- To koncert, jakiego jeszcze nie było! Telewizyjne widowisko, które w innowacyjny sposób prezentuje idee otwartej, nowoczesnej Polski i Europy - tak telewizja Polsat zapowiadała koncert "Wrocław Przyszłości", który w środę o godz. 21 miał być transmitowany z wrocławskiego Rynku. „Innowacja” polegała na tym, że organizatorzy liczyli na wygraną polskich siatkarzy z Włochami 3:0, a mecz potrwał pięć setów. Zirytowani widzowie musieli poczekać na widowisko muzyczne do 21.57.
Telewizja Polsat jeszcze w środę wieczorem zapraszała na godzinę 21 na transmisję koncertu w swoich social mediach. Gdy się okazało, że nie ma transmisji, posypały się komentarze zawiedzionych widzów pod postem na Facebooku stacji:
Adam: Jakbym wiedział, że zrobicie taką akcję z meczem, to bym poszedł obejrzeć na żywo. Dramat!
Wojtek: Nawet Polsat nie przeprosi, tylko ten śmieszny komunikat na antenie.
Emil: Czy nie można dokończyć meczu na Polsatsport1? Po co na dwóch kanałach? Tyle było reklam koncertu, a go nie ma.
Koncert na Rynku został ostatecznie opóźniony o około kwadrans, a telewidzowie mogli go oglądać dopiero od godz.21.57. Co prawda od początku, ale już nie na żywo, lecz ze sporym poślizgiem.
Czy telewizja poniesie jakieś konsekwencje tego zamieszania? Zapytaliśmy o to współproducenta wydarzenia, którym był Ośrodek „Pamięć i Przyszłość”.
- Nie ma mowy o żadnych konsekwencjach, ponieważ byliśmy o takiej możliwości uprzedzeni przez telewizję – tłumaczy Adam Pacześniak z Ośrodka. - Zakładaliśmy, że mecz siatkarski skończy się po trzech setach. No niestety, jak widzieliśmy, rozgrywki potrwały trochę dłużej, ale taka sytuacja była brana pod uwagę od początku przygotowań do tego koncertu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze