Uczestnicy happeningu Die-In, który odbył się w piątkowe popołudnie na ulicy Oławskiej, położyli się wspólnie w "akcie obywatelskiego nieposłuszeństwa". Ta akcja ma skłonić prezydenta Wrocławia, Jacka Sutryka do ogłoszenia Klimatycznego Stanu Wyjątkowego.
- Die-In polega na wspólnym położeniu się w przestrzeni publicznej. Nieruchome leżenie na ziemi jest symbolicznym zobrazowaniem antropocenu, epoki, w której działania człowieka powodują skutki i szkody na skalę globalną. Trwa szóste masowe wymieranie. Wymierają zwierzęta i rośliny. Grożąca nam katastrofa klimatyczna spowoduje, że wymrze także człowiek - mówi Robert Rient, pisarz, który wspiera Extintion Rebellion. To ruch społeczny, którego celem jest edukacja społeczeństwa oraz zmuszenie rządów i samorządów do ogłoszenia kryzysu klimatycznego.
Happening odbył się we Wrocławiu, w piątek, 7 czerwca, o godz. 17, przy fontannie na ulicy Oławskiej. Organizatorzy przewidywali, że może się na nim pojawić około 200 osób, ale z ich wyliczeń wynika, że w akcji wzięło udział 122 protestujących.
Inicjatorzy akcji Die-In Wrocław chcą, by Jacek Sutryk podjął stosowną uchwałę i zorganizował panel obywatelski dla klimatu, podczas którego wypracowane zostaną rozwiązania dla Wrocławia.
– Nie możemy dłużej udawać, że problem nie istnieje. Smog, globalne ocieplenie, susze i powodzie dotyczą w coraz większym stopniu również stolicy Dolnego Śląska - dodaje Rient.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze