W środku nocy postawiono na nogi wrocławskich strażaków, policjantów i ratowników wodnych po tym, gdy kajakarz który wybrał się na przejażdżkę po Widawie we Wrocławiu nie wrócił na noc do domu. Przerażona żona zawiadomiła służby, bo bała się, że mąż mógł utonąć w rzece. Miał pływać w okolicach ulicy Fryzjerskiej - to dokładnie to miejsce, z którego w czwartek ratownicy wyłowili martwego 72-latka.
- O godz. 22:51 ratownicy WOPR otrzymali zgłoszenie z Centrum Powiadamiania Ratunkowego 112 we Wrocławiu o mężczyźnie, który na rzece Widawa o godz. 14 wypłynął kajakiem i jeszcze nie wrócił do domu. Nad rzekę w rejon ul. Fryzjerskiej udali się dyżurni ratownicy WOPR, którzy sprawdzili dwa sąsiednie mosty - relacjonuje WOPR. Na jednym z mostów ratownicy spotkali przerażoną żonę zaginionego mężczyzny. Pokazała im miejsce ostatniego logowania się telefonu męża.
Ratownicy sprawdzili rzekę w całej okolicy, z pomocą drona przeczesali też teren w pobliżu rzeki. Na szczęście wszystko skończyło się tym razem dobrze. Pół godziny po północy kobieta zadzwoniła do służb z informacją, że mąż cały i zdrowy - choć mocno spóźniony - wrócił do domu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze