zaczął Bartosz Kapustka, który w środku pola wręcz po profesorsku przerwał akcję Finów. Polacy płynnie, kilkoma szybkimi podaniami przeszli do ataku i po dośrodkowaniu Grosickiego z lewej strony, Wszołek tylko dostawił nogę w polu karnym i posłał piłkę do bramki rywala.



Na 3:0 wynik meczu jeszcze przed przerwą podwyższył Filip Starzyński. Pomocnik Zagłębia Lubin gola strzelił w taki sposób, że ręce same złożyły się do oklasków. Po szybkim ataku Polaków na prawym skrzydle, piłka trafiła do Pawła Wszołka. Ten wypatrzył Starzyńskiego przed polem karnym i obsłużył go podaniem, a Starzyński spokojnie przyjął, obrócił się z piłką mimo asysty obrońców Finlandii, a następnie precyzyjnie uderzył. Fiński bramkarz w tej akcji nie miał szans.



W drugiej połowie meczu Polacy nieco odpuścili, bo też nie było już potrzeby przez cały czas trzymać rywala na wysokim C. I zdarzyło się, że Finowie zyskali nieco więcej przestrzeni do ataku, z ich prób jednak nic nie wychodziło, a drużyna trenera Adama Nawałki przez cały czas kontrolowała przebieg wydarzeń. Dokładając do tego kolejne dwa gole. Mini pojedynek snajperski urządzili sobie Grosicki i Wszołek. W 66. minucie fantastycznym podaniem popisał się Starzyński, który wypuścił Grosickiego w pole karne rywala. “Groszek” dośrodkował pod bramkę Finów, a tam Wszołek tylko dostawił nogę, zadając Finom czwarty w tym meczu cios. A pięć minut przed końcem grania z gola cieszył się już sam Grosicki. I znowu Polakom wyszła akcja, po której nie było wiadomo, czy przetrzeć oczy ze zdumienia, czy po prostu nie uwierzyć, że polską drużynę narodową stać na takie fajerwerki. W 85. minucie podaniem przez pół boiska (!) popisał się rezerwowy obrońca Bartosz Salamon, który uruchomił Grosickiego na prawym skrzydle. Pomocnik francuskiego Rennes wpadł w pole karne Finów jak w masło, nawinął dryblingiem obrońców i bramkarza, a następnie tylko dopełnił formalności. A zatem, 5:0 dla reprezentacji Polski. Mogło być zresztą o gola więcej, ale Robert Lewandowski z rzutu wolnego przymierzył w poprzeczkę. Piątka do przodu i zero z tyłu to i tak rewelacyjny wynik - nawet mimo to, że zdobyty na mizernym rywalu.



W sobotni wieczór we Wrocławiu na piątkę zasłużyła cała reprezentacja Polski. Ale niektórzy piłkarze pokazali, że osiągnęli naprawdę wysoki poziom. Objawili się też cisi bohaterowie. W pierwszej połowie gry w polskiej drużynie rządził i dzielił Grzegorz Krychowiak. Rządził i dzielił w środku pola, dyrygował kolegami, zabierał piłkę rywalom, a w akcjach Polaków przechodziła przez niego niemal każda piłka. Po przerwie już na boisko nie wrócił, bo popularny “Krycha” jest po kontuzji i dochodzi do optymalnej formy. Ale co tu dużo gadać, mamy w reprezentacji Pana piłkarza.



Błysnęli też w tym meczu gracze, po których błysku mało kto się spodziewał. Dwa gole Pawła Wszołka mogą się przełożyć na jego bilet do Francji na Euro 2016 i kto wie, czy nie jako ważnego zawodnika reprezentacji. W meczu z Finami szansę od trenera Nawałki świetnie wykorzystał Filip Starzyński, na którego grę i boiskową mądrość aż miło było patrzeć. I strzelony gol wcale nie był najlepszym akcentem jego sobotniego występu. Pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu ten piłkarz odbijał się od ściany w lidze belgijskiej, praktycznie w ogóle nie grając. A po powrocie do Polski wskoczył do reprezentacji, w której prawdopodobnie zostanie na dłużej.



Indywidualne laury należą się też Bartoszowi Kapustce. Ten zawodnik ma dopiero 19 lat, w reprezentacji jest od niedawna, a we Wrocławiu zagrał jak stary wyjadacz. Wystąpił na nietypowej dla siebie pozycji, bo w środku pomocy, a nie na jej boku. I wypadł bardzo dobrze, umiejętnie wykonując zadania i w defensywie, i w ataku. Kapustka dziś gra w Cracovii, ale w Ekstraklasie tego młodego chłopaka będziemy oglądali zapewne tylko do końca sezonu, a w wakacje ten utalentowany zawodnik wyjedzie zagranicę.



Mecz towarzyski: Polska - Finlandia 5:0 (3:0)


Bramki: Grosicki (18., 85.), Wszołek (20., 66.), Starzyński (32.).



Polska: Boruc (46. Tytoń) - Jędrzejczyk, Glik, Pazdan, Wawrzyniak - Wszołek (86. Błaszczykowski), Krychowiak (46. Jodłowiec), Kapustka (79. Salamon), Starzyński (67. Zieliński), Grosicki - Milik (63. Lewandowski).


Finlandia: Hradecky - Arkivuo, Toivo, Arajuuri, Uronen - Ring (83. Saksela), Sparv, Eremenko (78. Lam), Pohjanpalo (62. Pukki), Hetemaj (46. Lod) - Hamalainen (46. Schueller).



Żółte kartki: Glik - Arkivuo.


Sędzia: Hyryioki Kimura (Japonia).



Widzów: ponad 42 tys.
Łukasz Maślanka, Twitter: @Lukasz_Maslanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości