Reklama

Szpital przy Borowskiej pełen dzieci z gorączką

01/02/2022 12:41

W szpitalu przy Borowskiej we Wrocławiu zajęte są niemal wszystkie łóżka dla dzieci zakażonych koronawirusem. Większość przyjmowanych pacjentów jest w dobrym stanie. Następnego dnia mogą być wypisane do domu. Na ich miejsce natychmiast trafiają jednak następne. A nie muszą. Bo - jak mówią pediatrzy z Borowskiej - często jedynym problemem jest gorączka, z którą można poradzić sobie w domu.

– Na dziecięcych oddziałach widać, że obecnie COVID-19 zbiera swoje żniwo wśród najmłodszych. Na ogół nie są to dzieci wymagające leczenia szpitalnego, jakich wiele przyjmowaliśmy podczas poprzednich fal epidemii. Teraz, po wyjaśnieniu sytuacji i uspokojeniu rodziców, często wypisujemy je już następnego dnia. Większość nie powinna w ogóle trafiać do szpitala, z powodzeniem mogłyby być leczone w domu – przyznaje prof. Leszek Szenborn, kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym.


Pediatra tłumaczy, że rodzice zaniepokojeni utrzymującą się gorączką u dzieci wzywają pogotowie, a ratownicy decydują o przewiezieniu dzieci do szpitala. Zupełnie niepotrzebnie.
– Przeciętne poglądy na temat szkodliwości gorączki są przesadnie zastraszające – mówi prof. Szenborn. – Gorączka, czyli temperatura ciała powyżej 38 st. C mierzona w odbycie, nie jest chorobą, a tylko objawem oraz korzystną w zwalczaniu zakażenia reakcją organizmu.

Reklama


Dlatego apeluje do rodziców, by monitorowali nie tylko gorączkę, ale też obserwowali, jak dziecko się zachowuje: czy jest senne, czy nie chce się bawić, chodzić, jeść, pić, itd. - Trzeba zwracać uwagę zwłaszcza na stan nawodnienia, czy dziecko często oddaje mocz i w normalnej ilości i przyjmowanie wystarczającej ilości płynów, bo gorączkujące dzieci tracą więcej wody. Przy braku chęci do picia i jedzenia dzieci szybko się odwadniają, a wówczas rzeczywiście trzeba im pomóc w szpitalu. Dawajmy chorym dzieciom pić to, co lubią, a nie to, co rodzice uważają za „lecznicze” - apelują na Borowskiej.



- Leki przeciwgorączkowe stosujemy celem poprawy komfortu dziecka , a nie osiągnięcia prawidłowej temperatury ciała , Nie trzeba za wszelką cenę zbijać gorączki lekami. Ich przedawkowanie może dziecku bardziej zaszkodzić niż podwyższona w wyniku choroby temperatura - dodają.

Reklama

Pediatrzy zaznaczają, że rodzice i opiekunowie dzieci powinni wiedzieć, że:



poza udarem cieplnym i słonecznym (hypertermia) objawy kliniczne nie korelują z nasileniem gorączki;
leczenie gorączki nie zmienia przebiegu choroby, z wyjątkiem przewlekle lub krytycznie chorych dzieci, których rezerwy kaloryczne są na wyczerpaniu;
leczenie gorączki nie zapobiega drgawkom gorączkowym.

W omikronowej fali zakażeń często obserwujemy u dzieci podgłośniowe zapalenie krtani (pseudokrup), które powoduje niepokojące rodziców napady duszności i kaszel.


– Nie ma potrzeby z tego powodu wpadać w panikę – uspokaja szef Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK. – Mamy wypracowaną bardzo skuteczną metodę leczenia, która może być zastosowana w domu. Nie trzeba stosowania antybiotyku.


Podstawowym lekiem jest doustne, jednorazowe podanie sterydu – deksametazonu w jednorazowej dawce 0,15 – 0,6 mg/kg m. c. Dawkę 0,15 mg/kg m. c. – w przypadku łagodnego; dawkę 0,3 mg/kg m. c. – średniego; a dawkę 0,6 mg/kg m. c. – ciężkiego przebiegu krupu. Maksymalnie 8 mg. Efekty są zauważalne po 30 min. od podania. Rzadko istnieje potrzeba podania drugiej dawki leku. Ponieważ niektóre dzieci mają rodzinną skłonność do występowania tej choroby jako reakcji na zakażenie wirusowe, rodzice którzy doświadczyli wcześniej takich kłopotów, powinni zostać zaopatrzeni przez lekarza w ten lek i przechowywać go w domu. Ci, którzy mają nebulizatory/inhalatory mogą zastosować budezonid w nebulizacji w dawce 2 mg (w polskich warunkach 2 mg budezonidu = 4 ml preparatu do nebulizacji zawierającego 500 μg/ml budezonidu (2 pojemniczki).

Reklama

Profesor podkreśla, że inna jest jednak sytuacja dzieci cierpiących na choroby przewlekłe, zakażonych koronawirusem. Ich stan znacznie częściej przeradza się w ciężki i wymaga bezwzględnie leczenia w warunkach szpitalnych. Także w przypadku przewlekle chorych maluchów zachowanie rodziców często może wprawić w zdumienie.
– Spora część nie tylko się nie szczepi, żeby chronić swoje dzieci, to znajdują się tacy, którzy odmawiają zgody na leczenie przeciwciałami monoklonalnymi, która to metoda jest nowatorska i wymaga specjalnej zgody rodziców, ale niesie jednak nadzieję na ograniczenie następstw zakażenia – ubolewa prof. Szenborn.


m

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości