Wrocławska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie tajemniczego utonięcia w miejskiej fosie w styczniu 2012 roku. Badano, czy doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci mieszkanki Świdnicy Agnieszki K. oraz nieudzielenia jej pomocy przez Bartłomieja M. Śledczy nie stwierdzili jednak znamion przestępstwa - kobieta sama weszła do wody, a jej towarzysz kilkukrotnie próbował wezwać policję.
Przypomnijmy, w drugiej połowie stycznia bieżącego roku do wrocławskiej fosy miejskiej wpadła mieszkanka Świdnicy. Strażacy przez prawie tydzień szukali jej ciała.
Jak powiedział wtedy policji jej znajomy, do wypadku doszło w nocy, podczas powrotu z imprezy w Rynku.
Po prawie roku prokuratura zdecydowała się umorzyć śledztwo. Jak informują jej pracownicy, w toku śledztwa ustalono, że Agnieszka K. wraz z Bartłomiejem M. w sobotę 21 stycznia w godzinach nocnych wyszli z jednego z wrocławskich klubów.
- Przechodząc w pobliżu fosy Agnieszka K. weszła do wody. Bartłomiej M. próbował namówić ją do wyjścia z wody, na co ona nie reagowała, a następnie kilkakrotnie podjął próbę telefonicznego wezwania policji. Następnie Bartłomiej M. będąc w szoku udał się do swoich rodziców, z którymi razem powiadomili o zdarzeniu policję - informuje Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Zwłoki Agnieszki K. znaleziono w fosie dopiero 27 stycznia.
Zgodnie z informacjami podanymi przez prokuraturę, zebrany w sprawie materiał dowodowy, a w szczególności wynik sądowo – lekarskich oględzin ciała i sekcji zwłok Agnieszki K. wykluczył udział osób trzecich w spowodowaniu śmierci kobiety. Przyczyną zgonu było utonięcie.
- Z kolei analiza zachowania Bartłomieja M. nie pozwoliła na uznanie, aby wyczerpał swoim zachowaniem znamiona przestępstwa z art. 162 par. 1 kk w rozumieniu nieudzielenia człowiekowi w położeniu bezpośrednio zagrażającym jego życiu, przy założeniu możliwości jej udzielenia bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - wyjaśnia Małgorzata Klaus.
Jak tłumaczą pracownicy prokuratury, aby móc pociągnąć sprawcę do odpowiedzialności, musiałby on mieć świadomość, że inna osoba znajduje się w położeniu zagrażającym jej życiu i uchylić się od udzielenia jej pomocy.
- Zgodnie z przyjętym orzecznictwem w kontekście odpowiedzialności karnej nie podlega wartościowaniu wybór sposobu niesienia pomocy, a jedynie całkowite jej zaniechanie. Tymczasem Bartłomiej M. w związku z zaistniałym zdarzeniem celem udzielenie pomocy Agnieszce czterokrotnie podjął próby nawiązania kontaktu telefonicznego z numerem alarmowym 112 celem powiadomienia organów ścigania o mającym miejsce zdarzeniu, o którym następnie poinformował rodziców i funkcjonariuszy Policji, wraz z którymi udał się na miejsce zdarzenia - dodaje Małgorzata Klaus.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze