Władze miasta na każdym kroku podkreślają, że we Wrocławiu chcą budować społeczeństwo obywatelskie. Na przykładzie opisanego na łamach naszego portalu problemu, z jakim spotkali się społecznicy, którzy ufundowali siłownię na świeżym powietrzu widzimy, że ta współpraca nie zawsze układa się wzorowo. O współdziałanie na linii mieszkańcy – urzędnicy postanowiliśmy zapytać radnych, aktywistów miejskich i przedstawicieli różnych środowisk politycznych.
Rafał Czepil, wiceprzewodniczący rady miejskiej (Prawo i Sprawiedliwość)
Ta współpraca jest na dosyć niskim poziomie i to mogę to powiedzieć jako działacz osiedlowy. Niestety przez lata zaobserwowałem brak wsłuchiwania się polityków w sprawy lokalne – to bardzo częste. Kto jak nie radni osiedlowi znają problemy lokalnej społeczności? Dyskusja o kompetencjach rad osiedli trwa we Wrocławiu już bardzo długo, ale tu nie tylko chodzi kompetencje, ale też o brak dobrej woli we wsłuchiwanie się w głos aktywistów i radnych osiedlowych. Kilka lat temu, kiedy przewodniczyłem komisji ds. osiedli w radzie miejskiej, opracowaliśmy kierunki, w jakich powinno pójść zwiększanie kompetencji rad osiedli, ale nie było wtedy dobrej woli ze strony rady miejskiej czy prezydenta. Rada Osiedla Powstańców Śląskich wykazała się aktywnością i chciała coś zrobić. Dziwię się, że jednostki miejskie nie mogły porozumieć się kto ma wydać decyzję w tej sprawie. Uważam, że urzędnicy muszą lepiej wsłuchiwać się w głos mieszkańców i liderów – taka współpraca przyniosłaby obopólną korzyść.
Paweł Rańda, radny miejski (Nowoczesna)
Odnosząc się bezpośrednio o tematu powstania siłowni na Powstańców Śląskich. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem tego problemu byłoby rozszerzenie katalogu i wpisanie tego typu urządzeń do katalogu jako "mebel miejski". Czy taka możliwość istnieje, a jednocześnie nie jest sprzeczna z ustawą, tego nie wiem, ale myślę, że jest rozsądną, bo te urządzenia mają służyć mieszkańcom, poprawiając ich zdrowie, a co za tym idzie, też jakość życia. Mam jednak świadomość, iż ustawy (są nadrzędnym prawem) nie idą z duchem czasów i oby nie było to kolejnym absurdem ograniczający nasze życie.
Sebastian Lorenc, radny miejski (niezrzeszony), radny osiedla Oporów
Nie miałem okazji dokładnie zapoznać się z tą sprawą, nie wiem dokładnie jakie były przyczyny formalne, ale wszystko to nie świadczy dobrze o działaniach jednostek miejskich. Zwłaszcza jeżeli chodzi o wydawanie publicznych pieniędzy na inwestycje, które leżą w interesie mieszkańców. Jestem zdumiony tą sytuacją. Uważam, że urzędnicy w tym przypadku powinni dążyć do jak najszybszego wybudowania tej siłowni. Niestety z mojego doświadczenia w radzie osiedla wiem, że współpracę na linii społecznicy-urzędnicy cechuje pewna inercja. Zauważyłem, że czasami urzędnicy reagują tylko dlatego, żeby dać im spokój. Nie raz miałem wrażenie, że dostałem odpowiedź tylko dlatego, bo urzędnik wiedział, że jeśli nie dostanę odpowiedzi to będę wysyłał kolejne pisma w tej sprawie.
Przemysław Filar, prezes Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia
Wrocław po raz kolejny bohatersko walczy z problemami, które urzędnicy sami generują. W Poznaniu rady osiedli mają spore kompetencje i budżet, co pozwala im bez problemu wykonywać takie niewielkie inwestycje, które nie muszą przechodzić całej procedury WBO. Zmniejszenie tej biurokracji pozwoliłoby sporo zaoszczędzić, a te pieniądze można by przeznaczyć właśnie na takie inicjatywy.
Michał Górski, przewodniczący stowarzyszenia OK Wrocław 2018
Współpraca na linii aktywiści miejscy / aktywni społecznie mieszkańcy - urzędnicy bywa trudna. Często trafiamy na opór ze strony urzędniczej. Słyszymy, że tego lub tamtego „NIE DA SIĘ” zrobić. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że i tak mamy znaczny problem z angażowaniem się obywateli w sferę publiczną i społeczną. Dobrze by było, gdyby urzędnicy dołożyli starań, aby możliwie ułatwiać działalność osobom aktywnym. Budowałoby to zaufanie i mogłoby się pozytywnie przełożyć na większe zaangażowanie mieszkańców.
Bartłomiej Ciążyński, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej we Wrocławiu
W ostatnich latach rośnie aktywność i zaangażowanie w sprawy lokalne mieszkańców Wrocławia. Widać to po rosnących w siłę i coraz lepiej słyszalnych organizacjach (w tym NGOS) zrzeszających aktywistów miejskich (np. TUMW, WroObywatel, OK Wrocław, WS7), powodzeniu Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego i znacznie większej niż niegdyś aktywności Rad Osiedlowych. Za aktywnością i zainteresowaniem "małymi ojczyznami" Wrocławian nie idzie chęć współpracy magistratu z aktywistami, Radami Osiedlowymi. Świadczy o tym choćby to, co się dzieje w sprawie kamienicy na Wyspie Słodowej (projekt aktywistów zagospodarowania kamienicy został przez magistrat odrzucony) lub perypetie Rady Osiedlowej Powstańców Śląskich w sprawie siłowni pod chmurką na Rondzie. Żeby to zmienić trzeba uzbroić Rady Osiedlowe w większe kompetencje - tak, żeby ich działalność nie sprowadzała się tylko wydawania uchwał dotyczących zgód na sprzedaż alkoholu w obrębie danego osiedla. Radom Osiedli należy się też więcej pieniędzy na działalność. Przecież nikt nie wie lepiej niż "lokalsi" jak zagospodarować przestrzeń, co wyremontować etc. w swoim sąsiedztwie.
Waldemar Mazur, partia Razem we Wrocławiu
Problem, jaki zaistniał wokół zagospodarowania placu Powstańców Śląskich jest skandaliczny przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy to skomplikowane procedury administracyjne i nieżyciowość przepisów, jakie nas obowiązują. Ale do tego niejako zdążyliśmy przywyknąć, niestety. Drugi powód, kto wie, czy nie poważniejszy, to zniechęcanie ludzi do podejmowania oddolnych inicjatyw. Nie zdziwiłbym się, gdyby po takich doświadczeniach członkowie i członkinie rady osiedla Powstańców Śląskich zaniechali kolejnych inicjatyw. I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze.
Bartosz Senderek, dziennikarz tuWroclaw.com
Aktywiści i radni osiedlowi to osoby działające społecznie, poświęcające na rzecz miasta swój wolny czas. Można powiedzieć, że czasami swoją działalnością wyręczają urzędników. Tym bardziej dziwi mnie to, że urzędnicy zamiast wspierać te działania, często tworzą dodatkowe problemy. Pamiętam jak kiedyś okazało się, że musimy podpisać jakiś dokument po raz drugi, bo urzędnikowi nie podobało się, że ja złożyłem podpis czarnym, a pozostali członkowie zarządu osiedla niebieskim kolorem tuszu. To przykre, że inicjatywy takie jak ta z Powstańców Śląskich są „blokowanie”. Nie ważne czy dzieje się tak przez niechęć urzędników, czy przez nieżyciowe przepisy. Gdyby radni wydali te pieniądze na kawę i ciastka, przeznaczone do skonsumowania na zebraniach, to mieliby święty spokój. Ale chyba nie o to tu chodzi.
Masz swoje zdanie na ten temat? Zachęcamy do dyskusji w komentarzach pod artykułem!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze