Reklama

Specjaliści od zwycięskich horrorów. Śląsk Wrocław po dogrywce pokonuje Asseco Arkę!

24/09/2020 22:02

Koszykarski WKS w tym sezonie lubi sprawdzać wytrzymałość nerwową swoich kibiców. Tym razem nie wystarczyły im cztery kwarty i potrzebowali dogrywki, ale oprócz horrorów lubią też happy-endy. WKS Śląsk Wrocław odniósł trzecie zwycięstwo w tym sezonie i po dogrywce pokonał w Hali Orbita Asseco Arkę Gdynia 85:74.

Koszykarze Śląska przystępowali do starcia z Asseco Arką uskrzydleni dwoma zwycięstwami na Memoriale Adama Wójcika. Oczywiście czysto na papierze były to mecze towarzyskie, jednak na pewno pozytywnie wpłynęły na ich „wgranie” w sezon, po burzliwym okresie przygotowawczym. To teraz szczególnie istotne, gdyż im lepszy rytm meczowy złapiesz, tym rzadziej przytrafią ci się dołki formy, takie jak ten który dopadł WKS w spotkaniu ze Spójnią Stargard (74:73), gdy niemal w pełni roztrwonili 20-punktową przewagę. Poza tym, gdynianie to jeden z najpoważniejszych rywali Śląska w walce o awans do fazy play-off (top 8), zatem utrata punktów przeciwko nim we własnej hali, sporo by kosztowała.


Motywacji drużynie Olivera Vidina zatem nie brakowało i już w pierwszej kwarcie pokazali, że nie zamierzają odpuszczać nawet na moment. Od samego początku wrocławianie solidnie punktowali i choć brakowało im nieco płynności w grze, dzięki dobrym rzutom m.in. Ivana Ramljaka czy Strahinji Jovanovicia, przez pierwsze 5 minut utrzymywali małą przewagę. Jednak przy stanie 15:10 dla Śląska znakomity okres gry zanotował Elijah Stewart. Świetna postawa Amerykanina, w połączeniu z solidną grą defensywną, pozwoliły WKS-owi znacznie powiększyć przewagę, a celna trójka Ivana Ramljaka pod koniec, ustaliła wynik pierwszej kwarty na aż 24:10.

Reklama

Niestety jak dotąd koszykarzom Śląska brakuje w tym sezonie stabilizacji jeśli chodzi o formę. Po znakomitej kwarcie, potrafią zagrać bardzo słabą, a goście doskonale to wykorzystali. Choć z początku wydawało się, że WKS wciąż ma wszystko pod kontrolą, celne rzuty zaliczyli Aleksander Dziewa oraz Garrett Nevels, drużyna popadła w niemałą stagnację. Przez niecałe 4 minuty zdobyli tylko 3 punkty. Wynikało to głównie z tego, iż mieli problem z przedarciem się pod kosz rywala, a rzuty zza łuku im nie wpadały. Bardzo we znaki dał im się natomiast Bartłomiej Wołoszyn, który w szyki defensywne WKS-u wjeżdżał jak w masło. Sporo problemów mieli też z liderem ofensywnym Asseco Arki, Krzysztofem Szubargą. Kłopoty które w drugiej kwarcie nawarstwiły się w drużynie z Wrocławia, sprawiły że zawodnicy Vidina utracili niemal całą przewagę wypracowaną w poprzedniej partii. Na przerwę koszykarze Śląska schodzili prowadząc, ale tylko 42:40. Potrzeba im było impulsu. Takiego chociażby jaki wcześniej dał im Elijah Stewart.


WKS-owi nie udało się od razu odzyskać przewagi z pierwszych dziesięciu minut meczu, ale przynajmniej nie dali gdynianom znów się rozpędzić i trzymali kilkupunktową przewagę. Wreszcie zaczęli ponownie trafiać za trzy punkty, gdyż w drugiej kwarcie ten element gry strasznie ich zawodził. Dobrą skutecznością popisywał się Garrett Nevels, natomiast zespół jako ogół poprawił też zbieranie piłek i to zarówno w ataku, jak i w obronie. Niestety w końcowych minutach kwarty do głosu znów doszli goście i mimo punktów zdobywanych przez Strahinję Jovanovicia, Asseco Arka znów zmniejszyła swe straty do zaledwie dwóch punktów (62:60), czym sprawili że ostatnia kwarta spotkania zapowiadała się emocjonująco.

Reklama

No cóż, może i emocji związanych z wynikiem nie brakowało, ale czwarta kwarta przez długi czas była bardziej festiwalem błędów, niż pokazem dobrej koszykówki. Goście notowali mnóstwo głupich strat, a Śląsk miał aż za dużo okazji żeby na dobre im odjechać punktowo. Czemu za dużo? Jakoś w końcu trzeba wytłumaczyć ich bardzo słabą skuteczność, która powodowała że nikt wciąż nie mógł być pewien absolutnie niczego. Niestety dla wrocławian, zawodnicy Asseco Arki zaczęli w końcu korzystać z ich punktowej indolencji i na niecałe trzy minuty przed końcem wyszli na prowadzenie. Śląsk najwyraźniej upodobał sobie ostatnio dramatyczne końcówki, bo była to prawie kopia wyniku z meczu ze Spójnią. Na dwie sekundy przed końcem spotkania mieliśmy remis 74:74. Grę wznawiali jednak goście. Nie udało im się jednak w ogóle oddać rzut, a to za sprawą świetnego przechwytu Strahinji Jovanovicia. Czekała nas więc pierwsza od czasu powrotu WKS-u do Energa Basket Ligi dogrywka w meczu wrocławian.


Kibice Śląska czekali, czekali i czekali, aż ich ulubieńcy wreszcie nastawią celowniki w odpowiedni sposób i zaczną trafiać do kosza na dobrym poziomie. Gdyby w koszykówce nie było dogrywek tylko remisy to by się nie doczekali, ale jednak. Wrocławianie jakby podrażnieni tym że nie udało im się rozstrzygnąć kwestii zwycięstwa w regulaminowych czterech kwartach wreszcie zaczęli w pełni wykorzystywać słabości rywala. Odpowiedzialni za to byli ci, którzy przez cały mecz byli liderami tego zespołu. Jovanović, NevelsRamljak zapewnili Śląskowi w dogrywce stały dopływ punktów, a szczelna defensywa zadbała, by punkty te dały zwycięstwo. WKS wygrał dogrywkę aż 11:0, a cały mecz 85:74.

Reklama

Nie można się nudzić w tym sezonie ze Śląskiem Wrocław, oj nie można. Skuteczność dzisiaj była domeną tylko trzech zawodników wrocławian i to jak się okazało wystarczyło do triumfu. Trio Nevels-Jovanović-Ramljak było dziś śmiertelnie niebezpieczną bronią i choć im również zdarzały się przestoje, to wystarczy spojrzeć na liczby. Ci trzej panowie zdobyli 64 z 85 punktów Śląska. Tak jak z reguły siłą tej drużyny jest dobra postawa ogółu, tak dziś ci zawodnicy wznieśli się ponad innych. Garrett Nevels zdobył mnóstwo punktów w najważniejszych momentach (25), Ivan Ramljak do 20 pkt dorzucił jeszcze 12 zbiórek, a Strahinja Jovanović pokazał to co zawsze, czyli szybką, dynamiczną grę, a tym razem zdobył także 19 punktów. Martwić mogła postawa innych, gdyż choćby rezerwowi gdy wchodzili na parkiet, to niewiele wnosili. Młodzi Jakub Musiał i Kacper Gordon zdobyli łącznie… 0 punktów, a Aleksander Dziewa trafił tylko 2 rzuty z gry na 6 prób. Trener Oliver Vidin ma więc nad czym myśleć, ale najważniejsze, że Śląsk wytrzymał tą wojnę nerwów i znów, co godne uwagi, w końcowych minutach przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę.


WKS Śląsk Wrocław – Asseco Arka Gdynia (24:10, 18:30, 20:20, 12:14, 11:0)

Reklama

Śląsk: Keller 3, Nevels 25, Jovanović 19, Gabiński 5, Ramljak 20 oraz Stewart 6, Musiał 0, Gordon 0, Wójcik 0, Dziewa 5, Tomczak 0, Zagórski 2


Asseco Arka: Szubarga 13, Dylewicz 2, Czerlonko 0, Żołnierewicz 17, Hrycaniuk 8 oraz Kaszowski 6, Pluta 0, Malczyk 1, Wołoszyn 17, Witliński 10, Kowalczyk 0, Wadowski 0


 


Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości