Reklama

Wrocław: śmiertelne pobicie przed nocnym klubem. Ruszył proces jednego z napastników

20/04/2018 12:39

W piątek przed wrocławskim sądem rozpoczął się proces Sebastiana W., który jest oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. 31-letni mężczyzna we wrześniu ubiegłego roku brał udział w bójce przed wrocławskim klubem Banana, w wyniku której trzy tygodnie później pobity chłopak zmarł na oddziale intensywnej terapii.

Zdaniem rodziny Gracjan P. był pogodnym, wesołym, młodym, zawsze uśmiechniętym człowiekiem. Miał dobry kontakt z rodzicami i siostrą, która podczas rozprawy podkreślała dobre stosunki brata z jej dzieckiem. – Kiedy idziemy na cmentarz, mój syn za każdym razem pyta, dlaczego Gracjan do nas nie przychodzi i dlaczego nie ma drabiny do nieba, żebyśmy mogli go odwiedzić – mówiła przed sądem.


W piątek rano w przed wrocławskim sądem swoje zeznania złożył oskarżony o udział w pobiciu Sebastian W. oraz rodzina zmarłego. Zeznawali też kuzyn ofiary, który wraz z ofiarą przebywał w klubie oraz mężczyzna, który udzielał Gracjanowi P. pierwszej pomocy przed klubem.

Reklama

Z relacji krewnego, z którym mężczyzna spędzał wieczór, wynika, że Gracjan P. około godziny 2:00 miał wstać od stolika. – Byłem pewien, że on idzie dalej tańczyć, więc nie szedłem za nim – zeznał. Gdy okazało się, że towarzysz nie wraca, mężczyzna rozpoczął poszukiwania krewnego. Nie było go ani na parkiecie, ani w palarni, ani przed klubem, nie odbierał telefonu. Mężczyzna mówił w sądzie, że przed klubem pytał kilka osób o swojego kompana, jednak nikt mu nie potrafił pomóc. Ponadto zeznał, że nie widział akcji ratunkowej, ani karetki pogotowia, która miała tej nocy interweniować przed klubem.


Mężczyzna podkreślał za to, że w trakcie wieczornego wyjścia, nic nie wskazywało na to, by mogło ono mieć tragiczny finał. – Do momentu, w którym straciłem z nim kontakt, nie widziałem żadnej osoby, z którą mógł mieć zatarg. Z nikim się nie kłócił, nie szarpał. Podchodziło w tym czasie do nas kilka osób, ale to były normalne osoby, z którymi żartowaliśmy – mówił przed sądem.

Reklama

Jeszcze tej samej nocy miał zjawić się w mieszkaniu rodziców Gracjana P., by sprawdzić, czy mężczyzna nie wrócił do domu i odebrać swoje rzeczy, które tam zostawił przed wyjściem na imprezę. Rano ojciec mężczyzny został poinformowany o ty, że jego syn znajduje się w szpitalu i jest operowany.


W piątek sąd odczytał też zeznania świadka, który tej nocy bawił się w klubie i widział bojkę pod lokalem. – Między 2:00 a 3:00 wyszedłem z lokalu na zewnątrz, wtedy zauważyłem w pobliżu szarpaninę, w której mogło uczestniczyć około 20 osób. Po chwili te osoby rozbiegły się w różnych kierunkach i zauważyłem leżącego na ziemi mężczyznę – relacjonował świadek, który udzielił pierwszej pomocy i poinformował pogotowie. – Z tyłu głowy leciała mu krew, płynęła wzdłuż torowiska. Mężczyzna był przyćmiony – zeznawał.

Reklama

Sebastian W., który zasiada na ławie oskarżonych, tłumaczył, że niezbyt dobrze pamięta przebieg zdarzenia, bo tej nocy sporo wypił. – Pamiętam, że między mną a oskarżonym doszło do sprzeczki słownej przed klubem – zeznawał w piątek, mówiąc, że przyznaje się do zarzutów, ale tylko częściowo. Sebastian W. tłumaczył, że do klubu przyszedł z przyjacielem i była to jedyna znana mu osoba w klubie. Oskarżony w trakcie przesłuchania podkreślał, że ofiarę uderzył tylko raz, później Gracjan P. był bity przez innego mężczyznę. – Po moim uderzeniu pięścią pokrzywdzony upadł, ja dalej nie ingerowałem, tam była większa grupa ludzi – zeznawał, twierdząc, że ofiara biła się z innym mężczyzną. – Pokrzywdzony kilka razy się przewracał, wstawał i dalej walczył – dodał. Gdy po którymś ciosie pokrzywdzony nie wstał Sebastian W. wraz z innymi osobami odeszli z miejsca zdarzenia.


– Żałuję tego, co się stało. Życia chłopakowi już nie zwrócę. Muszę ponieść tego konsekwencję, ale nie chcę odpowiadać za czyjeś czyny – mówił w piątek przed sądem Sebastian W., który zgodził się dobrowolnie poddać karze. Za udział w bójce ze skutkiem śmiertelnym, mężczyźnie grozi kara 10 lat pozbawienia wolności. Ze względu na kryminalną przeszłość oskarżonego sąd może jednak wymierzyć karę nawet o półtora raza wyższą.

Reklama

Z dotychczasowym ustaleń wynika, że drugą osobą biorącą udział w pobiciu był Paweł J., mężczyzny nie udało się jednak zatrzymać (jest poszukiwany przez policję). Ojciec ofiary w toku postępowania zeznał, że do jego miejsca pracy miał przyjść mężczyzna, który obiecał pomóc rodzinie w odnalezieniu drugiego z napastników, który według jego informacji z podrobionymi dokumentami miał wyjechać z Polski. – Od tego czasu kontaktowałem się z tym mężczyzną raz, powiedział mi, że nic nie ustalił. Po tym nasz kontakt się urwał – mówił podczas przesłuchania ojciec ofiary.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości