Anastazja Rubińska z Wrocławia miała całe życie przed sobą. Wraz ze swoim chłopakiem pracowali na greckiej wyspie Kos, by zarobić na wspólną przyszłość. Młoda kobieta padła jednak ofiarą bezwzględnego mordercy. Właśnie mijają dwa lata od tych tragicznych wydarzeń.
Był poniedziałek, 12 czerwca 2023 roku. Anastazja Rybińska, pochodząca z Wrocławia 27-latka, miała wtedy wolne z powodu poparzonej ręki. Jej chłopak Michał, z którym byli wspólnie zatrudnieniu w hotelu w Marmari, był w pracy, więc mieli spotkać się dopiero wieczorem. Około godz. 20 Anastazja wyszła do marketu, gdzie kupiła wino. Pół godziny później odjechała na skuterze z poznanym chwilę wcześniej Salahuddinem S. z Bangladeszu. Tak zaczęła się koszmarna historia na wyspie Kos, którą wstrząsnęła całą Polską.
Niedługo potem kontakt z kobietą urwał się zupełnie, a wkrótce ruszyły poszukiwania wrocławianki. Trwały do niedzieli, 18 czerwca. Tego dnia odnaleziono ciało młodej kobiety. Zabójca zawinął je w prześcieradło i włożył je do foliowego worka na śmieci, a następnie porzucił w krzakach i zasypał trawą oraz gałęziami.
Jeszcze w czasie poszukiwań, 16 czerwca, policja zatrzymała obywatela Bangladeszu, z którym Anastazja była widziana po raz ostatni. Mężczyzna zaprzeczał, że rozbił jej coś złego. Śledczy musieli więc z mozołem odtworzyć ostatnie godziny życia 27-latki.
Okazały się one koszmarne. Około godz. 22.30 Anastazja zadzwoniła do swojego chłopaka i najpierw powiedziała, że do domu zawiezie ją „znajomy na motocyklu”. Później jednak wysłała mu lokalizację, gdzie będzie na niego czekała. Gdy partner Anastazji zjawił się na wskazanym miejscu, nikogo nie było. Niedługo przed północą telefon kobiety zalogował się ostatni raz, pięć kilometrów od lokalizacji, gdzie miała czekać na chłopaka. Potem był już nieaktywny. Aparat znaleziono po jakimś czasie w jednym z pustostanów niedaleko Marmari.
Banglijczyk Salahuddin S. usłyszał najpierw zarzuty porwania i zgwałcenia, a później również zamordowania Polki. Od początku nie przyznawał się do winy. Zeznał tylko, że miał kontakt seksualny z 27-latką, ale miało się to odbyć za jej zgodą. Wyniki badań kryminalistycznych - analiza odcisków palców, śladów DNA oraz danych z telefonu komórkowego – przemawiały jednak na jego niekorzyść.
Współlokator Banglijczyka przyznał, że oboje ok. 23 opuścili mieszkanie, a następnie kamera monitoringu zarejestrowała, jak wspólnie pojechali motocyklem w kierunku opuszczonego domu, gdzie miało dojść do gwałtu i morderstwa, a także okaleczenia młodej Polki.
Co więcej, z ustaleń śledczych wynikało, że tuż po zdarzeniu mężczyzna otrzymał przelew na większą sumę pieniędzy i próbował uciec z Grecji, kupując bilet do Włoch. Posiadane przez policję SMS-y z jego telefonu („Zrobiłem coś strasznego i muszę opuścić Grecję”) ułatwiły jego zatrzymanie.
Salahuddin S. na wyrok czekał w ciężkim areszcie w Pierusie. 6 grudnia 2024 roku został skazany na karę dożywotniego więzienia za porwanie, gwałt i morderstwo młodej wrocławianki. Obrońca Banglijczyka odwołał się od wyroku I instancji do Sądu Apelacyjnego.
Anastazja spoczęła w grobie na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze